14 paź 2019

Szeptacz - Alex North

Tytuł: Szeptacz
Autor: Alex North
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: [zapowiedź] 16.10.2019
Liczba stron: 480
Cena: 39,90 zł
Tłumacz: Paweł Wolak


~~***~~

Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Muza 


Alex North mógłby podać sobie rękę z C.J. Tudor. I nie mówię tutaj tylko o podobieństwie tytułów czy szat graficznych książek. Między dzielącymi ich różnicami możemy znaleźć podobne zainteresowanie mrokiem kryjącym się pod dziecięcą wyobraźnią, upiorną nostalgią, która powraca w dorosłym życiu, by prześladować bohaterów. „Szeptacz”, podobnie jak „Kredziarz”, poprzez niewinne symbole i wyliczanki zamienia potwory z szafy i spod łóżka w realne zagrożenie, a strachy z dzieciństwa rosną wraz ze swoją ofiarą. W przypadku Northa odczułam jednak większe zainteresowanie wielowątkowością, wielogłosowością wśród bohaterów i mocniejszy skręt w kierunku kryminału, w przeciwieństwie do Tudor, która czuje większe przywiązanie do głównego bohatera i „dreszczyku” grozy. Nie da się jednak ukryć, że Tudor rośnie konkurencja.

Na pewno trzeba oddać „Szeptaczowi” to, że jest sprawnie opowiedzianą, ciekawą historią, w której wątki kryminalne mieszkają się z paranormalnymi i obyczajowymi, z naciskiem na te rodzinne. Wręcz najmocniejszą stroną jest to, o czym opowiada autor – a nie jak to robi. Choć to przede wszystkim opowieść o zbrodniach, to można zauważyć, jak ważny dla Northa jest temat rodziny – przewija się on przez całą powieść, dotykając wszystkich postaci, stanowiąc spoiwo dla pozostałych płaszczyzn. Stworzył fabułę, którą uznaję za całkiem dobrą, mimo pewnego zarzutu pod jej adresem. Wpleciony w całokształt zamysł pokazuje wizję pisarza od wciągającego początku do niepokojącego końca. Możemy zauważyć, że „Szeptacz” to w gruncie rzeczy kilka przeplatających się ze sobą historii, z których każda ma potencjał do bycia tą pierwszoplanową. Każdy ma coś do powiedzenia, każdy ma swoje miejsce na pajęczynie tkanej przez mordercę. Obserwujemy sprawę Szeptacza z kilku perspektyw, które nie tylko się uzupełniają, ale i pozwalają Northowi, wzorem filmu „The Boy” Williama Brenta Bella, bawić się niejednoznacznością wydarzeń, przesuwając granice między realnością a zjawiskiem nadprzyrodzonym. Wiele wydarzeń można odczytać dwojako, w zależności od tego, kto jest ich świadkiem. Nic nie jest tak do końca oczywiste. Spodobało mi się to igranie z czytelnikiem, bo dzięki niemu sama zaczęłam wątpić, czy na pewno dobrze odczytałam niektóre sytuacje i dopowiadałam sobie pewne elementy. Rozkładając „Szeptacza” na części pierwsze, można jednak zauważyć, że są takie sytuacje, w których autor niemal zagonił się w ślepy róg i sięgnął po „boską interwencję”, rodzaj cudownego rozwiązania, które pozwoliło mu wybrnąć. Staje się to takim progiem zwalniającym w historii, która przecież powinna nabierać rozmachu. Na szczęście zdarza się to na tyle rzadko, by nie rzutować na odbiór całości, ale jednak pojawiają się takie małe rozczarowania, gdy intryga natrafia na rozwiązanie w stylu „bo tak” i idzie dalej. 

Jeśli chodzi o wspomniane „jak” autor to robi, to przyznam, że miałam problem ze wciągnięciem się w klimat historii. Obiecane dreszcze zjawiały się w nielicznych momentach, a chwile grozy są właśnie tylko chwilami. Niestety. North zapowiada mrok, sięga do niego – i bardzo szybko się wycofuje. Nim zdążymy dobrze zanurzyć się w ponurą atmosferę, wyrywa nas na światło dnia. Nie do końca eksploruje ciemność tkwiącą w bohaterach i ich działaniach. Jest kilka takich scen, które udowadniają, że North, gdyby chciał, mógłby nieodwracalnie ściąć czytelnikom krew w żyłach. I nawet nie mówię tutaj o epatowaniu brutalnością, bo to przecież też nie gwarantuje odpowiedniej atmosfery. Mówię o odpowiednim dawkowaniu napięcia, kładzeniu nacisku na odpowiedniej elementy w odpowiedniej chwili, umiejętnym konstruowaniu scen. Odniosłam wrażenie, że autor równie „beznamiętnie”, rzeczowo opisuje policjantkę wykonującą mozolny research, jak i człowieka, który właśnie wkracza w sam środek koszmaru i za chwilę dokona przełomowego odkrycia. W tej materii autorowi naprawdę wiele nie brakuje – być może tak zaangażował się w tworzenie perspektywy każdego bohatera i rozwijanie intrygi, że nie dał sobie czasu na stopniowanie poczucia grozy. 

Debiut Aleksa Northa ukazuje kogoś, kto potrafi snuć opowieści, musi tylko jeszcze nauczyć się otaczać je odpowiednią atmosferą. Myślę, że z czasem autorowi uda się znaleźć ten złoty środek, dzięki czemu zło czyhające w ciemnościach jego powieści stanie się nie tylko realne, ale i upiorne. 

1 komentarz:

  1. Nie skusze, się skoro pomysł dobry, ale brak tego czegoś. Do tego rzadko sięgam po debiuty.

    OdpowiedzUsuń