12 cze 2019

Więcej niż pocałunek - Helen Hoang

Tytuł: Więcej niż pocałunek
Autor: Helen Hoang
Tłumacz: Paweł Wolak
Wydawnictwo, rok wydania: Muza, 2019
Ilość stron: 480
Cena: 39,90 zł


~~***~~

Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Muza



Trzydziestoletnia Stella jest specjalistką od ekonometrii i ma zespół Aspergera. Znajdując się na spektrum autyzmu, świetnie radzi sobie w codziennym życiu, ale ma problem z nawiązywaniem intymnych relacji, w tym rozumieniem niuansów w relacjach damsko-męskich. To wyzwanie ma według jej analitycznego umysłu tylko jedno rozwiązanie – korepetycje z miłości. Stella postanawia wynająć zawodowca, by nauczył ją wszystkiego o związkach i bliskości. Przeglądając profile panów do towarzystwa, znajduje idealnego kandydata. Michael jest przystojnym żigolakiem, który rozpieszcza kobiety, chociaż jego życie zupełnie nie rozpieszczało. Gdy Stella składa mu propozycję, Michael jest zaskoczony i zaintrygowany. On miałby udzielać lekcji miłości, zamiast oferować jednonocne romanse? Biznesowy układ jest jasny i przejrzysty, składa się nawet z miłosnego planu lekcji, więc Michael i Stella są przekonani, że wszystko pójdzie zgodnie z (nomen omen) planem. Jednak czy można się nauczyć miłości… bez uczuć?

Helen Hoang głosami czytelników pokonała w konkursie Goodreads Choice Awards Colleen Hoover, która od trzech lat była w tym plebiscycie bezkonkurencyjna (najlepszy romans w latach 2015-2017, w 2018 zajęła drugie miejsce) czy E.L. James. To znaczące osiągnięcie dla debiutantki na półce romansów, bo raz, że musiała rywalizować z innymi debiutantkami, a dwa – musiała zmierzyć się z gigantkami, które mają za sobą wsparcie rzeszy wiernych czytelniczek. Dlaczego zdecydowały się one oddać swoje głosy właśnie na „Więcej niż pocałunek?”.

Autorka otwarcie napisała, że od dłuższego czasu myślała o stworzeniu nowej wersji Pretty Woman, tyle że z zamienionymi rolami. Biorąc pod uwagę to, że jej inspiracją jest film z 1990 roku, można zadać sobie pytanie, ile z atmosfery pierwowzoru przemycono na karty powieści? Tutaj ujawnia się pierwszy składnik z przepisu na sukces Hoang. Autorka nie tylko zaczerpnęła z komedii romantycznej, którą chyba można już określić mianem kultowej, ale i odświeżyła formułę, dodając do niej elementy bezpośrednio nawiązujące do obecnych trendów w opowiadaniu historii miłosnych. „Więcej niż pocałunek” to i komedia romantyczna, i erotyk, i powieść obyczajowa. Po słodkiej, uroczej scenie ekran się nie zaciemnia, by potem pokazać nam „dzień po”, sceny łóżkowe opisano bez pruderii. Autorka otwarcie sygnalizuje, że nie będzie stronić od erotyki, cielesności, zaczynając dość śmiało. Na dodatek położono nacisk na szacunek i zgodę na bliskość (ang. consent), co może się wydawać niewinnym drobiazgiem, ale pobrzmiewa w nim echo ciągle trwających dyskusji o seksie i seksualności. Taka mieszanka gatunkowo-tematyczna bez problemu zdobyła serca czytelniczek, bo autorka wzięła to, co najlepsze i sprawdzone z całego spektrum opowieści o miłości. Hoang w ogóle dobrze radzi sobie z odświeżaniem elementów, które można by określić mianem wyświechtanych. Wielokrotnie widzieliśmy już romanse przedstawiające relację kobieciarza, samca-alfa z trudną przeszłością i pracoholiczki-bizneswoman. Michael i Stella z pewnością wpisują się w te role, ale ich kreacje jednocześnie udowadniają, że obranie takiego punktu wyjścia nie musi skończyć się jednowymiarowym, sztywnym schematem. W przeciwieństwie do Pretty Woman, autorka nie trzyma się też kurczowo motywu Kopciuszka, co nadaje dodatkowego kolorytu portretom postaci. Główni bohaterowie nie są siłą wpychani do szufladek, które by ich ograniczały, za to płynnie łączą różne cechy, zazwyczaj przypisywane różnym rolom. Widzimy Stellę i Michaela na różnych etapach relacji, co jednocześnie odsłania kolejne obszary ich charakterów i zmieniającą się dynamikę w związku.

