29 kwi 2019

Mój piękny syn - David Sheff

Tytuł: Mój piękny syn
Autor: David Sheff
Wydawnictwo, rok wydania: Poradnia K., 2019
Liczba stron: 448
Cena: 39,99 zł


~~***~~




Z jasności w ciemność, czyli podróż ojca przez uzależnienie syna

Niedowierzanie.

Po skończonej lekturze „Mojego pięknego syna”, a jeszcze przed sięgnięciem po „Na głodzie”, wpisałam nazwisko Sheffów do wyszukiwarki. Musiałam sprawdzić, co wydarzyło się później, po zakończeniu memoiru Davida Sheffa. Oczekiwałam bolesnych upadków, spodziewałam się, że dalej na pewno wydarzy się coś złego, bo nie dowierzałam, że może być już tylko dobrze. Czy w ogóle po tym, co przeżyli Sheffowie, może istnieć jakiekolwiek „dobrze”? Czy można się pogodzić z taką przeszłością, żyjąc nieustannie w strachu przed przyszłością?

Jestem obecny, ale mnie nie ma. Zgodnie ze starym powiedzeniem rodzice mogą być tylko tak szczęśliwi, jak ich najbardziej nieszczęśliwe dziecko. Boję się, że to prawda. [s. 249]

„Mój piękny syn” to memoir pisarza i dziennikarza Davida Sheffa, który opisuje losy swojej rodziny przez pryzmat uzależnienia najstarszego syna. Gdy Nic jako nastolatek wpada w sidła narkotyków i alkoholu, piekło dotyka całej rodziny, wystawiając na poważną próbę łączące ich relacje. Cofając się do wczesnego dzieciństwa Nica, bystrego, rezolutnego i zdolnego chłopca, ojciec próbuje wyznaczyć punkt, w którym nieodwracalnie zmieniło się ich życie. David przygląda się narkomanii pod każdym kątem, próbując zrozumieć uzależnienie syna. Czy sięganie po narkotyki to moralny upadek? Wybór? Choroba psychiczna? Choroba mózgu? Skutek złego wychowania? Owoc rodzinnych problemów? Pochylając się nad wielopłaszczyznową naturą uzależnienia, przedstawia długie lata zmagań i wpisany w nie portret rodziny oraz nakreśla rzeczywistość, która umożliwia upadek na dno.

Mówimy sobie nawzajem „Wszystko”. To nasz sposób, żeby powiedzieć: kocham cię, tak bardzo będę za tobą tęsknić, tak mi przykro – mieszanina uczuć towarzyszących jego wyjazdom i powrotom. [s. 39]

„Mój piękny syn” budzi mnóstwo niepokoju w czytelniku, igrając z jego poczuciem bezpieczeństwa, z nadzieją, ze spokojem. Gdy myślimy, że oto dostaliśmy upragniony przełom czy szczęśliwe zakończenie, za zakrętem czyha kolejny cios. Gdy stwierdzamy, tak samo jak bohaterowie, że już dłużej nie damy rady, że to już musi być koniec, nawet jeśli miałby on być zły, bo mamy dość, nagle rozbłyska światełko w tunelu. Opisując kolejne lata walki z uzależnieniem syna, David Sheff ukazuje psychologiczną, emocjonalną huśtawkę, na której znajduje się cała rodzina – a wraz z nimi trafia tam czytelnik. Czytając zapiski Sheffa, wielokrotnie zastanawiałam się, ile może znieść człowiek, zanim całkowicie się załamie, czy nadzieja ma jakiś limit. Towarzyszymy autorowi w podróży, w której każdy wzlot jest okupiony bardzo bolesnym upadkiem, tak bolesnym, że można zwątpić w sens podnoszenia się po nim. To, co szczególnie dobrze udało się uchwycić autorowi, a co niezwykle zadziwia, to siła uczuć, które z taką samą siłą pomagają stanąć na nogi, jak i strącić na dno. W historii ojca i syna porusza miłość, która wprost wylewa się z kart książki, nawet w tych najmroczniejszych momentach. Porusza ogrom nadziei i gotowość do wybaczenia, które tkwią w Davidzie. Porusza cierpienie, które jednocześnie łączy i rozbija rodzinę. Te uczucia czasem są aż tak surowe i żarliwe, że aż ciężko o nich czytać.

„Mój piękny syn” kryje w sobie ładunek emocjonalny, który sprawia, że nie jest to łatwa lektura. Ciężar książki kryje się również w szczerości i refleksji autora, który tak samo opisuje miłość do syna, jak i cierpienie oraz własne decyzje, które, w jego odczuciu, mogły być kroplami przepełniającymi czarę. Czytelnik zaczyna doszukiwać się drugiego dna w wielu sytuacjach, ogląda niby pod mikroskopem każdy element życia ojca i syna – i David na to pozwala, ba, on sam to robi. W ustępach, które brzmią niczym spowiedź, autor sam zastanawia się, gdzie popełnił błąd. Nawet gdy przechodzi wraz z Nikiem przez kolejne etapy uzależnienia i leczenia, gdy zdobywa coraz większą wiedzę na ten temat, ciągle próbuje zrozumieć, dlaczego trafiło właśnie na nich i czy ma prawo, czy w ogóle jest w stanie sobie wybaczyć. Tragedia Sheffów obfituje w momenty niezdrowego egoizmu, bezmyślności, niedojrzałości, krótkowzroczności, ale czytający nie chce wykorzystywać tych problemów przeciwko rodzinie, raczej im współczuje, szczególnie biorąc pod uwagę to, jakie spadły na nich konsekwencje. Sheff szczerze opisuje potknięcia i trudne, bolesne wydarzenia z życia rodziny. Wiemy, że się zadręczał, ale nie zauważyłam, by miało w tym miejsce jakieś samobiczowanie, monopolizowanie uwagi przez narratora. Obnażenie się jest desperackim aktem zrozumienia, próbą oczyszczenia i ozdrowienia oraz przestrogą dla innych.

Jesteśmy związani z naszymi dziećmi, niezależnie od okoliczności. One są splecione z każdą komórką naszego ciała, z każdym neuronem. Nie można ich oddzielić. Zamieszkują naszą świadomość, mieszkają w każdej przestrzeni, każdej jamie, szczelinie naszego ciała, w naszych najbardziej pierwotnych instynktach, głębiej nawet niż nasza tożsamość. Głębiej niż nasze ja.

Mój syn. Jedynie moja śmierć mogłaby go wymazać. A może nawet nie starczyłoby nawet śmierci. [s. 321]

„Mój piękny syn” to intymny portret rodziny, ale również rozbudowany wstęp do pewnego rodzaju śledztwa, które Sheff kontynuuje w swojej kolejnej książce „Clean: Overcoming Addiction and Ending America's Greatest Tragedy”. Towarzysząc synowi, David dogłębnie poznaje naturę uzależnienia, ale i poznaje od środka biznes (sic!) leczenia uzależnień. Testując kolejne ośrodki, terapeutów, metody i leki, które pochłaniają dziesiątki, czasem nawet setki tysięcy dolarów, autor coraz krytyczniej ocenia wiele mechanizmów sterujących leczeniem uzależnień. Nie negując tytanicznej pracy wykonywanej przez ośrodki, jednocześnie zadaje pytania o szarą strefę, w której znajduje się wiele z nich, o kwalifikacje prowadzących, o praktycznie nieistniejące regulacje oraz, co najważniejsze, o stosunek rządu do finansowania badań, profilaktyki oraz prawidłowego leczenia, o liczbę skazanych będących uzależnionymi.

Choć to przejście między częścią czysto pamiętnikową, autobiograficzną a reportażową nie zawsze jest płynne, czasem obfituje w zgrzyty i nadmiar informacji zrzucany na czytelnika między ustępami, to jestem skłonna wybaczyć to autorowi, bo w zamian otrzymujemy szerszą perspektywę na to, jak wygląda sytuacja osób uzależnionych i ich bliskich. Nic jest jednostką, ale nie jest jedyny. Takich jednostek mogą być miliony. Osadzenie sytuacji Nica w konkretnej rzeczywistości pozwala zrozumieć jego zmagania. Sheff próbuje rozłożyć na czynniki pierwsze system, który choć powołany w dobrej wierze, może paradoksalnie napędzać zaklęty krąg uzależnienia. Bo niektóre rodzaje pomocy są złe i mogą wyrządzać krzywdę, a mimo to stosuje się je pod przykrywką terapii. Sięgając do badań naukowych, statystyk, rozmów ze specjalistami, innymi uzależnionymi i własnych przeżyć, kreuje przerażający obraz epidemii, w której na ropiejące rany nakleja się plaster i liczy na to, że samo przejdzie. Skalę problemu przedstawiali też w swoich książkach m.in. Sam Quinones („Dreamland”), Beth Macy („Dopesick: Dealers, Doctors, and the Drug Company that Addicted America”) i John Temple („American Pain: How a Young Felon and His Ring of Doctors Unleashed America's Deadliest Drug Epidemic”). Każde z nich podejmuje temat z innej perspektywy, ale niewątpliwie łączy ich próba ukazania dramatu, który gnębi Stany, oraz pytanie o to, dlaczego w walce z narkotykami największymi ofiarami stają się ci, którzy najbardziej potrzebują pomocy.

Na szczęście jest mój piękny syn.

Na nieszczęście ma straszliwą chorobę.

Na szczęście jest miłość i radość.

Na nieszczęście jest ból i udręka.

Na szczęście ta historia jeszcze się nie skończyła. [s. 382–283]

„Mój piękny syn” to poruszające świadectwo niesamowitej miłości ojca do syna oraz studium uzależnienia, które dla wielu osób staje się pułapką bez wyjścia. To historia ogromnej siły przeplatającej się z potworną bezsilnością oraz opowieść o systemie równie chorym, co osoby szukające w nim pomocy. Po odłożeniu książki na półkę pozostaje w czytelniku burza emocji oraz gorzka refleksja, że takich pięknych synów i córek jest mnóstwo, ale niewielu z nich zostanie tak dostrzeżonych jak Nic, bo prześlizgną się przez szczeliny w systemie i nie podążą za nimi piękni ojcowie i matki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz