15 kwi 2020

Uwolniona - Tara Westover

Tytuł: Uwolniona
Autorka: Tara Westover
Wydawnictwo, rok wydania: Czarna Owca, 2019
Liczba stron: 448
Cena: 44,90 zł


~~***~~




…a wiedza was wyzwoli

Dotąd moje życie opowiadali mi inni ludzie. Ich głosy były silne, dobitne, nieznoszące sprzeciwu. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że mój głos może być równie mocny jak ich.1

„Uwolniona” to studium rodziny uwięzionej w pułapce toksycznych więzi i problemów, widzianej oczami dorosłego już dziecka. Tara Westover, posiłkując się wspomnieniami własnymi oraz rodzeństwa, napisała memoir o życiowej drodze, jaką przebyła od dziewczynki z wielodzietnej rodziny, w której twardą ręką rządził chory psychicznie ojciec, do młodej kobiety, która pod okiem najlepszych uniwersytetów nie tylko wykształciła się, ale przede wszystkim zrozumiała, kim jest i co tak naprawdę przeżyła. Tara jako dziecko wychowała się w domu na zboczu góry w Idaho, w nieustannie powiększającej się rodzinie. Jej matka była znachorką przyjmującą porody okolicznych kobiet, a ojciec wraz z synami trudnił się pracą fizyczną na budowie. Dziewczynka znała zaledwie strzępki świata poza domem, nie chodziła do szkoły ani do lekarza i nie miała nawet pewności, kiedy się urodziła. Gene Westover, głowa rodziny, przy milczącej aprobacie żony stworzył w domu coś na kształt własnego odłamu mormonizmu, zatracając się w paranoicznych majaczeniach i aktach przemocy, które na lata naznaczyły losy całej rodziny. Gdy Tara, już jako dorosła i wykształcona kobieta, postanowiła zmierzyć się z przeszłością, odkryła, że powrót do domu bywa czasem trudniejszy niż dotychczasowe życie w nim.

„Uwolniona” jak w soczewce skupia obawy i niepewności, które zdają się trapić całe społeczności, bez względu na kraj – Westoverowie nie ufają współczesnej medycynie, są antyszczepionkowcami, leczą się olejkami, nie ufają zorganizowanemu szkolnictwu i „uczą” dzieci samodzielnie, twierdząc, że lepiej wiedzą, czego powinny dowiedzieć się ich latorośle, nie ufają rządowi i nawet do własnego kościoła podchodzą dość niechętnie. Memoir pokazuje, co się dzieje, gdy ta nieufność zamienia się wręcz w chorobę, paranoiczne przekonanie, że świat za progiem tylko czyha, by nas skrzywdzić.

A tymczasem największa krzywda dzieje się w tym samym czasie w domu.

Przerażający jest w „Uwolnionej” portret rozpadającego się zdrowia psychicznego dorosłych oraz to, jak może ono kształtować młodsze pokolenia – gdy rodzice są naszym schronieniem, autorytetami, i jedyny świat, jaki znamy, postrzegamy ich oczami. Jak to kształtuje nasze „ja”? Kim możemy się stać, gdy unosi się nad nami widmo nieleczonej choroby psychicznej rodzica, przemocy i manipulacji? Umysł Gene’a Westovera oraz podejmowane przez niego decyzje stają się puszką Pandory dla jego żony i dzieci, doprowadzając do dramatycznych wydarzeń, w które aż trudno uwierzyć. Ich wstrząsający wydźwięk wzmacnia dodatkowo styl autorki, która chyli się ku reportażowemu konkretowi, zahaczając o powieściowy liryzm, relacjonując przebieg sytuacji, których opis jeży włosy na głowie czytelnika. Czy rodzina, która tak mocno krzywdzi, może równie mocno kochać? Spisując wspomnienia, Tara Westover nie tylko stara się uporządkować rodzinną historię, ale przede wszystkim chce zrozumieć swoje uczucia oraz wagę decyzji, które wpływały na wszystkich członków. Skomplikowane, nierzadko toksyczne relacje nie wykluczały miłości, troski i radości, które choć źle pojmowane, nadal były obecne. Bolesne dzieciństwo nadal może być wypełnione chwilami beztroski. W gąszczu przemocy fizycznej, psychicznej i ekonomicznej widzimy bezradnych i bezwolnych dorosłych oraz dzieci, które dorastając, obierają różne postawy w stosunku do tego, co dzieje się w domu i jak zostały wychowane – i przez to wychowanie okaleczone. Wstrząsająca jest próba racjonalizowania tego, co się wydarzyło, i wstrząsające jest świadectwo ofiary, która nie ma świadomości, jak duża była jej krzywda.