Relacja bohaterów nie jest jedynym tematem, wokół którego kręci się historia. Hoang eksploruje również życie bohaterów pod kątem niezwiązanym z romansem. Ważną rolę odgrywają rodziny bohaterów (rodzina Michaela jest absolutnie niezwykła!), ich osobiste historie, perypetie i problemy. Michaela i Stellę definiuje zdecydowanie więcej niż tylko ich relacja, a ich osobne przeżycia wzbogacają wspólną perspektywę. Wśród kreacji bohaterów jako jednostek pojawia się kolejna zaleta powieści. „Więcej niż pocałunek” to powieść wpisująca się w nurt own voices (własne głosy); są to historie, w których opisywane zagadnienia pochodzą wprost z życia autora, przedstawiają perspektywy często marginalizowanych osób. Hoang, która jako dorosła została zdiagnozowana z zespołem Aspergera, oczami głównej bohaterki przedstawia życie osoby znajdującej się na spektrum autyzmu. To nadaje powieści bardzo interesującą płaszczyznę, bo romanse rzadko decydują się na różnorodność, na przedstawienie osób, o których w takim kontekście nieczęsto się mówi, zupełnie jakby nie było dla nich miejsca w historiach miłosnych. Stella co prawda bardzo dobrze funkcjonuje w codziennym życiu, cierpiąc prawdopodobnie na łagodniejszą odmianę zespołu, ale biorąc pod uwagę to, że Hoang odzwierciedliła w powieści część własnych przeżyć, to trudno mieć do niej pretensje, że wykreowała właśnie taką bohaterkę.

„Więcej niż pocałunek”, mimo wielu pochwał, nie przeprowadzi rewolucji na półce romansów. Helen Hoang sprawnie porusza się po gatunku, wybierając i łącząc to, co najlepsze, ale nie wykracza znacząco poza te ramy. Oznacza to ni mniej, ni więcej tylko tyle, że w powieści obecna jest spora doza przewidywalności. Konstrukcja fabuły „Więcej niż pocałunek” jest znana, sprawdzona – i nie bójmy się tego słowa – schematyczna. Najważniejsze zwroty akcji rozgrywają się według formuły komedii romantycznej i byłby to o wiele poważniejszy zarzut, gdyby nie zakrywały go interesujące, pomniejsze wątki, sylwetki postaci i atmosfera powieści. Chociaż finał perypetii Stelli i Michaela nie zaskakuje, to dotarcie do niego stanowi jedną z najprzyjemniejszych ostatnio lektur.

„Więcej niż pocałunek” to solidna propozycja dla fanek gatunku, w niewymuszony sposób łącząca lekkość i urok komedii romantycznej z erotyczną pikanterią oraz interesującą parą w roli głównej. Popularność debiutu Helen Hoang nie dziwi, bo autorka wie, co robi – i jak widać, robi to całkiem dobrze. Podczas gdy Stella szuka wzoru na miłość, pisarka znalazła wzór na udaną powieść romansową.

18 maj 2019

Ty - Caroline Kepnes

Tytuł: Ty (tom I z IV)
Autor: Caroline Kepnes
Wydawnictwo, rok wydania: W.A.B., 2019
Liczba stron: 416
Cena: 39,99 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo W.A.B.


Joe Goldberg pracuje w księgarni, Guinevere Beck jest aspirującą pisarką. Gdy ich ścieżki krzyżują się, on zakochuje się po uszy, a ona z czasem jest coraz mocniej zauroczona facetem, który tak bardzo różni się od jej byłych. Joe jest niemal uszyty na miarę jej marzeń. Wprost są sobie pisani.

Cały problem z tym, że to Joe pisze ich historię.

I to wcale nie jest historia miłosna.

