6 lip 2018

Sześć Cztery - Hideo Yokoyama

Tytuł: Sześć Cztery 
Autor: Hideo Yokoyama
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo Literackie, 2018
Ilość stron: 656
Cena: 49,90 zł

~~***~~



W niektórych sprawach należy zachować milczenie*

Oglądając rozmaite programy true crime, nietrudno dojść do wniosku, że niektóre przestępstwa uchodzą płazem, bo… przyczyniają się do tego same organy ścigania. Banalne sprawy zamieniają się w karkołomne zagadki, na które czas nakłada kolejne płaszczyzny. Winny jest „czynnik ludzki”, najczęściej ujawniający się w niedopełnionych obowiązkach, nieprawidłowym zabezpieczeniu miejsca przestępstwa, złym przechowywaniu dowodów i w efekcie doprowadzeniu do kontaminacji. Dodatkowo wszystko komplikuje strach przed konsekwencjami i kompromitacją, który prowadzi do tuszowania przewinień. Z każdym tygodniem zacierają się granice między dowodami i błędami, faktami i kłamstwami. Błąd, być może mały i nieznaczący, niespodziewanie rośnie do rangi niewybaczalnego, gdy może pogrzebać sprawiedliwość.

Powieść „Sześć Cztery” Hideo Yokoyamy stanowi między innymi zapis zmagań z konsekwencjami nierozwiązanej zbrodni sprzed lat. Pod kryptonimem Sześć Cztery kryje się sprawa porwania i morderstwa. W 1989 roku porywacz uprowadził siedmioletnią dziewczynkę, po czym skontaktował się z rodzicami dziecka, stawiając żądania. Rodzice spełniali polecenia, policja usiłowała wytropić przestępcę, przekazano okup… I jakiś czas później odnaleziono ciało dziewczynki. Mordercy nigdy nie udało się schwytać, a zrozpaczonym rodzicom pozostał tylko ból i mnóstwo niewyjaśnionych pytań. Tajemnica Sześć Cztery trwała przez kolejne lata, aż w 2002 roku dotknęła cierpienia zupełnie innych rodziców. Yoshinobu Mikami i jego żona Minako od trzech miesięcy żyją w najgorszym koszmarze – ich nastoletnia córka zaginęła bez śladu. Ayumi po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Bezsilność Mikamiego jest jak rana, którą dodatkowo rozdrapuje fakt, że sam jest policjantem. Kto, jeśli nie on i jego współpracownicy, może znaleźć zaginioną nastolatkę? A jeśli im się nie uda, jaka jest szansa, że dziewczyna wróci do domu? Uwaga wszystkich funkcjonariuszy kieruje się jednak w inną stronę, gdy komisarz generalny ogłasza nadchodzącą wizytę w związku ze sprawą Sześć Cztery. Nacisk położony na to przestępstwo sprawia, że Mikami po raz kolejny sięga do akt, wracając wspomnieniami do tamtych lat. Tymczasem zaostrzający się konflikt na linii komenda – media zaczyna zagrażać prowadzonym śledztwom. Natrafiając na mur milczenia, piętrzące się błędy oraz niepokojące tropy, Mikami uświadamia sobie, że niewyjaśniona zbrodnia może mieć drugie dno, a ktoś za wszelką cenę nie chce dopuścić do tego, by zostało ujawnione.

Jak rozwikłać sprawę przestępstwa, gdy prawda jest niewygodna dla wszystkich?