Postrzeganie „Uwolnionej” wyłącznie przez pryzmat fanatyzmu religijnego to w moim odczuciu spłycanie problemów rodziny i wyrządzanie krzywdy tej historii. Religijność jest zaledwie jednym z wielu elementów wpływających na dynamikę relacji wśród Westoverów. Religia jest takim punktem przejściowym, tkwi pomiędzy przyczynami a skutkami wielu sytuacji i drogi życiowej Tary oraz jej rodzeństwa. Stanowi rodzaj wzmocnienia, pretekstu, trafiając na podatny grunt problemów psychicznych, i zostaje wypaczona przez rozmaite patologie trapiące rodzinę. Zostaje przefiltrowana przez pryzmat paranoi, wciągnięta do małżeńskiego folie à deux tak samo jak kolejni członkowie rodziny i dostosowana do wizji głowy rodu. Raczej mówimy o sekcie zamkniętej w czterech ścianach domu, funkcjonującej według ustalonych przez siebie zasad, w której mniej bądź bardziej świadomie szuka się wymówki, ujścia dla przemocy i bierności. Gdyby nie ona, znalazłby się inny element. Zawsze się znajduje, a krzywdę można wyrządzić na wiele sposobów. Wystarczy zestawić „Uwolnioną” na przykład ze „Szklanym zamkiem” Jeannette Walls.

– Na zewnątrz jest świat – powiedział. – A bez taty, który szeptem snuje ci do ucha jego wizję, ten świat będzie wyglądał zupełnie inaczej.2

W „Płotce” Lisy Brennan-Jobs odebraliśmy lekcję z pamięci – jak zapamiętujemy naszych bliskich i jak interpretujemy po latach ich zachowanie oraz jak różnią się nasze subiektywne perspektywy. Westover w „Uwolnionej” również bada pamięć, pochylając się nad wydarzeniami, które otacza mgła zwątpienia. Śledząc wpisy w pamiętniku oraz rozmawiając z rodzeństwem, próbuje odtworzyć wydarzenia, które wpłynęły na losy rodziny, zrozumieć je i utrwalić na papierze. Konfrontując ze sobą różne wersje wspomnień, autorka nie neguje żadnej z nich, a wręcz można nawet powiedzieć, że te nieścisłości stają się witalną częścią rodzinnej tożsamości. Westover nie wygładza historii, nie boi się powiedzieć „nie wiem”, zapełniając białe plamy, i tym samym rewelacyjnie zatacza koło do motywu przewodniego „Uwolnionej” – wiedzy i niewiedzy oraz siły, jaka tkwi w nauce na drodze pomiędzy nimi.

Dostrzegłam, w jaki sposób ukształtowała nas tradycja, którą odebraliśmy od innych, tradycja, której albo rozmyślnie albo przypadkiem nie byliśmy świadomi. Zaczęło do mnie docierać, że przyłączaliśmy swoje głosy do chóru, którego jedynym celem było odczłowieczenie innych, bo wspieranie tego chóru było prostsze, bo utrzymanie władzy zawsze wydaje się krokiem w przód. […] Nigdy więcej nie pozwolę, by uczyniono ze mnie żołnierza w konflikcie, którego nie rozumiem.3

