1 lut 2017

„Jeszcze jeden oddech" - Paul Kalanithi

Tytuł: Jeszcze jeden oddech
Autor: Paul Kalanithi
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo Literackie, 2016
Ilość stron: 240
Cena: 34,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Literackie


Widzisz, jak oddech w powietrze się zmienia

Po lekturze „Jeszcze jednego oddechu” długo zastanawiałam się, czy powinnam w ogóle recenzować ten tytuł. Jest we mnie jakaś niechęć do komentowania i oceniania tytułów skupiających się na cudzym życiu w takim stopniu, jak ma to miejsce w „Jeszcze jednym oddechu”. Bo niby jak w ilości gwiazdek zamknąć cudze przeżycia, emocje i dylematy? 

O czym tak naprawdę traktuje „Jeszcze jeden oddech” – jaki ładunek kryje się w tej bądź co bądź niepozornej książce?

Dla mnie jest to poruszająca historia poświęcenia, siły i przede wszystkim – miłości. 

Paul kochał naukę, kochał żonę Lucy i córkę Cady, przyjaciół, życie i swoją pracę. Był erudytą, który wciąż zdobywał wiedzę. Na równi pasjonowała go medycyna i literatura, choć to tej pierwszej oddał serce. Była to na pewno odwzajemniona miłość, bo jak możemy przeczytać w notce biograficznej o neurochirurgu: studiował na Uniwersytecie Stanforda, gdzie uzyskał tytuł magistra literatury angielskiej i licencjat z biologii człowieka. Ukończył studia magisterskie z historii i filozofii oraz medycyny na Uniwersytecie Cambridge, a także, z wyróżnieniem medycynę w Yale School of Medicine, gdzie został przyjęty do krajowego stowarzyszenia medycznego najlepszych absolwentów. Następnie wrócił do Stanford i zdobył specjalizację z neurochirurgii. Pracując w ramach stypendium podoktorskiego z zakresu neuronauki, otrzymał za swoje badania najwyższą nagrodę Amerykańskiej Akademii Chirurgii Neurologicznej. Niech mi ktoś powie, że to nie jest imponujące.

W trakcie swojej kariery Paul wielokrotnie spotykał się z osobami ciężko chorymi i nierzadko przekazywał im diagnozy, które zwiastowały żmudne i trudne leczenie, nie zawsze zakończone sukcesem. Leczył pacjentów cierpiących na zaawansowanego raka, ratował ofiary wypadków, cierpienie i śmierć towarzyszyły mu niemal każdego dnia. Na szpitalnym korytarzu rozpacz mieszała się z nadzieją i radością, gdy ktoś otrzymał drugą szansę na życie. 

To również historia lekarza, który stał się pacjentem, gdy w wieku 36 lat zdiagnozowano u niego IV stadium raka płuc.

Od wspomnień dzieciństwa, poprzez studia, do początku i rozkwitu kariery, aż do jego śmierci towarzyszymy autorowi (a później jego żonie), który w obliczu ciężkiej choroby i świadomości nierównej walki, próbuje odnaleźć ukojenie w pisaniu. Nauka spotyka się z poetyckim zacięciem, gdy przelewa na papier opowieści ze swojego życia oraz z sal operacyjnych. Patrzy na chorobę i chorego zarówno z perspektywy lekarza, jak i pacjenta, opisuje życie rodzinne, przyjaźnie oraz swoją pasję do literatury. Poddaje refleksji życie, śmierć, pasję i powołanie, obserwuje świat i szuka sensu w istnieniu – oraz w przemijaniu. Stara się mądrze celebrować życie i jednocześnie przygotować do śmierci, a pomagają mu w tym jego dotychczasowe przeżycia, spotkania z pacjentami i wewnętrzna wrażliwość. 

Paul z godnością przeżył dany mu czas i z godnością odszedł, jednak to pogodzenie się z losem nie było błyskawiczne. Miał plany i marzenia, kochającą rodzinę, z którą chciał zostać jak najdłużej i wspaniałą karierę – ostatnie, czego moglibyśmy się spodziewać po spełnionym człowieku, to poddanie się bez walki. Był czas na szok, zaprzeczenie, żal, smutek i dojrzewanie do zaakceptowania sytuacji. On też musiał nauczyć się tej akceptacji. Ktoś mógłby pomyśleć, że Paul zmierzy się z chorobą… inaczej. W końcu mówimy o osobie, przed którą medycyna nie miała zbyt wielu tajemnic. Może istnieć w nas takie naiwne przekonanie, że wyróżniany doktor Kalanithi zmierzy się z chorobą inaczej niż ten przysłowiowy Kowalski. Jednak świadectwo Paula uświadamia, że stopień wykształcenia, zasobność portfela, uprawiany zawód, tysiąc innych elementów ma tak naprawdę niewiele do powiedzenia, gdy w grę wchodzi stanie twarzą w twarz ze śmiercią. Tak samo cierpimy, tak samo boimy się, targają nami podobne uczucia. Ciężko chorujący lekarz staje się pacjentem, który przekonuje się, że o swojej chorobie tak naprawdę wie niewiele. Jakkolwiek wyświechtany może być to frazes, to chyba liczy się tylko jeden element – drugi człowiek. Czy w tych trudnych chwilach mamy przy sobie kogoś, kto potrzyma nas za rękę. Głównie dlatego tak duży ładunek emocjonalny kryje w sobie posłowie od Lucy. Małżeństwo również miało kłopoty, kryzysy i stało przed poważnymi dylematami, które zrodziła dramatyczna sytuacja. Lucy i Paul musieli przewartościować swoje życie i zrobili to mimo przeszkód – razem. „Miłość – ale banał!”, mógłby ktoś powiedzieć, jednak miłość jest tak często przytaczana nie dlatego, że jest banalnym frazesem, ale dlatego, że jest to po prostu prawda.

„Jeszcze jeden oddech” to książka, którą w dużej mierze ocenia się przez pryzmat własnych refleksji i emocji. Patrząc trzeźwym okiem, mogłabym napisać, że chciałabym przeczytać coś więcej na temat tej kwestii czy tamtego zagadnienia. Jednak za każdym razem, gdy przychodziła mi do głowy ta myśl, że czegoś było za mało, od razu wyobrażałam sobie ciężko chorego autora, który nie miał ani siły, ani czasu, by cyzelować każdy rozdział. Głównie z tego powodu przyjmuję „Jeszcze jeden oddech” takim, jakim jest – pewnie Paul chciałby coś dopisać, coś poprawić, może przemyśleć, ale nie było mu to dane. Jednak to „nieskończenie” budzi mnóstwo emocji, jest jak wypowiedź przerwana w pół słowa. Wzrusza, ale i niesie pocieszenie, bo Paul pokazał, że każdy czas można dobrze wykorzystać i znaleźć ukojenie tam, gdzie wcześniej była rozpacz. 

„Jeszcze jeden oddech” to książka o wielkiej sile i jeszcze większej godności. O odchodzeniu w zgodzie ze sobą i ze światem. To świadectwo życia w cieniu śmierci i opowieść o miłości, która pozwala nie tylko przetrwać, ale po prostu żyć – nawet jeśli to życie stopniowo liczone jest w latach, potem w miesiącach, aż wreszcie w tygodniach i dniach… 

9 komentarzy:

  1. Słyszałam wiele dobrego o tej książce i to właśnie przez te opinie chciałabym ją przeczytać. Wydaje się naprawdę piękną, dającą do myślenia lekturą.
    Buziaki!
    BOOKBLOG

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele dobrego udało mi się przeczytać na temat tej powieści. Żałuję, że jeszcze nie miałam okazji jej przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie... miałam już ją kupić, kiedy zobaczyłam jaka jest cienka! Ale może jest tak jak mówisz i autor nie miał siły na więcej. Tak czy siak chcę przeczytać :)

    Pozdrawiam, przy-goracej-herbacie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja nie słyszałam o tym tytule. Jednak takie emocje to ja lubię, mimo że w ocenianiu mam podobnie jak Ty... jabłka mogę oceniać czyjeś życie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś nie kusi mnie ten tytuł ;)
    Poszukam czegoś innego dla siebie :).

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdecydowanie zgadzam się z Twoją opinią. Ja także kiedy czytałam tą książkę najpierw widziałam pewne niedociągnięcia, a później widziałam oczami wyobraźni Paula, który tak bardzo chciał to wszystko utrwalić dla swojej ukochanej córeczki. Myślę, że prawdziwą siłą tej książki są emocje i swego rodzaju ironia. No bo utalentowany lekarz ze świetnymi perspektywami na przyszłość, ma zostać położony na łopatki przez to, z czym całe życie walczył? Tragicznie piękna historia, która pozostanie ze mną na zawsze. Niesamowita książka. ;)

    Pozdrawiam!
    [senseofreading.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka już tyle razy wołała do mnie z księgarnianej półki i pewnie prędzej czy później w końcu się z nią zapoznam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. http://www.pangrodzki.pl - blog artysty, pisarza

    Zobacz moją nową książkę science-fiction i muzykę elektroniczną oraz obrazy olejne na płótnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ależ piękną recenzje napisałaś. Czytałam i wczuwałam się w Twoje emocje. Do tej pory nie chciałam przeczytać tej książki. Dzięki Tobie zmieniłam zdanie.

    OdpowiedzUsuń