Książki takie jak „Ty” nie bez powodu nazywane są page-turnerami. Są to powieści, które czyta się błyskawicznie, zupełnie jakby wbrew ich objętości, i „Ty” zdecydowanie należy do tej kategorii. Ta historia przyszpila czytelnika i nie pozwala mu się oderwać – i co ciekawe, robi to w wielu formach. Według doniesień Netfliksa, w pierwszym miesiącu od premiery serial „Ty” obejrzało 40 milionów widzów. Historia Joego i Beck przyciągnęła gigantyczną publiczność, otwierając sobie drogę do drugiego sezonu. Jak to określono w jednym z artykułów „opowieść o obsesji stała się nową obsesją”. Wcale mnie to nie dziwi, bo jest coś uzależniającego w zagłębianiu się w pokręcone zakamarki zepsutych umysłów, nieważne, czy mówimy o true crime, czy o fikcji, a „Ty” to przede wszystkim widziana oczami psychopaty opowieść o obsesji i nieświadomym wpadaniu w zabójcze sidła. Caroline Kepnes zmusza nas do zagłębienia się w monolog wewnętrzny mężczyzny, który dla otoczenia jest normalnym, zwyczajnym facetem, niewyróżniającym się z tłumu, ale dla nas, zatopionych w toksycznym strumieniu jego świadomości, jest diabłem wcielonym. Towarzyszymy Joemu, który w imię miłości jest w stanie zrobić wszystko, a rozwój związku z Beck jednocześnie odsłania skalę jego zaburzeń. Balansując między dwoma drastycznie odmiennymi twarzami Joego, autorka kreuje fascynujący thriller psychologiczny, w którym właściwie sam czytelnik staje się bohaterem. Tak samo jak reszta jesteśmy osaczeni i manipulowani. Kepnes bardzo dobrze wykorzystała perspektywę Joego jako narratora niegodnego zaufania, bo poznając świat jego oczami, nie mamy pewności czy i jak oceniać inne postacie, sytuacje i zachowania. Perspektywa Joego, jego opinie i refleksje nie są z założenia negowane. Świat wokół niego nie jest kryształowy i on zdaje się to zauważać. Kepnes stworzyła bohatera, który, choć zły, jednocześnie może mieć rację w niektórych sprawach, może znaleźć z kimś wspólny język – i to budzi dyskomfort, który nie opuszcza nas ani na chwilę.

Caroline Kepnes oddała głos potworowi i jestem pod naprawdę dużym wrażeniem, jak dobrze sobie z tym poradziła. Perspektywa Joego poraża; po skończeniu książki, nadal zastanawiam się, co ją inspirowało i jak była w stanie przemówić jako Goldberg. Można „Ty” trochę zarzucić, to powieść, która zmusza na przymknięcie oka na fabularne zbiegi okoliczności i nad wyraz dogodne dla historii rozwiązania, ale trudno zaprzeczyć, że Joe to piekielnie (w każdym znaczeniu tego słowa) wyrazisty bohater. Jego myślenie jednocześnie odstręcza i fascynuje; od szyderczych obserwacji przez wulgarność po gęste bagno zepsutych myśli, słuchamy go, wiedzeni chorą ciekawością, po czym kręcimy głową z niesmakiem. Jednocześnie Joe zaskakuje trafnymi refleksjami i potrafi rozbawić, co wzbogaca jego charakter. Istnieje jako postać nie tylko przez pryzmat bycia psychopatą. Poniekąd na to liczyłam, gdy sięgałam po „Okrutne pragnienie” Araminty Hall. Porównując te dwa tytuły w kontekście kreacji głównego bohatera oraz przedstawienia tego, jak postrzega świat, widać jak odmiennie podeszły do tego autorki, choć przecież czerpały z takich samych elementów. Joe jako psychopata na pewno lepiej radzi sobie z przywdziewaniem maski i wcielaniem się w rolę. Nie jest co prawda kameleonem rangi Teda Bundy’ego, ale ma w sobie ten pierwiastek charyzmy, za którym skrywa się potwór. Dobre skonstruowanie perspektywy bohatera-narratora ma w przypadku tej serii niebagatelne znaczenie, bo to ona dźwiga na swoich barkach ciężar całej powieści, a nawet potrafi zasłonić potknięcia na innych płaszczyznach. Joe powróci w trzech tomach - drugi, „Hidden Bodies”, miał już premierę w Stanach a autorka poinformowała, że pracuje nad trzecią i czwartą książką. Czy pokręcony, mroczny umysł Joego jeszcze czymś nas zaskoczy? Mam nadzieję, że tak, że autorka postanowi dalej eksplorować jego psychikę, zamiast powtarzać wyuczone mechanizmy. Wiemy już, do czego jest zdolny stalker Joe, więc czas na przesunięcie granicy w najmniej oczekiwaną stronę i ukazanie go w innej roli. 