„Uwolniona” to w końcu hołd złożony wiedzy, nauce i wykształceniu, bezcennemu i otwierającemu oczy. Z każdą nową książką, poznaną ideą i odbytym wykładem kruszyły się ściany mentalnego więzienia, w którym tkwiła Tara. Poszerzanie horyzontów może wydawać się wyświechtanym frazesem, dopóki nie prześledzi się drogi osób, które pokonały niesamowite trudności, by móc się uczyć. Widzimy metamorfozę Tary, która nie tylko coraz pewniej porusza się po świecie, ale też ma szansę zrozumieć to, jak funkcjonowała jej rodzina. Dzięki nauce otrzymuje narzędzia, które pozwalają jej nazwać pewne zjawiska, okiełznać je, a tym samym poradzić sobie z nimi, wręcz wyzdrowieć. Bo wiedza to nie tylko zbiór regułek i rozległych informacji na dany temat. Niesie ze sobą również poczucie godności, samoświadomość, odporność na manipulacje i pranie mózgu, pozwala wykształcić własne zdanie. Pozwala poszerzyć horyzonty do granicy, przy której widzimy i lepiej rozumiemy drugiego człowieka. I dlatego tak ważne są świadectwa takie jak Tary – pokazują, jak ważne jest wpajanie wiedzy i walka z ignorancją.

„Uwolniona” to nie tylko opowieść o wyrywaniu się z zaklętego kręgu za sprawą nauki. To również dowód na to, co się dzieje, gdy wyciągamy rękę do potrzebujących, którzy chcą zmienić swoje życie. Tara zrobiła pierwsze kroki do wolności, a jej ambicja i determinacja znalazły oparcie w innych, którzy przed nią mieli więcej szczęścia. W jej świadectwie wyzwala nie tylko prawda i wiedza, lecz także współczucie, działanie i bezinteresowność. Memoir Westover to kolejny ważny głos w sprawie prawa do nauki i dostępu do wiedzy.


---------------

1 Tara Westover, Uwolniona, przeł. Barbara Szelewa, s. 274.
2 Tamże, s. 175.
3 Tamże, s. 254.

27 mar 2020

House of Earth and Blood (Crescent City #1) - Sarah J. Maas

44778083
Tytuł: House of Earth and Blood
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo, rok wydania: Bloomsbury, 2020
Liczba stron: 804

Polskie wydanie
Uroboros, pierwsze półrocze



~~***~~


Dorobek autorek i autorów fantastyki zaczął dorastać wraz z czytelnikami. Pisarki i pisarze, którzy zasłynęli w literaturze młodzieżowej, teraz zwracają się ku nowym obszarom i starszym bohaterom. Wystarczy wymienić Leigh Bardugo i Ninth House, Veronicę Roth i Chosen Ones, Christophera Paoliniego i To Sleep in a Sea of Stars czy omawianą dzisiaj Sarah J. Maas i serię Crescent City, z pierwszym tomem serii zatytułowanym House of Earth and Blood.

Za sprawą nowej powieści trafiamy do Księżycowego Miasta (dosłownie Crescent City to Miasto Półksiężyca) na planecie Midgard, gdzie mieszka Bryce Quinlan, która jest pół Fae, pół człowiekiem. Rudowłosa Bryce w nocy garściami czerpie z rozrywek, które oferuje miasto, za dnia poświęcając się pracy w magicznym antykwariacie. Żyjąc w multikulturowym i multirasowym mieście, pełnym aniołów, demonów, wiedźm, syren, wilkołaków, Fae i stworzeń pomniejszych, Bryce na własnej skórze odczuwa nierówności społeczne i dyskryminację, która dotyka ludzi oraz ludzkich mieszańców ze strony nadnaturalnych istot zwanych Wanami. Choć w Księżycowym Mieście panuje spokój, do mieszkańców coraz częściej docierają zza oceanu doniesienia o zaostrzającej się wojnie między ludźmi i Wanami. Życie Bryce dramatycznie się zmienia, gdy jej najlepsza przyjaciółka, wilkołaczyca Danika Fendyr, zostaje brutalnie zamordowana. Choć rzekomy winny zostaje szybko aresztowany i skazany, po dwóch latach śledztwo zostaje wznowione i Bryce, jako najbliższa Danice osoba, staje się członkinią zespołu śledczego. Jej współpracownikiem zostaje upadły anioł i niewolnik, Hunt Athalar, który sieje postrach jako Anioł Śmierci. Razem próbują rozwiązać zagadkę śmierci Daniki i trafiają na trop intrygi, która zagraża całemu miastu.

