14 sty 2019

Głód - Alma Katsu

Tytuł: Głód
Autor: Alma Katsu
Tłumacz: Danuta Górska
Wydawnictwo, rok wydania: Albatros, 2018
Liczba stron: 416
Cena: 37,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Albatros



Na krwawym szlaku


W amerykańskiej historii nie brakuje tajemniczych, często szokujących wydarzeń i nierozwiązanych spraw, które od stuleci zaprzątają zarówno umysły badaczy, jak i amatorów mrocznych zjawisk z przeszłości. Choć upływający czas zaciera ślady mogące pomóc w rozwikłaniu zagadek, to dzięki rozwojowi nauki mamy nowe metody pozwalające sięgnąć w głąb historii. Wśród frapujących spraw można wymienić chociażby Zaginioną Kolonię z Roanoke, pierwszą angielską osadę na terenie Ameryki Północnej, której mieszkańcy zniknęli w niewyjaśnionych okolicznościach przed 1590 rokiem, pozostawiając po sobie tylko jedno słowo wyryte na drzewie: CROATOAN. Choć nie brakuje debat, badań i opracowań, do tej pory nie uzyskano jednoznacznej odpowiedzi na temat tego, co stało się z Roanoke; istnieją tylko domysły i hipotezy – a to z kolei inspiruje twórców. Zaginiona Kolonia stała się gwiazdą serialu „American Horror Story”, w którym przedstawiono mrożącą krew w żyłach fikcyjną wersję wydarzeń. Nie jest to odosobniony przypadek, gdy wyobraźnia w poszukiwaniu odpowiedzi sięga do horroru.

W 1846 roku z miejscowości Independence w stanie Missouri wyruszyła wyprawa Donnera, grupa 87 osób, wśród których znajdowali się mężczyźni, kobiety i dzieci. Pionierzy pragnęli przedostać się do Kalifornii, która była dla nich czymś na kształt ziemi obiecanej. Taka podróż zazwyczaj zajmowała około sześciu miesięcy, a szlak prowadził przez dzikie ostępy, z dala od cywilizacji. Podróżnicy musieli stawiać czoło rozmaitym zagrożeniom, zarówno ze strony natury, jak i drugiego człowieka. Nikt jednak nie spodziewał się, że w poszukiwaniu lepszego życia spotka ich taki koszmar.

Z wyprawy Donnera ocalało 48 osób i uznano ją za jeden z najtragiczniejszych epizodów w amerykańskiej historii. To, co wydarzyło się na szlaku, jest z jednej strony dobrze udokumentowane, a z drugiej owiane tajemnicą. Choć nie brakuje zeznań świadków i ocalałych, listów, pamiętników, dokumentów, listy podróżników i trasy, artykułów, rekonstrukcji i opracowań, choć właściwie znane są odpowiedzi na większość pytań, to najtragiczniejsze tygodnie wyprawy i chwile największej grozy nadal budzą wątpliwości i domysły.

Postanowiła wykorzystać to Alma Katsu, autorka znana m.in. z powieści „Wieczni”. Ubarwiając fikcją źródła historyczne, autorka na kartach powieści ożywia rzeczywistych pionierów, wybierając z podróżującej grupy członków rodziny Donnerów, Reedów, Gravesów, Murphych oraz Charlesa Stantona, Edwina Bryanta, Lewisa Keseberga i Williama Russella. Część bohaterów patrzy przed siebie, licząc na życie lepsze niż to, które pozostawiają za sobą. Inni z kolei nie mogą przestać oglądać się za siebie, upewniając się, czy pogrzebane tajemnice przypadkiem nie podążają za nimi. Mamy do czynienia z ludźmi sam na sam, gdy do głosu dochodzi pierwotna dzikość, z dala od cywilizacji, od jej nakazów i zakazów, od konsekwencji, za to w obliczu dramatycznych wyborów.

„Głód” pokonuje kolejne granice, zarówno te na mapie, jak i w ludzkiej psychice. Powieść wprowadza w klimat niepokoju, atmosfera się zagęszcza, z czasem stając się coraz bardziej klaustrofobiczna, mimo nieokiełznanej przestrzeni. Zdarzało się, że w trakcie lektury „Głodu” wstrzymywałam oddech, czekając na to, co się za chwilę wydarzy, żyjąc w napięciu wraz z bohaterami, dostrzegając przebłyski tego, co może nadejść. Czy padnie cios, czy granica zostanie nieodwracalnie przesunięta, czy zostanie ujawniony sekret, czy człowieczeństwo zostanie ocalone – choć na chwilę.

„Głód” ukazuje perypetie grupy ludzi, którzy muszą się zmierzyć z naturą, otaczającym ich mrokiem oraz ciemnością, którą noszą w sobie. Dopóki zło jest nieuchwytne, przemyka jak cień, dopóki coś nienazwanego ściga wyprawę, napięcie rośnie. Zastanawiamy się wtedy, w jakim stopniu prawdą jest to, że coś tropi pionierów, a w jakim pogrążamy się wraz z nimi w szaleństwie. Może ten „potwór” to tylko wymówka, usprawiedliwienie chorego umysłu? Boimy się ruszyć z nimi w podróż, w nieznane, serce bije szybciej w trakcie lektury. To niedomówienie staje się tłem zachowań bohaterów, którzy powoli ujawniają swoje tajemnice – i swoją prawdziwą naturę. Katalizatorem są przeżycia na szlaku, ale wtedy ta linia realne – paranormalne nie jest jeszcze wyraźnie zaznaczona, świetnie kreując atmosferę tajemnicy. Mogłabym to porównać do „Czarownicy: bajki ludowej z Nowej Anglii”, w której atmosfera była jednym z ważniejszych budulców historii.

Największym problemem „Głodu” są elementy paranormalne. Coś, co w założeniu miało potęgować grozę, być clou historii, jest nijakie, chaotyczne i chyba nawet – zaryzykuję stwierdzenie – niepotrzebne. Niestety, gdy zło zostaje nazwane i pokazane, gdy ciężar przesuwa się z bohaterów na wątek nadnaturalny, „Głód” staje się przeciętny, mało klimatyczny. Nadnaturalne, nawet jeśli zakorzenione w rzeczywistości, nie wytrzymuje konkurencji z prawdziwym mrokiem czającym się w ludziach. Na styku szaleństwa i przekleństwa obydwie płaszczyzny powinny ze sobą współpracować: może ukazywać inne spojrzenie na mrok, zło, zepsucie, ludzką naturę, może zmieniać klimat i igrać z czytelnikiem, ale przede wszystkim powinny zachowywać podobny poziom, inaczej czeka nas szybka droga w dół, w ślad za niewykorzystanym potencjałem.

Niedopowiedzenie buduje napięcie tylko do pewnego momentu, potem je traci i tam, gdzie powinno ono sięgać zenitu, nie odczuwamy już żadnych emocji. Budzące grozę, pobudzające wyobraźnię sceny otrzymujemy dość szybko, co zaostrza apetyt, bo skoro będziemy zbliżać się do jądra ciemności, będzie już tylko straszniej i straszniej, ale nic takiego nie ma miejsca. Katsu zdecydowała się na horror, ale tak naprawdę bardziej przerażająca od samej powieści jest prawda. Oryginalna historia wyprawy Donnera jest wstrząsająca i mrozi krew w żyłach nawet bez ubarwiania. Ludzie odcięci od świata, popchnięci do ostateczności, trapieni przez wewnętrzne demony – tu jest wszystko, czego Katsu potrzebowała.

Według podań Abraham Lincoln, będący wówczas na początku swej politycznej kariery, był bliski wzięcia udziału w przeklętej wyprawie. Cokolwiek podążało w ślad za uczestnikami, czy to fatum, czy nawet głód, miało apetyt na zmianę biegu historii. Dreszcz przebiega po plecach na myśl o tym, że bez względu na to, czy myślimy o fikcyjnej wersji, jak w „Głodzie”, czy o tym, co wydarzyło się naprawdę, losy pionierów były przesądzone na długo przed tym, zanim pierwszy wóz wyruszył na szlak.

7 sty 2019

Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia - Marta Sztokfisz

Tytuł: Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia
Autor: Marta Sztokfisz
Wydawnictwo: Wydawnitwo Literackie
Data wydania: listopad 2018
Liczba stron: 384
Cena: 39,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Literackie


„Pani od obiadów” to biografia Lucyny Ćwierczakiewiczowej, określanej mianem polskiej Julii Child. Prawdziwa gwiazda kuchni i salonów XIX-wiecznej Warszawy, odniosła oszałamiający sukces, choć nie był to łatwy czas dla kobiet. Po opublikowaniu „365 obiadów za pięć złotych” wywołała rewolucję w polskich domach – a to był dopiero początek. 

Konstrukcja „Pani od obiadów” przypomina potrawę, która mogłaby pochodzić z „365 obiadów za 5 złotych”. Sięgając po rozmaite składniki, takie jak teksty źródłowe (ogłoszenia, ustępy z książek, artykułów i kronik, akt kościelnych i urzędowych), ilustracje i zdjęcia, przepisy samej Ćwierczakiewiczowej, fabularyzowane ustępy opowiadające o życiu Pani od obiadów, a nawet kilka własnych refleksji, Marta Sztokfisz miesza fakty z kilkoma kroplami fikcji, opowiadając o Lucynie Ćwierczakiewiczowej z różnych perspektyw. Stara się odpowiedzieć na pytania, kim była sama Lucyna, jak wyglądała jej codzienność i jak postrzegało ją otoczenie, w którym się obracała. Ważnym elementem jest również spojrzenie na to, czy i jaki wpływ na współczesność mają jej osiągnięcia. Jak udowadnia autorka, wiele przepisów i porad Ćwierczakiewiczowej jest ponadczasowych, nie tracąc nic na wartości, jakby na przekór przemijającym trendom i pojawiającym się nowinkom. 