Powieść „Sześć Cztery” podzieliła czytelników. Jedni określają ją jako bogaty i wnikliwy portret japońskiej policji, skupiający się na niuansach relacji między przełożonymi i podwładnymi oraz między funkcjonariuszami i dziennikarzami, inni z kolei uważają, że tytuł można potraktować jako niezbyt fascynujący podręcznik czy instruktaż. Rzeczywiście, autor skupia się na szczegółach, jeśli chodzi o codzienne działania policji i nie omija niczego. Tutaj nie ma śledztwa „na szybkim podglądzie”, reprezentującego najciekawsze czy najmocniej szokujące chwile. „Sześć Cztery” to przede wszystkim wielopłaszczyznowa opowieść, która bada złożone relacje i zależności panujące w świecie prawa i mediów. Mikami staje się naszym przewodnikiem, gdy zanurzamy się w gąszczu procedur, imion, zależności, wpadamy na plac boju między policjantami i dziennikarzami, i kroczymy korytarzami komendy, obserwując ciemne zakamarki policyjnych działań. Z powieści Yokoyamy wyłania się nieciekawy świat, pełen brudnych zagrywek i narastających konfliktów. Świat, w którym na drodze sprawiedliwości stoi władza i biurokracja. I to właśnie ten świat – a nie, jak można by oczekiwać, sprawa kryminalna – jest najważniejszy. Widmo Sześć Cztery oczywiście unosi się nad całą historią, ale śledztwo zdaje się być głęboko pogrzebane pod kolejnymi dokumentami, porozumieniami z dziennikarzami, notatkami służbowymi, sprawozdaniami dla prasy – można by tak długo wymieniać. Mozolne poszukiwania oraz negocjacje z dziennikarzami mogłyby być zepchnięte gdzieś na margines, zamknięte w kilku ustępach, w których jeden z bohaterów mógłby relacjonować Mikamiemu ich przebieg. Yokoyama jednak tego nie zrobił, bo i najwyraźniej nie zależało mu na typowym pojedynku między śledczym a przestępcą oraz efektownych zwrotach akcji. Punkt jego zainteresowań leży gdzie indziej. Bazując na doświadczeniu i przeżyciach nabytych jako reporter kryminalny, poprzez umysł głównego bohatera autor pochyla się nad moralnością, sprawiedliwością, lojalnością i systemem, który ma je chronić, ale często pozwala, by pożarła je biurokracja. System, w którym zderzają się sprzeczne interesy, tajemnice, błędy, wykorzystuje śledztwa do wewnętrznych rozgrywek. Systemem, w którym jednostka zderza się z organizacją. Jednak Mikami to nie tylko narzędzie w rękach Yokoyamy – to również, a może przede wszystkim, człowiek. Człowiek targany wątpliwościami, mężczyzna pogrążony w rodzinnych problemach, policjant z poczuciem misji zderzający się ze ścianą milczenia. Jego demony nie są wyjątkowo mroczne, autor nie kreuje go na twardą glinę, który widział niewyobrażalne. W wywiadzie przeprowadzonym przez Emilię Padoł, Yokoyama powiedział: „Zostałem pisarzem, bo chciałem opisywać prawdę ludzkich uczuć. (…) Dokładam starań, żeby pierwowzorem moich bohaterów był człowiek o „zwyczajnej wrażliwości".”** – i w tych słowach zamyka się postać Mikamiego.

Choć nie można nie docenić drobiazgowości w kreowaniu całego mikroświata komendy, w pewnych momentach ogrom szczegółów w połączeniu z wolnym tempem akcji sprawiają, że lektura zaczyna przytłaczać. Na wewnętrznej stronie okładki umieszczono schemat, który pokazuje powiązania między bohaterami oraz krótko opisuje każdego, dodatkowo przydzielając go do jednej z trzech grup: „klub prasowy kontra biuro prasowe”, „sprawy administracyjne kontra dochodzenie kryminalne” oraz „biurokrata kontra śledczy”. Każda z tych osób odgrywa jakąś rolę, każdy ma swoje miejsce w jednym z wielu konfliktów – tyle że niektóre z nich można by rozwiązać wcześniej. Gdy jeden z dziennikarzy mówi „Sądziłem, że ten etap mamy już za sobą…”***, czytelnik kiwa głową na potwierdzenie, bo już dawno dotarł do niego ogrom problemów, z którymi zmaga się biuro prasowe. Policjanci i dziennikarze przeciągają linę zdecydowanie za długo, a powtórzenia zaczynają irytować. Ten czas można by poświęcić na ukazanie innych, licznych wątków, a i nie zaszkodziłoby wprowadzenie większego napięcia do śledztwa Mikamiego. Dopiero tuż przed finałem napięcie rośnie a tempo zdecydowanie przyśpiesza, jednak jak na 750 stronicową powieść, to zdecydowanie za późno. Nie można jednak zarzucić Yokoyamie, że nie miał pomysłu na historię, bo właśnie finał sprawy Sześć Cztery udowadnia, że od początku cierpliwie tkał intrygę, która zaskakuje i wynagradza godziny spędzone na mozolnych poszukiwaniach. Czyżby był to rodzaj nagrody za cierpliwość okazaną przez kilkaset wcześniejszych stron?

Milion egzemplarzy sprzedanych w ciągu 6 dni. „Sześć Cztery” podbił Japonię i wziął we władanie wyobraźnię czytelników, podczas gdy Sześć Cztery uwięził funkcjonariuszy w pułapce własnej zbrodni. Każda z grup, i ta fikcyjna, i ta realna, musi przejść przez piekło śledztwa nim dotrze do sprawiedliwości – jednak ona, tak samo jak dochodzenie, przynosi zupełnie nieoczekiwane konsekwencje.