House of Earth and Blood mogłoby być o niebo lepszą powieścią, gdyby tylko autorka z góry nie założyła sobie, że musi jej starczyć materiału na kolejne dwa opasłe tomy, bo tak to sobie rozpisała i nie może „zużyć” wszystkiego na pierwszą część. Maas jednocześnie ma pomysł i jej tego pomysłu zabrakło. Ujmę to tak: najgorsze jest pierwsze sześćdziesiąt rozdziałów, po około pięciuset stronach akcja zaczyna pędzić z górki. Nie wiem, jak to możliwe, by ¾ powieści osiągało pułap czterech gwiazdek, po czym w finale wybiło się do siedmiu - ośmiu gwiazdek. House of Earth and Blood to powieść, w której to, co dzieje się na stronie 500 powinno się wydarzyć… jakieś 300 stron wcześniej. Mamy do czynienia z 800 stronami rozwlekle opisanej historii, która w finale wrzuca szósty bieg. Między wstępem a zakończeniem jesteśmy skazani na pełne powtarzalności, statyczne sceny, w których bohaterowie głównie rozmawiają. I rozmawiają. I czasem na chwilę odwiedzą jakiś zakątek miasta, żeby odhaczyć punkt na mapie dołączonej do powieści. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałam pierwszy tom serii, który stanowiłby tak niemrawe wprowadzenie do świata przedstawionego i konfliktu. Śledztwo, które prowadzili Bryce i Hunt już chyba zaczęło rozwiązywać się samo z nudów, bo doszło do wniosku, że nie wytrzyma kolejnych stu stron przekomarzania się pary. Sposób, w jaki autorka skonstruowała śledztwo nie wystarcza na 800 stron powieści, nieważne, jak desperacko stara się je rozciągnąć. Kiedy piszę, że Maas ma pomysł na historię, myślę głównie o przebłyskach konstrukcji miasta, jego społeczności, relacjach między poszczególnymi klasami. Gdyby autorka skupiła się mniej na opisywaniu fizycznej idealności bohaterów i ich nieporadnego romansu, a bardziej na eksplorowaniu stworzonej przez nią rzeczywistości, gdyby skomplikowała śledztwo, dodając kolejne odnogi, które zabrałyby bohaterów w głąb najmroczniejszych zakamarków Księżycowego Miasta, gdyby postawiła na pogłębienie trudnych relacji między warstwami społecznymi… Wtedy byłoby idealnie, bo w powieści naprawdę nie brakuje materiału na interesującą, wciągającą opowieść. Rysujący się na horyzoncie konflikt między ludźmi a Wanami (nordycki Vanir), nad którymi unoszą się wszechmocni bogowie oraz rozterki między lojalnością rasową a ochroną słabszych to niezmierzona kopalnia pomysłów i w rzeczywistości oprócz śledztwa w sprawie morderstwa mogłoby w powieści wydarzyć się mnóstwo innych rzeczy. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z powieścią, która ma blisko 800 stron (i nie, marginesy, interlinia i czcionka nie są „nadmuchane”, nie odstają od normy, objętość nie wynika z zabiegów technicznych). Właściwa intryga, która nabiera rumieńców bliżej finału, daje nadzieję na to, że kolejne tomy serii potraktują pierwszą część jako trampolinę i odbiją się od przeciętnego początku. autorka stworzyła nie tylko własne miasto czy kontynent, lecz także cały świat i marnotrawstwem byłoby kurczowe trzymanie się jednego miejsca. 

Maas czerpie z wierzeń chrześcijańskich, mitologii greckiej, rzymskiej, nordyckiej, legend arturiańskich, poza tym widać mocną inspirację autorki dorobkiem Patricii Briggs, Ilony Andrews, Nalini Singh i Karen Marie Moning. Autorka przetwarza i miesza inspiracje, biorąc też wiele z własnej dotychczasowej twórczości. Problemem House of Earth and Blood jest to, że próbuje odtworzyć formułę znaną z serii Dwór Cierni i Róż, tym razem w dekoracjach urban fantasy. Portrety bohaterów, ich usposobienia i relacje między nimi budzą skojarzenia z postaciami znanymi z Dworów, sporą część rozwiązań fabularnych również zaczerpnięto z tej serii. Zastanawiam się, na ile to powtórzenie jest celowe, by rozbudzić emocje i sympatie fanów Feyre – skoro działało to za pierwszym razem, to czemu by nie skorzystać z tego po raz drugi? Po raz kolejny sięga do tego, co zna i jest dla niej bezpieczne, choć skażone nutą infantylizmu i kiczu, co uwypukla się w tytule, który domyślnie ma być przeznaczony dla dorosłych czytelników. Jej bohaterowie mruczą i syczą aż do znudzenia, wielokrotnie opisywani są jako nieludzko piękni, umięśnieni, złotoskórzy, napinają sześciopaki i bicepsy (na dodatek w wersji anglojęzycznej słowo „male” pojawia się… piekielnie często), a my wywracamy oczami w trakcie czytania i zastanawiamy się, jaki wpływ na fabułę ma to, że obiekt westchnień bohaterki ma perfekcyjną twarz i rzeźbę, a ona sama ma perfekcyjny tyłek i równie perfekcyjny dekolt. Może żeby go było łatwiej na fanartach rysować? Maas poprzez określanie powieści „nowa seria dla dorosłych” chce zdobyć nowych czytelników, ale tak naprawdę stworzyła 800 stronicowy fanserwis. Bryce jest Mary Sue* pełną gębą, tyle że z bardzo nieudanym pseudofeministycznym zacięciem, co zamyka się w tym, że jest wyzwolona, nosi seksowne sukienki, obcisłe ciuchy i chadza na niebotycznie wysokich szpilkach. Nie daje się zdominować samcom alfa (co w dużej mierze polega na warczeniu na każdego faceta, bez względu na jego intencje i robienia czegoś z oślim uporem po swojemu, nawet jeśli nie ma to żadnego sensu). Jest też oczywiście przepiękna, krągła i każdy facet bez wyjątku ślini się na jej widok. Czy wspominałam już, że jest przepiękna? I seksowna? I wyjątkowa? Bryce walczy z uprzedmiotowianiem kobiet będąc uprzedmiotowianą przez autorkę, która ją stworzyła.

House of Earth and Blood szumnie określano mianem pierwszego tomu serii dla dorosłych czytelników. Tak naprawdę wspomnianej dorosłości jest niewiele więcej niż było jej w późniejszych tomach Dworów i przejawia się ona w przekleństwach oraz żartach o podtekstach seksualnych i nielicznych, dość łagodnych scenach erotycznych. Mam wrażenie, że Dwory (które tak naprawdę są pierwszą dorosłą/New Adult serią Maas) były momentami bardziej odważne niż House of Earth and Blood. O tym, jak wprowadzić dorosły kaliber do swojej twórczości, mogłaby powiedzieć kilka słów Leigh Bardugo, która sięgnęła po cięższą tematykę, mroczniejszy klimat i niejednoznaczną moralność, oferując coś rzeczywiście przeznaczonego dla starszego czytelnika. Nie byłam w pełni zachwycona Ninth House, ale po przeczytaniu House of Earth and Blood zdecydowanie bardziej doceniam to, co stworzyła Bardugo. Obydwie autorki piszą o uzależnieniach, wykorzystywaniu, nierównościach… ale tylko jedna z nich zrobiła to dość dobrze. I nie jest to Maas, która poruszane problemy ubiera w podstawowe, dość toporne dekoracje. 

Jest coś, co dźwiga na swoich ramionach ciężar całej powieści, co sprawia, że przebrnęłam przez dłużyzny, a i nawet łezka w oku się zakręciła. Otóż… mówię o przyjaźni. Jej siła, która pozwala się przekształcić w czystą, niezmąconą miłość, jest sercem House of Earth and Blood. Widać, że autorka świetnie czuje się w kreowaniu takich relacji, przede wszystkim między Bryce i Daniką, ale także pomiędzy innymi bohaterami, robi to bez wysiłku, a wypływające z nich emocje są niewymuszone. Jest to właściwie jedyny element będący w stanie wzbudzić jakieś silniejsze odczucia podczas lektury. Obserwowanie rozwoju tych więzi miejscami pochłania nawet bardziej niż rozwiązywanie kryminalnej zagadki. Przyjaźń przedstawiono o niebo lepiej niż wspomniany wcześniej wątek romansowy, który rozwija się jeszcze bardziej niemrawo niż wątek śledztwa. W zamyśle gorący, pełen seksualnego napięcia i chemii, w rzeczywistości sprawia, że ziewamy z nudów zanurzeni po uszy w jego sztampowości. Wydaje mi się, że, przewrotnie, gdyby Bryce i jej obiekt westchnień tylko się przyjaźnili, byłoby to bardziej elektryzujące niż ich obecny romans. 