„Ty”, tak samo jak psychika Joego, wpada ze skrajności w skrajność. Mamy do czynienia z niejednokrotnie zaskakującą, mroczną i wciągającą powieścią, ale na „Ty” trzeba czasem spojrzeć przez palce i… nie zadawać zbyt wielu pytań. Fabuła powieści w pewnej części żąda od nas, byśmy po prostu uwierzyli w to, co się dzieje, przyjęli wszystkie sytuacje takimi, jakimi są i może za mocno nie dociekali. Czy to psuje przyjemność z lektury? Szczerze mówiąc – nie. Postać Joego wiele wynagradza, ale nie można jednak pominąć milczeniem niektórych cudownych zbiegów okoliczności, przeoczeń innych na korzyść głównego bohatera i wyjaśnień, które trzymają się całości tylko za sprawą jednej cienkiej nitki. Kepnes czasem aż za bardzo ułatwia Joemu życie, wymyślając coś na poczekaniu. W założeniu główny bohater jest tym oczytanym, inteligentnym stalkerem, który chwyta ukochaną w tkaną z rozmysłem pajęczą sieć, ale część planu Joego to czysta przypadkowość pomieszana z naciąganymi rozwiązaniami. Zupełnie jakby na każdy świetny zwrot akcji musiał przypadać jeden przeciętny element. Zgadzam się, że działania głównego bohatera są przerażające, ale prawdziwa groza wyłania się z sytuacji, które rzeczywiście zostały zaplanowane przez zbrodniczy umysł. Wtedy mamy to poczucie sytuacji bez wyjścia, kompletnej władzy Joego nad życiem Beck. 

Historię Beck i Joego otrzymaliśmy w dwóch wariantach: książkowej oraz serialowej, dostępnej na Netfliksie; ponieważ wiele osób często zastanawia się, jak ma się ekranizacja do książki, warto zwrócić uwagę na pewne zagadnienia. Interesujące są podobieństwa i różnice wynikające również z użytego medium. Serial oferował wizualną ucieczkę od mroków umysłu Joego, dyskomfort łatwiejszy do zniesienia w szerokim kadrze. Chociaż patrzymy na świat z perspektywy głównego bohatera i narratora, to jednocześnie mamy szansę, by zrobić krok w tył. Nie jest nam tak ciasno w tym zepsuciu. Pierwowzór w postaci powieści to historia bez filtra i bez zahamowań. Zbliżenie. Klaustrofobiczna klatka, z której nie ma ucieczki. Książkowe „Ty” krępuje perspektywą Joego, zmuszając do wysłuchiwania monologu, który budzi gęsią skórkę. Tutaj nie możemy odetchnąć, zrobić kilku kroków w tył. O ile w serialu stoimy obok Joego, o tyle w książce jesteśmy nim. To chyba największa (i jedna z niewielu znaczących) różnica, która narzuca to, jak odbieramy różne wersje tej historii, w jaką atmosferę się zagłębiamy. 

Czy pod skórą idealnego partnera może wrzeć toksyczna mieszanka? Czy idealny związek może być wyreżyserowaną zbrodnią? Zaczynając od sceny, która równie dobrze mogłaby pochodzić z komedii romantycznej, Caroline Kepnes wypacza znaczenie każdego gestu, wyznania i decyzji, które łączą „zakochanych”. Przesuwając ciężar na najniższe instynkty, odkrywa kolejne kręgi piekła skrywające się pod normalnością – pierwszy z nich to media społecznościowe i codzienny live stream życia, podczas gdy po drugiej stronie ekranu stoi Joe i pragnie, by to wszystko było perfekcyjne. 

Perfekcyjne piekło w nieperfekcyjnym, ale diabelnie wciągających thrillerze ze świetnym głównym bohaterem.