9 kwi 2019

Okrutne pragnienie - Araminta Hall

Tytuł: Okrutne pragnienie
Autor: Araminta Hall
Wydawnictwo, rok wydania: W.A.B., 2019
Ilość stron: 352
Cena: 39,99 zł


~~***~~

Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo W.A.B.


Kiedy myślę o żonie… zawsze myślę o jej głowie. Wyobrażam sobie, że rozbijam jej śliczną czaszkę, prostuję zwoje mózgu, usiłując uzyskać odpowiedzi. Zasadnicze w każdym małżeństwie pytania. „O czym myślisz? Jak się czujesz? Co my sobie nawzajem zrobiliśmy?”
Nick Dunne w scenie otwierającej film Zaginiona dziewczyna

Skojarzenia z powieścią Gillian Flynn oraz ekranizacją Davida Finchera nie wzięły się tylko z polecenia, które widnieje na okładce Okrutnego pragnienia. Araminta Hall uderza w swojej powieści w znajome tony, w których pobrzmiewają echa relacji Nicka i Amy oraz zacięcie Flynn do przemycania na stronicach swoich książek komentarzy społecznych. Jednak powieść „w duchu Flynn” nie oznacza, że Hall kopiuje koleżankę, bo takim stwierdzeniem wyrządziłabym jej krzywdę. Ona raczej wpisuje się w pewien nurt klimatem, konstrukcją historii i bohaterów. Jednak, co warto zaznaczyć, w tym przypadku uczeń nie przerósł mistrza – choć i nie poległ zupełnie na placu boju. 

Araminta Hall z perspektywy głównego bohatera i jednocześnie narratora Mike’a snuje opowieść o żarliwym uczuciu łączącym mężczyznę z piękną Verity. Mike wspomina czasy, gdy jako kochankowie zatracali się w łączącym ich uczuciu, prowadząc grę, która dodatkowo podnosiła temperaturę w ich związku. Dla takiego pożądania i pragnień można było stracić głowę. Mike był przekonany, że są sobie z Verity pisani na wieczność. Nadal jest o tym przekonany, mimo że Verity odeszła i planuje ślub z innym. Dla Mike’a to tylko nowy etap ich związku, nowy etap gry, w której stawka stała się wyższa. 

Obsesyjna „miłość” i toksyczne relacje ciągle pozostają w obszarze zainteresowań twórców. Wystarczy chociażby przytoczyć serialowy hit Netflixa, TY (You), oparty na dylogii autorstwa Caroline Kepnes. Księgarz Joe Goldberg jest równie kontrowersyjny co fascynujący na swój toksyczny sposób i tymi śladami podąża Mike. Obserwując bohatera, zastanawiamy się, co motywuje jego działania – wyrachowanie? Czyste zło? Upośledzona inteligencja emocjonalna oraz inne zaburzenia psychiczne? A może jest trybikiem w machinie manipulacji? Hall stara się budować historię na niejednoznaczności, co dotyczy zarówno intrygi, jak i samych bohaterów. Podobał mi się ten zamysł, by prowadzić grę nie tylko wśród bohaterów, ale i z samym czytelnikiem. Choć mamy wgląd w relację Mike’a i Verity, to nadal pozostajemy tylko postronnym obserwatorem, który wyrabia swoją opinię na podstawie zeznań osób niegodnych zaufania. Okrutne pragnienie można z pewnością określić mianem page-turnera. W trakcie lektury przewracałam kolejne strony, pochłonięta opowieścią Mike’a. Jakiekolwiek zarzuty można mieć wobec tej powieści, to chyba nie da się zaprzeczyć, że jest ona w stanie wciągnąć (i nie puścić, tak do końca). Co było dla mnie dość zaskakującym odkryciem, to fakt, że Okrutne pragnienie jest dość… grzeczne. Jak na powieść, która rozgrywa się wokół erotycznej gry. Spodziewałam się bardziej gęstej atmosfery, zagłębiania się w kolejne warstwy związku, rosnącego napięcia, bo cała historia aż prosi się o pogłębiony mrok, zapuszczenie się w ciemniejsze zakamarki psychiki bohaterów. Choć napięcie jest obecne, to nie przypominam sobie chwili, w której sięgnęłoby ono zenitu. Akcja toczy się raczej nieśpiesznie, a zwroty akcji raczej nie szokują. Jest w niej dużo takiej zwyczajności. Autorka konfrontuje się z naszymi oczekiwaniami, jakby chciała udowodnić, że otoczkę powieści tworzymy sami, dorabiając ideologię do historii Mike’a i Verity, doszukując się drugiego dna tam, gdzie go nie ma. Słysząc o tej historii, liczyłam na mrok, ale może tak naprawdę w takich historiach nie kryje się nic więcej i kolorytu dodają im teorie komentujących, artykuły w brukowcach, szczegóły podkoloryzowane przez innych. Może sami chcemy, by kryło się tam większe zło niż w rzeczywistości? I taki komentarz Hall do tego, przez jaki pryzmat postrzegamy i komentujemy medialne, kontrowersyjne sprawy mógłby się udać, gdyby nie to, że sama trzyma kilka srok za ogon. Pogrzebała sporo potencjału w ostatniej części powieści – a może nie tyle pogrzebała, co poświęciła jedno kosztem drugiego. Jak możemy przeczytać w posłowiu, które odsłania kulisy powstania powieści, autorka bardzo chciała przekazać pewną obserwację w historii Mike’a i Verity, pochylić się nad bliskimi jej prawdami, skomentować zjawiska społeczne. Można odczuć w trakcie czytania finału, że to właśnie ta myśl przyświecała jej najmocniej. Autorka ma pełne prawo do poruszania wybranych zagadnień, ale w tym przypadku ta chęć do przekazania czegoś, stała się silniejsza niż skupienie na intrydze. Oczywiście jedno z drugim da się jak najbardziej połączyć, ale u Hall wyszło z tego lekkie moralizatorstwo połączone z rozwiązaniem intrygi, które tylko częściowo udźwignęło spoczywający na nim ciężar. Finał w założeniu miał namieszać w głowie czytelnika, pozostawić go z uczuciem niepokoju i gorzką refleksją, i robi to, oferując jednocześnie ogromny niedosyt. Z tej intrygi można by „wycisnąć” zdecydowanie więcej, bo ta finałowa niejednoznaczność jest jednak bardziej oczywista, niż powinna być, taka toporna, a autorka narzuca nam swoją perspektywę. Okrutne pragnienie nie udźwignęło wszystkich płaszczyzn, które mu narzucono.

Pochwałę Gillian Flynn potraktuję jako błogosławieństwo na przyszłość.

„Musimy pracować nad prawdą i ją naginać. Inni mogą widzieć to inaczej, ale, kochanie, okrucieństwo w naszym wydaniu to miłość, tylko inaczej nazwana.”*
___________
*Okrutne pragnienie, Araminta Hall, tłum. Katarzyna Rosłan, str. 352

2 komentarze:

  1. Czeka w kolejce, a ja już się nie mogę doczekać, aż ją przeczytam.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś do mnie nie przemawia ta książka :)

    Pozdrawiam,
    Fantastic Chapter

    OdpowiedzUsuń