House of Earth and Blood to przeciętny wstęp zbudowany na niewykorzystanym potencjale, który zwodzi pustą obietnicą nowego etapu w twórczości znanej autorki. To, co mogłoby być najlepsze, fantastyczne, barwne i wciągające, unosi się niejako nad powieścią, cierpliwie czekając, by dano mu szansę. Sarah J. Maas sygnalizuje, że ma w zanadrzu niejedną niespodziankę, szkoda tylko, że potrzebowała blisko 600 stron, by dać nam to do zrozumienia. Stworzyła interesujący świat i frapujący konflikt, po czym zepchnęła je na margines, by skupić się na opisywaniu urody coraz to nowych bohaterów i flircie głównej bohaterki z jej partnerem. Czy sięgnę po drugi tom? Chciałabym powiedzieć nie, ale… Ale mam głęboką nadzieję, że autorka „wypociła” już cały fanserwis i w końcu skupi się na rozwoju akcji, na dokładniejszym budowaniu świata przedstawionego, na ubarwianiu intrygi, czyli zrobi wszystko to, czego w House of Earth and Blood jako dorosłym fantasy zabrakło.

__________________

* Mary Sue − pejoratywne określenie wyidealizowanej postaci literackiej. Nie ma określonego wzorca, który pozwalałby z całą pewnością stwierdzić, jaką postać możemy nazwać Mary Sue. Najczęściej przyjmowany jest wzór pięknej femme fatale, która posiada niemalże wyłącznie same zalety i odnosi nieustanne sukcesy. Postać określona tym mianem może być nią jednak nawet wówczas, gdy wady posiada – jest ich jednak zbyt mało lub są zbyt nikłe czy tuszowane, aby można było uznać postać za rzeczywistą. [źródło: Wikipedia]
Sporo na temat Mary Sue, źródło anglojęzyczne: https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/MarySue 

2 sty 2020

Postanowienie noworoczne? Więcej czytać.pl!

Święta co prawda minęły, ale nadal jest czas, żeby sięgnąć po darmowe ebooki i audiobooki w ramach akcji Czytaj PL! Sama wybrałam "Jaremiankę". Na dobry początek roku :)


