30 sie 2018

Czerwony notes - Sofia Lundberg [przedpremierowo]

Tytuł: Czerwony notes
Autor: Sofia Lundberg 
Wydawnictwo, data wydania: Wydawnictwo W.A.B., 5.09.2018 [zapowiedź]
Cena: 36,99 zł


~~***~~

Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo W.A.B.


Staruszka sięga po niepozorny, czerwony notes z okładką wytartą przez lata użytkowania i kolejne podróże, przez niezliczony dotyk dłoni. Przegląda widniejącą na pożółkłych stronach listę imion i nazwisk, adresów, numerów. Każdą z tych osób kiedyś znała, każda z nich składa się na historię jej życia, którą ukryła między kartkami. Wszystko zaczęło się w rodzinnej Szwecji, gdzie jako dziewczynka trafiła na służbę. Potem, będąc nastolatką, przeniosła się do Paryża; w latach 30. jako modelka prezentowała stroje od najsłynniejszych projektantów i pozowała dla prestiżowych pism. Los rzucił ją też do Nowego Jorku w przededniu II wojny światowej. Wraz z nią kolejne kilometry oraz upływający czas pokonywała... miłość. A to zaledwie okruchy z całego życia dziewięćdziesięciosześcioletniej Doris – życia długiego, pełnego wzruszeń, uczuć, wzlotów i upadków. Teraz, na przekór samotności, chce przekazać komuś te wspomnienia. Jenny, jedyna żyjąca krewna Doris, nie ma czasu na przeszłość, bo teraźniejszość jest zbyt absorbująca; próbuje zapanować nad swoim rodzinnym życiem i codziennością, która podążyła w nieco innym kierunku niż jej plany i marzenia. Gdy kobieta nieoczekiwanie zyskuje wgląd w rodzinne tajemnice, przekonuje się, że jej przeszłość jest nierozerwalnie splątana z osobami, których nigdy nie poznała, a które mogą mieć wpływ na przyszłość…

„Rozstanie z ukochaną osobą to najgorsze uczucie, jakie znam, Jenny. Do dziś nie znoszę pożegnań. Odejście kogoś bliskiego pozostawia w naszej duszy bolesną ranę.”*


„Czerwony notes” obejmuje nie tylko niemal sto lat z życia Doris, ale i prezentuje dwie perspektywy czasowe: teraźniejszość poświęconą codzienności Doris i jej relacji z Jenny oraz przeszłość, która sięga aż do dzieciństwa bohaterki i opisuje najważniejsze wydarzenia z jej życia. Doris wraca wspomnieniami do wydarzeń, ale to ludzie są w nich najważniejsi. To oni stanowią kolejne punkty, które zaznaczają nowe etapy w opowieści. Chronologia czerwonego notesu to przede wszystkim chronologia ludzkich losów, za którymi idą emocje, uczucia, marzenia. Poznajemy rodzinę Doris, jej przyjaciół, pracodawców i współpracowników, a także jej wielką, wielką miłość. Jesteśmy świadkami dramatów, trudnych decyzji, triumfów oraz zwyczajności codziennego dnia. Zagłębiając się w zapiski głównej bohaterki, z jednej strony trafiamy do świata, który ciągle się zmieniał i którego już nie ma, ale z drugiej strony on ciągle żyje – jest tak samo barwny, potrafi zachwycać albo przerażać mimo upływu czasu. Życie Doris obfituje w niezwykłe wydarzenia oraz interesujące osoby; chciałoby się ocalić z tej przeszłości jak najwięcej, ale niestety nie jest to nasz wybór. Pamięć Doris, jej stan zdrowia oraz upływający czas narzucają ograniczenia. Chciałabym, żeby autorka pogłębiła niektóre wspomnienia Doris, ujęła ich jeszcze więcej, skupiła się na nich dłużej. Jest w tym ukryta zaleta powieści, bo nie do końca nazwałabym to niedosytem, a raczej czytelnikiem tak zasłuchanym w opowieść, że chce jeszcze, chce więcej. Z drugiej strony pochylam się nad samą konstrukcją powieści – bohaterka, która wraca wspomnieniami do przeszłości, ma już dziewięćdziesiąt sześć lat i jak sama mówi: wspomnienia z młodości są barwniejsze i bardziej wyraziste niż to, co było wczoraj. To uwidacznia się w „Czerwonym notesie”, który wraz ze zbliżającym się finałem stawia na coraz krótsze retrospekcje, przesuwając ciężar na współczesność. Rozważam, czy taki nawiązujący do prawdziwego życia zabieg, mimo że może zostać potraktowany jako niedociągnięcie, jest lepszy niż opcja, w której wszystko jest opisane idealne, dokładnie co do szczegółu. Co wydaje się bardziej realistycznym rozwiązaniem w kontekście prawie stuletniej staruszki, która opisuje swoje życie?


Wydawca złożył na okładce obietnicę, że w trakcie lektury „wzruszenie gwarantowane” i muszę przyznać, że nie jest to tylko pusta reklama. „Czerwony notes” chwyta za serce już od pierwszych stron i to na kilka sposobów. Pozostać obojętnym to w przypadku tej powieści trudna sztuka. Można by zarzucić autorce, że część wydarzeń z życia Doris jest obliczonych specjalnie na to, by wywołać wzruszenie, taki emocjonalny chwyt, ale pojawił się też element, który uderza prosto w serce i któremu trudno właściwie cokolwiek zarzucić, głównie ze względu na jego prawdziwość – a jest nim opis starości, samotnej starości, niezrozumianej, zepchniętej na margines przez pęd codziennego życia młodszych i zdrowszych. Nietrudno zobaczyć w Doris całą grupę emerytów, którzy borykają się ze zdrowiem, samotnością i takim zwyczajnym, codziennym życiem. Nietrudno pomyśleć o tym, ci by się stało, gdyby w sytuacji głównej bohaterki znalazły się nasze babcie i nasi dziadkowie, czy po prostu – starsze osoby, które znamy. Nie da się być obojętnym na drugiego człowieka. Szczególnie gdy, tak jak w przypadku Doris, wchodzimy do jego domu i obserwujemy codzienność, której być może do tej pory nie byliśmy w pełni świadomi, bo w pędzie życia nie było czasu na refleksję. Z „Czerwonego notesu” mogą wyłonić się dla wielu czytelników również bardzo osobiste wzruszenia. Powieść skupia się na życiu, które trwa dzięki przekazywanym wspomnieniom. Doris spisuje swoją przeszłość dla jedynej krewnej, na nowo ożywając osoby, które odmieniły jej świat, ocalając przed zapomnieniem zarówno je, jak i siebie. Na miejscu Jenny autorka stawia za to czytelnika, namawiając go, by nie tracił czasu – by to on pierwszy wyciągnął rękę i zaczął ocalać wspomnienia, by zacząć rozmawiać, pytać o przeszłość, nim będzie za późno. Ten element z pewnością poruszy czułe struny, czy to u osób, które uwielbiają badać przeszłość swojej rodziny, czy to u tych, którzy żałują, że pewnych wspomnień nie poznali i już nie poznają. 

Każdy z nas chciałby zostać zapamiętany. Każde imię to wstęp do nowej historii. „Czerwony notes” to wzruszające świadectwo siły, jaka tkwi w historiach i wspomnieniach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Musimy pamiętać, że nie każdy ma taki czerwony notes jak Doris i nie każdy ma kogoś, komu może przekazać swoje wspomnienia – czasem tylko nasza wyciągnięta ręka może je ocalić. A po latach, ktoś wysłucha nas.

„Życzę ci wszystkiego tyle, ile potrzeba. Tyle słońca, ile potrzeba, żeby rozjaśniło ci dni. Tyle deszczu, ile potrzeba, żebyś doceniła słońce. Tyle radości, ile potrzeba na wzmocnienie duszy, ale też tyle smutku, ile potrzeba, byś potrafiła docenić drobne przyjemności w życiu. I tyle spotkań, ile potrzeba, żebyś przywykła do pożegnań.”**


____________
*„Czerwony notes” Sofia Lundberg, tłum. Ewa Wojciechowska, str. 119
**tamże, str. 44

2 komentarze:

  1. Świetna zapowiedź, no i jeśli to sygnuje W.A.B. to na pewno warto sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka czeka na przeczytanie. Mam nadzieję, że będzie tak wzruszająca, jak piszesz :)
    Pozdrawiam, Iza :)

    OdpowiedzUsuń