6 kwi 2018

LOVE Line - Nina Reichter

Tytuł: LOVE Line
Autor: Nina Reichter
Wydawnictwo, rok wydania: Novae Res, 2017
Ilość stron: 488
Cena: 39 zł


~~***~~




Znajdź swoją linię serca


Kolorowe czasopisma zalewają nas informacjami, radami i metodami na flirt, udany związek, wyleczenie się ze złamanego serca i znalezienie nowej miłości. „15 najlepszych miejsc na randkę”, „20 miłosnych sztuczek, które sprawią, że on oszaleje na twoim punkcie”, „10 tekstów, dzięki którym ją zdobędziesz”, „5 historii, które przywrócą ci wiarę w miłość”. Można tak wymieniać w nieskończoność – zarówno po stronie magazynów dla pań, jak i tych kierowanych do panów. W sieci nie brakuje ogłoszeń trenerów podrywu i terapeutów dla par, kursów, szkoleń, forów, portali. Cały świat szuka miłości – na chwilę, na zawsze… i za wszelką cenę. Matthew Hansen doskonale o tym wie. Terapeuta od związków, mówca i autor popularnej audycji LOVE Line zjednał sobie sympatię kobiet, doradzając im w sprawie związków i ucząc, jak odnaleźć się w damsko-męskich grach miłosnych. Matt jest na dobrej drodze do stania się randkowym guru – na horyzoncie majaczy autorski program w telewizji. Bethany McCallum pracuje w nowojorskiej redakcji magazynu dla kobiet i po paśmie osobistych porażek otrzymuje szansę na wymarzony awans. Ma napisać artykuł na temat PUA (pick-up artist), zawodowych podrywaczy, którzy uczą mężczyzn, jak podrywać kobiety – stosowane przez nich metody nie zawsze są etyczne i ocierają się o manipulacje. Beth ma zamiar zagłębić się w hermetyczne środowisko i obnażyć metody stosowane przez trenerów podrywu. Matt ma wiedzę, której pragnie Bethany, z kolei Beth… staje się obiektem jego pragnień. Czy odnajdą coś prawdziwego w miłosnych grach?

„LOVE Line” jest nietypową, a przez to wyróżniającą się powieścią obyczajową. Co prawda nie można tego dostrzec na pierwszy rzut oka – w końcu nie brakuje romansów opowiadających o dziennikarkach czasopism kobiecych i rasowych podrywaczach – jednak im bardziej zagłębiamy się w lekturę, tym jaśniejsze staje się, że autorka postanowiła spojrzeć na schematy pod innym kątem. Ze względu na profesje, którymi się parają Matthew i Bethany, mamy wgląd w pozakulisowe działania PUA, czyli trenerów podrywu oraz dziennikarek kolorowych czasopism. Nina Reichter opowiada historię, jednocześnie rozkładając ją na czynniki pierwsze; historii miłosnej towarzyszą uwagi dotyczące psychologii związków, flirt okraszono informacjami na temat technik podrywu, a działalność magazynu kobiecego kryje w sobie informacje związane z chwytami reklamowymi, manipulacją czytelnikiem czy rzeczywistymi odbiorcami poszczególnych artykułów. Niewątpliwie ubarwia to powieść, wnosząc ciekawą perspektywę na chwyty i techniki, o których wielokrotnie czytaliśmy w innych romansach. Jestem pewna, że niejeden bad boy świadomie (albo i nie) korzystał z technik PUA. Wspólna historia Bethany i Matthew to właściwie połączenie dwóch osobnych opowieści: o niej i o nim oraz ich osobistych perypetiach. Wraz z dziennikarką obserwujemy trudy rozwodu i problemy, jakie potrafi nastręczać praca w redakcji. Poznajemy jej przyjaciół i rodzinę oraz ich problemy zawodowe i prywatne. Podobnie jest z Mattem, który wkracza na scenę w otoczeniu bliskich i znajomych, jednocześnie ujawniając kulisy „miłosnego” biznesu. Te dwa światy przenikają się wraz z każdym spotkaniem Beth i Matta, wprowadzając plejadę bohaterów drugoplanowych, reprezentujących różne postawy, interesy i realizujących własne pragnienia. Przy takiej grupie konflikty, intrygi i sekrety wychodzące na jaw to jedynie kwestia czasu. Można nawet dojść do wniosku, że spotkanie Bethany i Matthew to poniekąd pretekst do ukazania szerszego obrazu, który – jak w serialu – wymiennie skupia się na różnych postaciach i wątkach, a dla autorki to wymarzone środowisko do badania relacji międzyludzkich i wywoływania burzy uczuć.