10 bestsellerów za darmo na Gwiazdkę – świąteczna edycja Czytaj PL
Czytaj PL, największa akcja promująca czytelnictwo, powraca na Święta! Zakończona w listopadzie piąta odsłona była ogromnym sukcesem – 130 tysięcy wypożyczonych książek i plakaty z kodami QR w 1000 miejscowościach w Polsce, na 4 kontynentach oraz w 14 krajach. Organizatorzy jednak nie spoczywają na laurach. Z okazji urodzin akcji przygotowali dla czytelników prezent – specjalną świąteczną edycję Czytaj PL z kolejnymi dziesięcioma bezpłatnymi książkami do wypożyczania. Od 16 grudnia do 15 stycznia będzie można czytać takie bestsellery, jak „Psy ras drobnych” Olgi Hund, „Parabellum” Remigiusza Mroza czy „Magiczne drzewo. Czerwone krzesło” Andrzeja Maleszki.
Czytaj PL to akcja, która realnie wpływa na podnoszenie poziomu czytelnictwa w Polsce oraz pokazuje, że Polacy kochają czytać. W świątecznej odsłonie bezpłatnie będzie można przeczytać aż 10 e-booków i posłuchać 5 audiobooków. Wśród dostępnych tytułów znalazły się kryminały, powieści obyczajowe, literatura piękna, biografie, a także książki dla dzieci.
„Psy ras drobnych” laureatki Nagrody Conrada Olgi Hund to pełna czarnego humoru i dosadnego języka powieść będąca zapisem doświadczenia pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Uwadze fanów sensacji i kryminałów nie powinny umknąć „Dom bez klamek” Jędrzeja Pasierskiego oraz „Parabellum” Remigiusza Mroza. Ta pierwsza pozycja to historia zbrodni pełnej mrocznych tajemnic, a druga to pierwszy tom kultowej sagi historycznej polskiego pisarza. W edycji świątecznej Czytaj PL dostępne będą także książki dla dzieci – „Magiczne drzewo. Czerwone krzesło” Andrzeja Maleszki oraz „Damy, dziewuchy, dziewczyny” Anny Dziewit-Meller. W opowieści Maleszki można odnaleźć niesamowite przygody, niebezpieczeństwa, magię i humor, a Dziewit-Meller przedstawia historie nietuzinkowych bohaterek i buntowniczek. Obie książki będą dostępne zarówno w formie e-booków jak i audiobooków. Fanom biografii natomiast przypadnie do gustu „Jaremianka” Agnieszki Daukszy, która przybliża życie Marii Jaremy – jednej z najzdolniejszych i najbardziej charyzmatycznych artystek XX wieku.
Świąteczna odsłona Czytaj PL to także podsumowanie 2019 roku, który był rokiem kobiet. Olga Tokarczuk zdobyła Literacką Nagrodę Nobla, Greta Thunberg została okrzyknięta człowiekiem roku według Time’a, a stanowisko najmłodszego aktualnie urzędującego premiera niedługo obejmie Sanna Marin. Wśród tytułów dostępnych w świątecznej edycji Czytaj PL także znalazły się dzieła pań – Anny Dziewit-Meller, Anny Przybyłek, Urszuli Zajączkowskiej, Olgi Hund i Agnieszki Daukszy. Właśnie książki tych dwóch ostatnich pisarek, opublikowanych pod patronatem Krakowa Miasta Literatury UNESCO zostaną zilustrowane superbohaterkami o wyjątkowych supermocach płynących z czytania. Autorem postaci jest tworzący charakterystyczne ilustracje, doceniany na całym świecie grafik Jan Kallwejt. Superbohaterki będzie można zobaczyć m.in. na grafikach promujących akcję. Pojawi się także specjalny świąteczny superbohater.
W świątecznej edycji akcji Czytaj PL jeszcze łatwiej czytać za darmo. Wystarczy pobrać aplikację Woblink z App Store lub Google Play, kliknąć w niej w banner akcji i cieszyć się 10 dostępnymi bezpłatnie książkami. Akcja trwa od 16 grudnia 2019 do 15 stycznia 2020 roku.
Projekt Czytaj PL od początku realizowany jest w ramach programu Kraków Miasto Literatury UNESCO.
Lista dostępnych książek:
  1. Remigiusz Mróz „Parabellum. Prędkość ucieczki” (Wydawnictwo Czwarta Strona)
  2. Andrzej Maleszka „Magiczne drzewo. Czerwone krzesło” (Wydawnictwo Znak)
  3. Max Czornyj „Ślepiec” (Wydawnictwo Filia)
  4. Jędrzej Pasierski „Dom bez klamek” (Wydawnictwo Czarne)
  5. Anna Dziewit-Meller „Damy, dziewuchy, dziewczyny” (Wydawnictwo Znak)
  6. Olga Hund „Psy ras drobnych” (Korporacja Ha!art)
  7. Urszula Zajączkowska „Patyki, badyle” (Wydawnictwo Marginesy)
  8. Evžen Boček „Ostatnia arystokratka” (Wydawnictwo Stara Szkoła)
  9. Agata Przybyłek „Bądź moim światłem” (Wydawnictwo Czwarta Strona)
  10. Agnieszka Dauksza „Jaremianka” (Wydawnictwo Znak) 
Organizatorzy edycji świątecznej Czytaj PL: Krakowskie Biuro Festiwalowe operator programu Kraków Miasto Literatury UNESCO, Woblink
Partner akcji: SAMSUNG
Wydawcy: Czwarta Strona, Znak, Filia, Czarne, Korporacja Ha!art, Marginesy, Stara Szkoła
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.