„Pani od obiadów” to również spojrzenie na obyczaje i przemiany zachodzące w polskim społeczeństwie u schyłku XIX wieku. „365 obiadów…”, „Kolęda dla gospodyń” oraz inne tytuły autorstwa Ćwierczakiewiczowej to nie tylko owoce wieloletnich obserwacji i doświadczenia w kuchni i prowadzeniu domu, ale także ukryte między wierszami wyzwania i zwyczaje, składające się na ówczesną codzienność. Działalność Lucyny była odpowiedzią na potrzeby, ale w jej wykonaniu książka kucharska nie jest wyłącznie książką kucharską, a poradnik prowadzenia domu – poradnikiem. Dla Ćwierczakiewiczowej to iskry rewolucji, nie tylko domowej. Jak pisze Marta Sztokfisz „Ćwierczakiewiczowa […] odkurza rodakom mieszkania i głowy”*, ale na tym się nie kończy. W duchu pracy u podstaw, Lucyna pomagała i propagowała wiedzę na temat higieny, zdrowia, żywienia i zarabiania. Przedłużeniem tej pracy była również jej działalność patriotyczna oraz opieka nad ubogimi i potrzebującymi, interesowało ją też kształcenie i emancypacja kobiet. Ćwierczakiewiczowa nie tylko bywała na salonach (a o tym można pomyśleć, gdy ktoś określa ją mianem „celebrytki”), ale i nawet takie bywanie wykorzystywała do swoich celów. Prawdziwa bizneswoman. 

Pomimo pochwał i dużej fascynacji bohaterką, „Pani od obiadów” nie jest pomnikiem z brązu. Autorka nie pomija wad i przywar Ćwierczakiewiczowej, opisując zarówno zabawne anegdoty, jak i skandale, które kładły się cieniem na jej karierze i reputacji, tworząc możliwie pełny portret kobiety, która przysłużyła się innym, jednocześnie nie mając kryształowego charakteru. Lucyna Ćwierczakiewiczowa jest interesującą osobą również po części ze względu na czasy, w jakich żyła i środowisko, w którym się obracała. Warto wspomnieć, że w jej biografii pojawiają się takie nazwiska jak Bolesław Prus czy Eliza Orzeszkowa, otwierając kulturalno-towarzyską panoramę. Lucyna znała zarówno miejskie salony, ulice Warszawy czy Paryża, jak i chłopskie chaty i wiejskie dworki. Życie Ćwierczakiewiczowej aż prosi się o utrwalenie go nie tylko w biografii, ale i powieści. Mając do dyspozycji dobrze udokumentowane tło historyczne i społeczno-obyczajowe oraz fakt, że Lucyna była nad wyraz barwną, charyzmatyczną postacią, która utrwaliła swój głos w książkach i licznych artykułach, powołanie jej do życia z większą dawką wyobraźni mogłoby być bardzo dobrym pomysłem. W trakcie lektury „Pani od obiadów” można odczuć, że o ile nie brakuje opisów dużych i znaczących osiągnięć Lucyny, o tyle jej codzienne życie upstrzone jest białymi plamami, które autorka próbuje wypełnić częściowo zaburzoną chronologią i powracaniem do pewnych etapów z życia Lucyny. Wypełnienie tych plam przypuszczeniami oraz wejrzenie w umysł Lucyny dołożyłoby warstwę emocjonalną do biograficznej, tworząc sylwetkę z krwi i kości. 

Każda próba ocalenia od zapomnienia zasługuje na uwagę. „Pani od obiadów” przybliża sylwetkę kobiety, która miała talent kulinarny, zmysł pedagogiczny i zdolności marketingowe, tupet równie wielki jak charyzmę, była wyrazista i przebojowa; czas jednak zatarł wspomnienie o autorce. Chyba nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że Lucyna Ćwierczakiewiczowa świetnie odnalazłaby się w naszych czasach, stając się najsłynniejszą polską kucharką. Jej usposobienie, kiedyś rodzące problemy, teraz pewnie przysporzyłoby jej jeszcze większej sławy. Czy jej książki stałyby dziś obok książek Jamiego Olivera i Nigelli Lawson? Prowadziłaby swój program jak Gordon Ramsay i Magda Gessler? Byłaby jurorką w programie Masterchef? 

Pewnie tak. 

__________
* ”Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia” Marta Sztokfisz, str. 279