„LOVE Line” nie zaszkodziłoby kilka zdecydowanych cięć, które nadałyby akcji większy dynamizm. Przez drobiazgowe opisy i mnogość wątków, często zatrzymujemy się na dłuższą chwilę i z mozołem przechodzimy do kolejnych rozdziałów. Ze względu na swoją specyfikę, powieść pełna jest introspekcji oraz obserwacji otoczenia i zachowania innych, jednak wśród tego, co jest absolutnie niezbędne, znalazło się też wiele ustępów o niewielkim znaczeniu, nadgorliwych wypełniaczy, które dopowiadały kolejne elementy do już dobrze wykreowanej sceny. Z niektórych można by zrezygnować, jak na przykład opis prozaicznych czynności, albo zamknąć ich przebieg w mniejszej liczbie stron. Trudno ganić autorkę za dbałość o detale i chęć wykreowania możliwie najpełniejszego obrazu, ale mniej słów również potrafi dobrze nakreślić scenę, wprowadzić w klimat, zaznaczyć relacje między bohaterami. Trzeba znaleźć złoty środek między tym, co niezbędne czytelnikowi, by mógł sobie wszystko wyobrazić, a przesytem. Podobnie jest zresztą z mnogością wątków, choć muszę przyznać, że ich poprowadzenie i liczba prawdopodobnie nie stanowiłyby żadnego problemu, gdyby nie wspomniana wcześniej przesadna drobiazgowość. Bo gdy wielowątkowość zderza się ze szczegółowymi opisami, trudną sztuką staje się utrzymanie uwagi czytelnika i wciągnięcie go w lekturę. Być może ta drobiazgowość wynika z faktu, że mamy do czynienia z pierwszym tomem, który ma za zadanie wykreować cały świat i złożone relacje między bohaterami, jako rodzaj podwalin pod kontynuację.

Nina Reichter postawiła przed sobą ambitny plan: opowiedzieć o romansie z nowej perspektywy, poszukać drugiego dna w scenariuszach, które widzieliśmy miliony razy. Mimo niedociągnięć, myślę, że jest to ciekawy kierunek, w którym warto zmierzać. Po odrobinę przydługim wstępie, historia Bethany i Matthew powinna teraz nabrać rozpędu, szczególnie że grają już w otwarte karty. Które z nich postawi wszystko na jedną kartę? Kto wyciągnie asa z rękawa? Wbrew pozorom nic nie jest pewne, szczególnie gdy o najwyższą stawkę gra tak wielu graczy. Skłamałabym, gdybym napisała, że w ogóle nie ciekawi mnie, jak potoczą się ich losy.

Miłość w „LOVE Line” wymyka się każdemu – nieważne, czy jesteś zawodowym podrywaczem, w stałym związku albo straciłeś nadzieję na prawdziwe uczucie – i udowadnia, jak mało o niej wiemy, nawet jeśli próbujemy zamknąć ją w technikach, metodach, radach i wyjaśnieniach.

5 komentarzy:

  1. Mam coś takiego z tą książką, że uwielbiam słuchać wrażeń innych ludzi. Ostatecznie na mnie LL zrobiło kolosalne wrażenie i wiem, że wiele moich koleżanek (Wraz ze mną) oczekuje ciągu dalszego.

    Pozwól, że jedynie napiszę, że Twoja recenzja jest bardzo dobra - dobrze się ją czyta, a i zwracasz uwagi na takie szczegóły, na które i ja zwróciłam, lecz jedynie mimochodem. Osobiście mnie nie przeszkadzała spowolniona akcja, ale na pewno kilka małych cięć mogłoby tylko udoskonalić tę powieść.

    Przede wszystkim jednak zgadzam się z myślą, że Love Line się wyróżnia i stara się opowiedzieć o czymś innym. No i się to udaje ;) Wszystkim czytelniczkom polecam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele dobrego naczytałam się o tej powieści, zatem chciałabym przekonać się, jakie wrażenie wywrze na mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię tego typu historie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra historia, mi osobiście bardzo przypadła do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tę książkę na oku. :) Bardzo ciekawi mnie ten temat, szczerze mówiąc. :) Myślę, że to może trochę typowa książka, ale z drugiej strony całkiem inna. :D
    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń