5 lip 2017

Koma - Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, Wojciech Chmielarz


Tytuł: Koma
Autor: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo, rok wydania: Filia, 2017
Ilość stron: 350
Cena: 36,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło wydawnictwo Filia


O miłości mojego (nie)życia

Ona nieprzytomna.

On nieobecny.

Oni nie przestają mówić, a słowa, słowa, słowa unoszą się nad jej głową, rozbijają o ściany i resztkami sił podrygują na podłodze, dopóki ktoś ich nie zadepcze. Może to będzie policjant albo policjantka? Pielęgniarka? Lekarz? Mąż? Przyjaciele? Obcy, ale ciekawscy? Niektórzy słowom udaje się przetrwać – ktoś podnosi je, otrzepuje i zatrzymuje. Niektóre z nich są ważniejsze niż reszta. Niektóre z nich ułożą się w historię, w którą ona nie uwierzy, a on nie będzie mógł jej wysłuchać.

Po nieudanej próbie samobójczej pani burmistrz zapada w śpiączkę, a miasteczko budzi się i zaczyna plotkować; dlaczego zdecydowała się na taki krok? Mieszkańcy snują domysły i rozpoczyna się licytacja na słowa: kto usłyszał więcej, kto powie więcej. Mąż nic nie wiedział? Co działo się za zamkniętymi drzwiami pięknej posiadłości? Tajemnice zawsze budzą ekscytację, a gdy są to tajemnice osób ze świecznika - stawka rośnie. Gdy w samochodzie kobiety zostaje znaleziona krew, atmosfera zaczyna się zagęszczać. A może to sekrety nieomal ją zabiły? Może były to wyrzuty sumienia? A może ktoś próbował pozbyć się niewygodnego świadka? Tymczasem na komisariacie matka zgłasza zaginięcie nastolatka. Maturzysta rozpłynął się w powietrzu; podobno dziwnie się zachowywał, gdy był widziany po raz ostatni. Co się z nim stało? Rozpoczęte śledztwo szybko prowadzi do refleksji, że to miasto jest zbyt małe, by mógł w nim rządzić przypadek. Nad głową nieprzytomnej Ewy krzyżują się głosy. Zarówno bliscy, jak i policjanci próbują ułożyć elementy układanki, ale jeśli ktoś ze wszystkich sił chroni swoje sekrety, to jak możesz mu je wydrzeć?

Zwany w j. angielskim „retelling” to próba opowiedzenia na nowo znanej historii. Najczęściej dotyczy baśni i klasyki literatury, które inspirują twórców do własnej interpretacji, brania garściami z różnych wątków, bądź skupieniu się na aspektach, które co prawda pojawiały się w oryginalnym dziele, ale być może nie poświęcono im wiele uwagi, albo też nie eksplorowano wszystkich związanych z nimi scenariuszy. Retellingi przekraczają granice gatunków i zdarza się, że znacznie oddalają się od tekstu źródłowego albo ukrywają go głęboko w swojej konstrukcji. „Koma” może być potraktowana jako retelling Romea i Julii, z tym, że jest to wersja… bardzo nietypowa. Powiedziałabym, że jedna z ciekawszych, z jaką miałam ostatnio do czynienia. Gdy myślimy o historii Romea i Julii, mamy przed oczami jej nieodłączne elementy: szaleńczo w sobie zakochani młodzi ludzie, zwaśnione rody i rozdarte przez nie miasteczko, scena balkonowa, los, który zadrwił z kochanków… I takim też torem toczy się większość retellingów: on i ona ukrywają swoje uczucie przed rodzinami, które ze wszystkich sił chcą ich rozdzielić. Dekoracje bywają różne – świat ogarnięty wojną z wampirami, współczesne liceum, kosmos, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Zyskowska-Ignaciak i Chmielarz w interesujący sposób odwołują się do elementów klasyka i przerabiają je na swoją modłę. Ich interpretacja historii Romea i Julii nie stroni od goryczy, od grzechów naszych codziennych, od przywar, od namiętności przesiąkniętych polską codziennością małego miasteczka. Koma to powieść po części poetycka, po części surowa, bardzo przyziemna. Daje bohaterom skrzydła, po czym je podcina. Język w niektórych miejscach ociera się o liryczność, jednocześnie odbijając się echem od odrapanych ścian bloków, w których zamknięto przekleństwa domowych kłótni. Dużo w niej goryczy, szarości, apatii, rutyny codzienności, która zamiast poczucia bezpieczeństwa oferuje truciznę. Obserwujemy bohaterów, którzy nie potrafią ze sobą rozmawiać i obracają się do siebie plecami, by nie pokazać swojego cierpienia – jednocześnie nie dostrzegając cierpienia drugiej osoby. W Komie dominuje obyczajowość lekko przyprawiona kryminałem, który próbuje przedrzeć się przez senną, leniwą narrację. Choć nie ma tutaj Kapuletich i Montekich, a o zwaśnionych rodach nie mówi się wprost, to nie sposób nie zwrócić uwagi na podziały, które obserwujemy w powieści. Lepsza i gorsza strona miasta, pragnienia i powinności, kłamstwo i prawda, maski przybierane dla świata i dramaty rozgrywające się za nimi; zawsze są jakieś dwie strony, które walczą ze sobą, nieświadome nadciągającej tragedii. Dwa głosy snują opowieść, którą uzupełniają inni, postronni. Ona i on, wielcy nieobecni, próbują uporać się z tym, co się wydarzyło, choć zdają sobie sprawę z tego, że jest już za późno na rachunek sumienia. Pomimo raczej nieśpiesznego tempa, z zainteresowaniem zagłębiałam się w historię Ewy, odkrywając kolejne tajemnice, które rzucają nowe światło na znane wydarzenia. Wracając myślami do niektórych sytuacji, można przekonać się, jak niespodziewane konsekwencje przynoszą niegdyś podjęte decyzje. Małe błędy, słowa, które powinny być wypowiedziane oraz te, których nie powinno się wypowiadać, wprawiają w ruch spiralę wydarzeń, nad którą sprawnie panuje pisarski dwugłos.

Odczuwam lekki niedosyt po lekturze, bo brakuje pogłębienia wątków, które pojawiły się w „Komie”. Na pewno jest to historia, w którą można by się mocniej wgryźć, zajrzeć pod podszewkę problemów, które złożyły się na losy bohaterów. Ścieżki miasteczka tworzą sieć powiązań, często niechcianych, co dobrze widać na przykładzie Ewy. Znane z wiadomości polityczne układy, podziały, rodzinne i małżeńskie problemy, wstydliwe sekrety, presja, która potrafi zrujnować człowieka – otrzymujemy jedynie odpryski, pobieżne streszczenie tego, co mogłoby stanowić pełnokrwistą opowieść. Przecież nie tylko Ewa tkwiła w śpiączce, koma dotknęła wielu bohaterów, których spotkaliśmy na kartach powieści. Z jednej strony można pochwalić autorów za dobre uchwycenie polskiej codzienności, ale z drugiej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie jest to ujęcie w pełni wielowymiarowe, a nawet w niektórych momentach ociera się nieco o stereotypowość. Szersze spojrzenie stworzyłoby świetne tło historii, która w obecnej formie została zdominowana przez tragiczną miłość Romea i Julii. Rozwiązanie zagadki może wzbudzić różnorakie emocje. Otrzymane odpowiedzi może nie zadowalają w pełni, ale za to jestem usatysfakcjonowana finałem prywatnej historii „sennych” Romea i Julii. Autorzy wybrali dla nich dość niespodziewaną drogę – przynajmniej w tej chwili nie potrafię przypomnieć sobie opowieści, która podążyłaby w podobnym kierunku. Jednocześnie jest to w moim odczuciu najbardziej realne rozwiązanie, najmocniej osadzone w rzeczywistości. Może dlatego inne opowieści stronią od niego? Może jest ono zbyt prawdziwe, zbyt gorzkie? Finał zaskakuje tym bardziej, że niezbyt pokrywa się z tym, co obiecuje nam opis powieści. Może jest to celowy zabieg, by zaskoczyć czytelnika nieoczekiwanym, bo o Komie można powiedzieć wiele, ale piękno raczej nie jest jednym z określeń, które przychodzą do głowy – przynajmniej nie od razu.

Koma to nie tylko uśpione ciało. To nie tylko umysł pogrążony w marzeniach sennych, zagubiony pomiędzy jawą a ciemnością. Koma to stan wegetacji z otwartymi oczyma, to życie na marginesie własnego życia, mechanicznie powtarzając czynności, które pozwalają przetrwać. To przeciwieństwo marzeń, pragnień, nadziei i radości. Niektórzy godzą się z tym stanem, szukają w nim ukojenia, a inni walczą, szukając życia w tym nie-życiu. „Koma” to interesujący owoc pisarskiego duetu, który udowadnia, że historia miłosna może być nieoczywista i realizować się na różne sposoby, nie tylko jako zbiór wyświechtanych elementów.

6 komentarzy:

  1. Z tego co piszesz, widze, że duet wyszedł tutaj na dobre co rzadko się zdarza. Choć nie lubię historii o zabarwieniu miłosnym, to ta ksiażka mnie bardzo intryguje. Tym samym jej finał o którym piszesz, że jest zasakujący. Myślę, że spodobałaby mi się ta ksiażka. Jest inna niż wszystkie. Z pewnością się wyróżnia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi bardzo zachęcająco. Zastanawiałam się nad tą książką, ale pewnie po nią sięgnę. Dopiero dziś odkryłam Twój blog ale bardzo mi się tu podoba. Obserwuję i oczywiście zostaje na dłużej. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mówiąc szczerze nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale twoja recenzja bardzo mnie zaintrygowała. Zwłaszcza, że piszesz o zaskakującym zakończeniu, coś co uwielbiam! Z pewnością, jak będę miała możliwość to po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja z tymi historiami miłosnymi jestem raczej na bakier... ale skoro tutaj ją taką oczywistą i zaprezentowaną w ciekawy sposób, to chyba warto dać jej szansę! ;)

    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam, że uznałam tę historię za dobrą - bez fajerwerków, ale z ciekawymi, niejednoznacznymi bohaterami i intrygującym motywem śpiączki, którą można postrzegać nie tylko dosłownie. Podobało mi się, że autorzy nie postawili na kalkę historii Romea i Julii, tyle że w innych czasach, a raczej potraktowali dzieło Szekspira jako nieoczywistą inspirację :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Opis książki jaki serwuje nam wydawnictwo, według mnie wydaje się tandetny. Kolejny słaby thriller, który miał być wspaniały jak sam Romeo i Julia. Tak pomyślałam po przeczytaniu opisu. Dlatego uwielbiam blogi, zawsze naprostują moje myślenie. A teraz jest ono mniej więcej takie: Współcześni Romeo i Julia osadzeni w thrillerze, którego akcja rozgrywa się w stereotypowej Polsce. To już coś. :)

    OdpowiedzUsuń