___________
*”Sześć Cztery” Hideo Yokoyama, tłum. Łukasz Małecki, str. 592
**Nie ma gwałtowniejszej burzy niż ta w szklance wody: https://kultura.onet.pl/ksiazki/hideo-yokoyama-nie-ma-gwaltowniejszej-burzy-niz-ta-w-szklance-wody-wywiad-wywiad/0jp1016
***tamże, str. 635

18 cze 2018

Moje serce w dwóch światach - Jojo Moyes

Tytuł: Moje serce w dwóch światach
Autor: Jojo Moyes
Wydawnictwo, rok wydania: Znak, 2018
Ilość stron: 512
Cena: 39,90 zł


~~***~~




Idąc za głosem serca, by odnaleźć siebie

Nowy Jork. Miasto-legenda, miasto, gdzie spełniają się marzenia, wszystko jest możliwe i możesz być kim tylko chcesz. Kolejne osoby przybywają do betonowej dżungli, odkrywają cały świat w jednym miejscu i poddając się magii Miasta, Które Nigdy Nie Śpi, liczą na spełnienie najgłębszych pragnień. Czy może istnieć lepsze miejsce dla marzycielki o wielkim sercu i zamiłowaniu do nietuzinkowych strojów, która ciągle szuka swojej drogi?

Zgodnie z myślą „jeśli poradzisz sobie w Nowym Jorku – poradzisz sobie wszędzie”, Lou Clark trafia do Wielkiego Jabłka, stając się jedną z tych nowoprzybyłych, którzy próbują znaleźć rytm kroków wśród śpieszących się mieszkańców. Po zawirowaniach, jakie zaoferowały jej tomy pierwszy i drugi, w końcu ma szansę wprowadzić w życie dewizę, w którą wyposażył ją Will. Jednak podążanie za słowami, które mają być dla niej drogowskazem, wcale nie jest takie proste. Szczególnie gdy wiąże się z tym przyjęcie pracy na drugim końcu świata i rozstanie z rodziną oraz ukochanym Samem. Lou zostawia swoje serce w Londynie i rusza w głąb świateł Nowego Jorku. Posada asystentki nowojorskiej bogaczki otwiera przed nią świat śmietanki towarzyskiej, w którym co prawda nie brakuje pieniędzy, ale w parze z nimi idą również tajemnice oraz problemy. Kłopoty pojawiają się także po drugiej stronie oceanu, gdzie nieporozumienia oddalają bliskich bardziej niż kilometry. Gdy na drodze Lou los stawia Josha, który do złudzenia przypomina Willa, dziewczyna uświadamia sobie, że być może jej serce wcale nie pozostało w Londynie, a szczęście zaczyna nabierać nowego kształtu…

„Moje serce w dwóch światach” to historia, która ma w sobie dużą dawkę uroku. Jak główna bohaterka, jest urocza, barwna, może czasem zbyt naiwna, ale przede wszystkim cechuje ją optymizm. Choć, podobnie jak we wcześniejszych odsłonach serii, nie brakuje problemów, chwil smutku i zwątpienia, to jednocześnie jest to najbardziej radosna część. Zaryzykuję stwierdzeniem, że to powieść szyta na miarę Lou – i należy wyłącznie do niej. Mogłoby się wydawać, że ciężar powieści zostanie oparty na relacjach Lou – Sam oraz Lou – Josh, a rozdarcie bohaterki między dwoma światami zamknie się w obrębie wątku romantycznego, jednak (na szczęście!) w tym przypadku Moyes uniknęła banału, w centrum stawiając samą Lou. „Moje serce w dwóch światach” jest przede wszystkim historią o wewnętrznej metamorfozie, o odnajdywaniu własnej drogi, a wszystko to, co przydarza się Lou, stanowi cegiełki, z których buduje poczucie własnej wartości. Obserwując dziewczynę na przestrzeni trzech tomów, widzimy, że dorośleje, rozkwita i powoli rozwija skrzydła, choć oczywiście robi to w swoim stylu, niewiele tracąc ze swojej ekscentryczności. Uwaga skupiona na Lou nie oznacza, że doskwiera jej samotność. Do bohaterów z pierwszego i drugiego tomu dołączyły nowe osoby, które dostarczając Lou wrażeń i mniej bądź bardziej świadomie pomagają jej znaleźć odpowiedź na pytanie „kim tak naprawdę jest Lou Clark?”. Tytułowe dwa światy przenikają się w życiu każdej postaci, nieważne czy mówimy o Lou, jej bogatych pracodawcach, jej londyńskiej rodzinie, czy napotkanych nowojorczykach. Jojo Moyes dobrze radzi sobie z okiełznaniem mnogości wątków i splataniem historii, dzięki czemu bez większego wysiłku płyniemy przez lekturę, przechodząc od postaci do postaci, które – co najważniejsze – nie zlewają się w bezkształtną masę.

