21 sie 2017

Miasteczko kłamców - Megan Miranda


Tytuł: Miasteczko kłamców
Autor: Megan Miranda
Wydawnictwo, rok wydania: Znak, 2017
Ilość stron: 400
Cena: 36,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło wydawnictwo Znak


Kogo tak naprawdę wyzwala prawda?

Jeśli masz coś na sumieniu, prawda prędzej cię zniewoli niż wyzwoli, że tak pozwolę sobie przełożyć ten biblijny zwrot… na zbrodnicze występki. Kajdanki zatrzasną się na twoich nadgarstkach, być może bliscy się od ciebie odwrócą, na długie lata trafisz do więzienia. W łagodniejszej wersji pozostaje zawiedzione zaufanie i plany, które wymknęły ci się z rąk. Niewiele w tym wolności, prawda? Niby to kłamstwo nas więzi, dusi, buduje klatkę i nie pozwala być wolnym, jednak jeśli dobrze się nad tym zastanowić, to co jest gorsze: fizyczne zniewolenie i utrata wszystkiego, czy może życie w klatce wyrzutów sumienia w zakątku własnej głowy?

W miasteczku Cooley Ridge to prawda jest wyzwalana. Z mozołem, z uporem, wykuwana ze skał drobina po drobinie, wykopywana z głębi jaskiń, zdzierania z drzew. Są osoby, które próbują poznać prawdę, ale są też kłamcy, którzy zacierają ślady z takim zawzięciem, jakby od tego zależało ich życie. Bo zależy.

Nicolette wyjechała z Cooley Ridge dziesięć lat temu, gdy zaginęła jej przyjaciółka. Poza duchem nieobecnej Corinne pozostawiła w miasteczku również ojca, brata, chłopaka i przyjaciela. Oraz pewną dziewczynę, Annaleise, przypadkową osobę w swoim życiu, ale nieprzypadkową zjawę z przeszłości. Teraz Nico wróciła, by na nowo zmierzyć się z Cooley Ridge – a właściwie to Cooley Ridge chce zmierzyć się z nią. Gdy za sprawą ojca Nico ożywa wspomnienie Corinne, Annaleise niespodziewanie znika. Otwierają się stare rany miasteczka, z których zaczynają sączyć się plotki, pogłoski, poszlaki, historie wypływają gęstym strumieniem, oblepiając myśli tych, którzy chcieliby o nich zapomnieć.

Dlaczego dziewczyny znikają?

Gdy dziewczyny wracają - wracają do miasteczek, do przeszłości, do opuszczonych osób, które z jakiegoś powodu pozostawiły za sobą, zazwyczaj nie wynika z tego nic dobrego. Ani FaNelli w „Najszczęśliwszej dziewczynie na świecie” wróciła, Camille Preaker z „Ostrych przedmiotów” wróciła, Jules z „Zapisane w wodzie” wróciła, nawet Amy Dunne z „Zaginionej dziewczyny”… pozostawiła coś, do czego warto wracać. Nico wraca do dziewczyn, które znikają. Tak rozpoczyna się opowieść utkana z sekretów, kłamstw i rozbitego czasu.

Megan Miranda nie wybrała dla siebie prostej drogi. W dobie mody (która zaczyna skłaniać się ku przesytowi) na dziewczyny w thrillerach, historia młodej kobiety, wracającej do rodzinnego miasteczka, z którym wiąże ją tajemnica z przeszłości, brzmi jak do bólu typowa przedstawicielka nurtu. Nawet oryginalny tytuł, który można przełożyć jako „Wszystkie zaginione dziewczyny”, zdaje się puszczać do nas oczko – więcej dziewczyn nie będzie, już wszystkie zaginęły. A jednak Mirandzie udało się przebić. Gdzie tkwi jej recepta na sukces? W kłamstwach rozsypanych jak puzzle, dwóch brakujących dziewczynach i ramce, do której nie wszystkie wspomnienia chcą się dopasować.