Jojo Moyes podjęła się bardzo trudnego zadania, gdy postanowiła rozbudować historię Lou Clark, najpierw o tom „Kiedy odszedłeś”, a potem o „Moje serce w dwóch światach”. Nie da się ukryć, że „Zanim się pojawiłeś” w umyśle wielu czytelników było – i nadal jest – powieścią jednotomową. Uważają, że poprowadzenie historii, relacja bohaterów i finał, który przesądził o ich losach, wybrzmiewa najlepiej w pojedynkę. Na pewno nie da się ukryć, że zarówno „Kiedy odszedłeś”, jak i „Moje serce w dwóch światach”, choć są w stanie poruszyć czułe struny, nie kryją w sobie tak dużego ładunku jaki miało „Zanim się pojawiłeś”. Można powiedzieć, że pierwszy tom jest niepowtarzalny, to tytuł, do którego porównuje się inne książki, za to w przypadku „Kiedy odszedłeś” i „Mojego serca w dwóch światach” nietrudno o skojarzenia w stylu: O, to jest podobne do „Był sobie chłopiec” czy: Przypomina odrobinę „Nianię w Nowym Jorku”. W tym rozumieniu nie są to tytuły, które oszałamiałyby oryginalnością, sięgając po nieoczywiste rozwiązania, czy prowokując do dyskusji na trudny temat. Z pewnością nie zaszkodziłoby, gdyby niesztampowość pierwszego tomu znalazła odzwierciedlenie w późniejszych częściach trylogii. One jednak sięgnęły po bardziej wyświechtane elementy tej półki gatunkowej. W kontekście powstania drugiego tomu, Jojo Moyes napisała: Nie planowałam kontynuacji „Zanim się pojawiłeś”. Jednak praca nad scenariuszem filmu i codzienna lektura wszystkich tweetów i maili od czytelników, którzy pytali o dalsze losy Lou sprawiła, że bohaterowie nigdy mnie nie opuścili. Z wielką przyjemnością odwiedziłam Lou, jej rodzinę, Traynorów i pozwoliłam im się zmierzyć z zupełnie nowymi problemami*. Po lekturze drugiego oraz finałowego tomu doszłam do wniosku, że kontynuowanie losów Lou, choć początkowo nieplanowane, jest być może bardziej naturalnym następstwem pierwszej części, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nawet taki drobiazg jak oryginalne tytuły, kładzie nacisk na fakt, że to zawsze była historia Lou, a każdy tom obejmuje nowy etap w jej życiu. „Me Before You” to dosłownie „ja przed tobą”, czyli podobnie jak w polskim tytule - ja, zanim się pojawiłeś. „After You” to „po tobie”, moje życie, kiedy odszedłeś, „Still Me” to „ciągle ja”, mimo wszystkich zmian i wewnętrznej metamorfozy. Historia Lou nie skończyła się „Zanim się pojawiłeś” – ona właściwie dopiero się zaczęła. Jej relacja z Willem stanowi pewien etap, zwrotny etap w jej życiu, które wskoczyło na nowe tory. Wiemy, kim była przed spotkaniem z nim, ale o wiele ważniejsze są konsekwencje ich relacji. Jeśli spojrzymy na kontynuację pod tym kątem, uświadamiamy sobie, że przecież coś musiała zrobić z tymi przeżyciami i nabytym bagażem doświadczeń. A Moyes postanowiła o tym opowiedzieć. Seria o Lou Clark jest takim dość ciekawym zjawiskiem, bo choć z jednej strony w każdym tomie przedstawia historię tej samej bohaterki i jej bliskich, to z drugiej każdy z nich sprawia wrażenie innej zamkniętej opowieści, zmieniają się problemy, klimat, melodramat miesza się z komedią, romans ustępuje miejsca dorastaniu i szukaniu swojej drogi. Zupełnie jakby bohaterka wyrwała się z powieści i zaczęła wskakiwać do innych tytułów, bo jeden tom stał się dla niej zbyt ciasny. Cóż, biorąc pod uwagę usposobienie Lou, nic dziwnego, że nie pogodziła się z byciem bohaterką jednego hitu.

„Moje serce w dwóch światach”, jak na powieść feel-good przystało, kryje w sobie sporo ciepła i niezachwianą wiarę w to, że bez względu na kaliber problemu, z którym przyjdzie nam się zmierzyć, wszystko będzie dobrze. Jojo Moyes ofiarowała prezent wiernym czytelniczkom, ale przede wszystkim swojej bohaterce. Will Traynor chyba nie mógłby życzyć Lou lepszego zakończenia.

__________
*oryginalny, pełny post dostępny na stronie https://www.jojomoyes.com/2015/02/26/new-book-announcement-after-you-the-sequel-to-me-before-you-coming-this-autumn/