W „Miasteczku kłamców” teraźniejszość to przeszłość rozbita na pół. Dawne wydarzenia nie odstępują bohaterów ani na krok, są niczym filtr, który nakłada się na ich rzeczywistość. Konsekwencje drobnych decyzji oraz tych poważniejszych unoszą się nad ich losami, zazębiając się, ujawniając nowe szczegóły wspomnień, którym nie powinniśmy ufać. Powieść już na wstępie oferuje szybki wgląd w bardzo niepokojące wydarzenie, które zwiastuje koniec, po czym dzień po dniu cofa się do punktu zero – chwili, od której wszystko się zaczęło – by później wrócić do teraźniejszości. Można zacząć zastanawiać się, czy taka konstrukcja historii nie zabije napięcia i nie wprowadzi nudy, bo co może być fascynującego w tym, że od razu stajemy się świadkami makabry, a potem jedynie docieramy do decyzji, która za nią stoi? Co może wyniknąć z historii, którą poznajemy od tyłu, poza dezorientacją? Okazuje się jednak, że napięcie wcale nie maleje, a rośnie. Do końca nie jesteśmy pewni, co stoi za zniknięciami i jak zinterpretować sytuacje, które zdają się dość oczywiste, ale jak udowadniają kolejne przeszłe dni – wcale takie nie są. Pisarka podzieliła informacje i z rozmysłem dawkuje je, budując łańcuch konsekwencji. Umiejętnie podtrzymuje nasze zainteresowanie, udowadniając, że historia, która nosiła wszelkie znamiona schematu, potrafi ten schemat obrócić na swoją korzyść. Gdy myślę o procesie twórczym i pracą nad „Miasteczkiem kłamców”, do głowy przychodzi mi konkretna scena z kryminału. Ilekroć mamy do czynienia ze zbrodnią i trudnymi poszukiwaniami, śledczy tworzą na tablicy sieć powiązań, umieszczając dowody wszelkiej maści, prowadzą linie od zdjęcia A do notatki B, próbując ustalić powiązania i chronologię wydarzeń. W końcu z chaosu wskazówek i ślepych uliczek wyłania się dramatyczna historia ofiary i oprawcy - a czasem również tych, którzy stanowią pomost pomiędzy nimi. Perspektywa Nico skupia się przede wszystkim na innych, nieustannie zestawiając ich przeszłe ja z tym, kim są obecnie. Kobieta próbuje zrozumieć, co wydarzyło się wtedy, gdy zniknęła Corinne oraz gdy zniknęła Annaliese. Obserwuje miasteczko i otaczający je las, a niepokój towarzyszy jej na każdym kroku. Układa wskazówki i coraz mocniej wplątuje się w sieć, która uwięziła niejedną osobę. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że w powieściach spod znaku „dziewczyn”, eksploruje się psychikę postaci, a jej procesy myślowe i motywacje są bardzo ważne, nierozerwalnie związane z działaniem. To, co dzieje się w głowie (przynajmniej teoretycznie) stanowi niebagatelne uzupełnienie intrygi. U Mirandy uzupełnieniem intrygi jest poszatkowana chronologia, a portrety psychologiczne… Tutaj na pewno mogłoby być lepiej. Na tle wszystkich bohaterów Nico wypada nieźle, również wyłaniająca się ze wspomnień Corinne jest interesującą postacią, ale to nie wystarcza. Ich tajemnice, trupy rozpaczliwie upychane do szafy, nie są w stanie odwrócić uwagi od pozostałych. Zbyt mało o nich wiemy, biorąc pod uwagę role, jakie odgrywają. Każdą osobą coś kieruje, każda miała bądź ma wpływ na to, co się dzieje i jak słusznie podkreśla to polski tytuł – mamy do czynienia z miasteczkiem kłamców. Bohaterowie zdradzają interesujące cechy, a my zadajemy sobie pytanie, kim tak naprawdę są, dotykając zaledwie powierzchni, pod którą bulgocze ich prawdziwe ja. Choć poznajemy historię z perspektywy Nico, to jednak opowieść dotyczy grupy ludzi i właśnie tego zaznaczenia ich indywidualnych ról najbardziej mi brakowało.

Zaburzona chronologia i przeskoki między płaszczyznami czasowymi zaowocowały pewną wadą: zrodziły pytania, na które nie otrzymujemy odpowiedzi. Gdy opada kryminalny kurz, zaczynamy dostrzegać niedociągnięcia, których nie zdołała ukryć pomysłowa konstrukcja. Niedopowiedzenia, będące skutkiem niedopracowania, a nie zamierzonym zabiegiem, ślepe uliczki, urwane ścieżki, które miały prowadzić do czegoś znaczącego - to wszystko kryje się pod dobrym pierwszym wrażeniem. Niektóre pytania dotyczą szczegółów, które co prawda nie odgrywają bardzo ważnej roli, ale pozostawiają tą uporczywą, powracającą myśl, że czegoś brakuje, że intrygę zbudowano na podwalinach, które w kilku miejscach trochę się kruszą. Mamy pomysł, mamy interesującą, oryginalną konstrukcję, ale mamy też ten słynny niewykorzystany potencjał. Po skończonej lekturze zaczynamy dostrzegać braki, które odwracają uwagę od tego, co dobre – a tego, co dobre, jest przecież sporo. W pewnym sensie Megan Miranda przypomina mi Ruth Ware, inną pisarkę, która również zyskała dużą popularność trudniąc się thrillerami – obydwie autorki ukrywają w swoich książkach elementy, które udowadniają, że nieprzypadkowo trafiły one na listy bestsellerów i półki czytelników, ale jednocześnie zdarzają im się potknięcia, które wyrównują ich poziom do „jest dobrze, ale…”. Ale nie perfekcyjnie, czegoś brak.

„Miasteczko kłamców” to upiorne miejsce, ale i interesujące, można nawet zaryzykować stwierdzeniem, że mieszka tam więcej trupów w szafach niż samych mieszkańców. Granice miasteczka wyznaczają granice kłamstw, a kłamcy są przekonani, że prawda ich wyzwoli – jeśli tylko prawdą będzie kłamstwo wypowiedziane przez wiele osób.  

3 komentarze:

  1. Czytałam o tej książce. Po przeczytaniu Twojej recenzji muszę powtórnie zweryfikować, czy mam ochotę zapoznać się z tym tytułem w najbliższym czasie.

    Pozdrawiam
    zakladkadoksiazek.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy jestem zainteresowana tą pozycją ;)

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę mamy więc książkę przegadaną i nie do końca przemyślaną - ta chronologia bardzo mnie niepokoi i mówiąc szczerze odstrasza od lektury. No, ale kto wie ;)

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń