30 wrz 2016

„Dziewczyna z Bostonu” - Anita Diamant

Tytuł: Dziewczyna z Bostonu
Autor: Anita Diamant
Wydawnictwo, rok wydania: WAB, 2016
Ilość stron: 352
Cena: 39,99 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło wydawnictwo WAB


Życie nigdy nie jest zwyczajne

Zdarza się, że na pewnym etapie życia budzi się w nas ciekawość dotycząca naszych korzeni. Wypytujemy rodziców, dziadków, a nawet jeśli mamy szczęście, to poznajemy wspomnienia pradziadków. Sięgamy w głąb, w przeszłość, która jest dla nas najważniejsza – przeszłość naszej rodziny. Historia naszych bliskich zderza się z Wielką Historią i nawet jeśli życie jednostki było zwyczajne jak na tamte czasy, to dla nas jest ono fascynujące. Pamięć trwa dzięki przekazywanym wspomnieniom, a my możemy zyskać niezwykłą perspektywę na własne życie. Przecież znajdujemy się w takim, a nie innym miejscu dzięki drodze, jaką przebyli nasi bliscy.

Taka myśl przyświeca dwudziestokilkuletniej Avie, która pytaniem: „jak stałaś się kobietą, którą jesteś dzisiaj?” otwiera skarbiec, jakim jest pamięć jej babci. Addie Baum żyła w przełomowych czasach i na własnej skórze odczuła zachodzące wówczas przemiany. Urodzona w 1900 roku córka pary żydowskich imigrantów w trakcie swojej opowieści wielokrotnie przytacza słowa „jestem dziewczyną z Bostonu”, jakby to w nich kryła się odpowiedź na pytanie wnuczki. Na granicy tradycji i nowoczesności, powinności i pragnień, Addie odnalazła swoją tożsamość. A wszystko zaczęło się od…

„Jak stałam się kobietą, którą jestem dzisiaj?”. Początek nastąpił w tej bibliotece, w kółku czytelniczym. Wtedy zaczęłam wieść własne życie.*

Kolejne etapy życia Addie kręcą się wokół rodzinnego domu; surowej, nieokazującej uczuć matce, religijnym ojcu będącym głową rodziny oraz sióstr, również mających niełatwe relacje z rodzicami. To tam zawsze wraca, bez względu na to, jak mocno oddaliła się, poszukując siebie. A Addie nieustannie szuka – w sztuce, w innych ludziach, w nauce. Postępująca emancypacja kobiet otwiera przed nią nowe możliwości, ale nadal musi walczyć o prawo do wyboru, wbrew ustalonym zasadom i pragnieniom rodziców. Podjęcie nauki, rozwój intelektualny, poślubienie mężczyzny, którego się pokochało, podjęcie pracy w wymarzonym zawodzie (a czasem nawet sam fakt, że można rozpocząć karierę zawodową), prawo do wyrażania swojej opinii to elementy, bez których współczesne kobiety nie wyobrażają sobie życia. Jak udowadniają perypetie Addie, kiedyś wcale nie były one takie oczywiste. Mogą być rozczarowani czytelnicy, którzy oczekują pełnej rozmachu, emocjonującej opowieści z absolutnie niepowtarzalną bohaterką stojącą w samym środku burzliwych przemian. Addie nie rzuca się na barykady, nie walczy w imieniu „sprawy”, nie stoi w centrum wspomnianej Wielkiej Historii, raczej żyje na jej obrzeżach. Tam także dociera rasizm, opowieści o sierocych pociągach i wyzysku dzieci, czy pandemia grypy. Staruszka opowiada o odpryskach tych ważnych wydarzeń w swoim życiu, o tym, jak wpłynęły one na życie najbliższych, ale poza tym jest jedynie jedną z milionów ówcześnie żyjących kobiet. Choć w jej życiu nie brakowało dramatów, to są to sytuacje, które mogłyby przydarzyć się także innym osobom – choroby i śmierć bliskich, złamane serce, problemy zawodowe. Addie jest w dużej mierze symbolem, za którym kryje się wspólny trud, poświęcenie, ale także radość i siła ówczesnych kobiet. „Dziewczyna z Bostonu” to również zapiski o przyjaźni trwającej całe życie. Dziewczęta, które razem wchodziły w dorosłość, wybrały różne drogi. W tych niełatwych czasach miały pomysł na siebie – i zawalczyły. Niektóre z nich nie miały nic wspólnego ze zwyczajnością, a dzięki swojej barwności stworzyły sobie całkiem nowe ścieżki. Żałuję, że nie poświęcono im więcej miejsca, bo ze wspomnień głównej bohaterki można wywnioskować, że były to prawdziwie fascynujące kobiety. Niestety, czasem w trakcie lektury można odnieść wrażenie, że w obecnej formie te wspomnienia mają wartość tylko dla dwóch osób – dla samej Addie, dla której są one częścią życia, oraz dla jej wnuczki Avy, ze względu na więzi emocjonalne. Osoby postronne, a przecież takimi są czytelnicy, mogą znudzić się słuchaniem opowieści o nastoletnim podlotku, który udaje się na randkę, czy innych anegdot, w których codzienność zderza się z przyziemnością. Etap młodości Addie jest opisany zbyt rozwlekle, zabierając miejsce późniejszemu, dorosłemu życiu. Jednak wśród tych historii pojawiają się też takie, które przykuwają uwagę czytelnika. Szczególnie zapadły mi w pamięć rozdziały poświęcone pracy Addie w gazecie. One rzucają sporo światła na to, jak były postrzegane kobiety oraz jak same odnajdywały się w tej roli; powinny interesować je jedynie kroniki towarzyskie, kto z kim się spotkał, jaki miał strój, jaki skandalik wywołano na salonach. Artykuły poświęcone ważnym zjawiskom społecznym były grzebane pod miałką treścią i poddawane krytyce, bo kobiety mdlały, czytając o okrucieństwach świata i w gruncie rzeczy taka wiedza rzekomo nie była im do niczego potrzebna. Gdy o tym pomyślimy, to w dobie kolorowych gazetek i portali plotkarskich, nadal niewiele się zmieniło. A może, biorąc pod uwagę walkę Addie – chodzi o to, by mieć wybór, czy chce się pisać i czytać o kobiecych błahostkach, czy tworzyć oraz poznawać reportaże? I co stoi na przeszkodzie, by korzystać z obydwu form? To właśnie leży u podstaw „Dziewczyny z Bostonu”: wybór – możliwość, na której opiera się całe życie.

Książka Anity Diamant to przede wszystkim opowieść o zwyczajności w niezwyczajnych czasach. „Dziewczyna z Bostonu” spokojnie płynie przez burzliwy czas, w którym zmieniał się świat, a kobiety odkrywały swoją siłę oraz miejsce wśród zmian. Bohaterki stworzone przez Diamant przecierały ścieżki, na nowo definiując bycie dobrą żoną, matką, pracownicą – bycie kobietą, bycie sobą. Ich wysiłki nadały kierunek czasom, w których obecnie żyjemy.

Dziewczyny z Bostonu były, są i będą wśród nas.

26 wrz 2016

Ciekawość zapłonie dzięki lampionom - jeden dzień, jedno miejsce i 10 tysięcy egzemplarzy jednej książki


Najważniejsza premiera tej jesieni – „Lampiony” Katarzyny Bondy zapłoną już 28 września 


Jeden dzień, jedno miejsce i 10 tysięcy egzemplarzy jednej książki. LAMPIONY POP UP STORE, wyjątkowa księgarnia z jedną książką, zostanie otwarta na placu Unii Lubelskiej w Warszawie już 27 września. To wszystko z okazji premiery „Lampionów” Katarzyny Bondy.

LAMPIONY POP UP STORE to pierwsza w Polsce księgarnia, w której można kupić tylko jedną książkę. Kilkadziesiąt regałów zostanie po brzegi wypełnionych tylko jednym tytułem – „Lampiony”. Ze swoimi wiernymi fanami spotka się także sama autorka. Z niecierpliwością oczekiwany trzeci tom serii kryminalnej pojawi się na rynku w wielkim stylu. Wszystkim odwiedzającym tę wyjątkową księgarnię na długo zapadnie w pamięć taka premiera książki. Ten dzień będzie należał do Katarzyny Bondy, najpopularniejszej polskiej pisarki, i „Lampionów”, najbardziej wyczekiwanej premiery jesieni 2016. 

Już 27 września miłośnicy literatury będą mogli odwiedzić księgarnię z tylko jedną książką w Centrum Handlowym Plac Unii City Shopping w Warszawie. To tu o godz. 10.00 nastąpi uroczyste otwarcie tego wyjątkowego miejsca, LAMPIONY POP UP STORE. Katarzyna Bonda sama wprowadzi czytelników do świata „Lampionów”. 

Otwarcie LAMPIONY POP UP STORE to kolejna spektakularna akcja związana z premierą książki Katarzyny Bondy przygotowana przez Wydawnictwo MUZA SA. W 2015 r. autorka podróżowała po Polsce specjalnie oznakowanym samochodem marki Mercedes W210, tytułowym „Okularnikiem”, z bagażnikiem wypełnionym egzemplarzami promowanej powieści.

Katarzyna Bonda zaprasza czytelników w godzinach:
10.00-13.00
17.00-20.00 

LAMPIONY POP UP STORE 
27 września, 10.00-21.00
Centrum Handlowe
Plac Unii City Shopping
Empik
ul. Puławska 2 

Link do wydarzenia na Facebooku [KLIK]

Wizualizacja 
W co dziesiątym polskim domu jest przynajmniej jedna książka Katarzyny Bondy. Jej „Okularnik” to jedna z najlepiej sprzedających się polskich powieści ostatnich lat. Królowa polskiego kryminału obiecuje, że w „Lampionach” – kontynuacji serii z Saszą Załuską –  podpali Łódź. Jak tego dokona? Dowiemy się już 28 września. 

W Łodzi wybucha panika. Nieobliczalny podpalacz terroryzuje i paraliżuje miasto. Nie wiadomo, która ulica, budynek, kamienica będą następne. Mnożą się pytania i wątpliwości, pojawiają się nowe ślady. Co skrywają łódzkie podziemia? Czy można dokonać zbrodni z miłości do miasta? Na miejsce przyjeżdża profilerka Sasza Załuska. By rozwiązać sprawę musi zmierzyć się ze swoim największym lękiem – ogniem. W dodatku powracające koszmary z przeszłości komplikują jej relacje z bliskimi. By zapomnieć o problemach, Załuska całkowicie oddaje się pracy. Czy to jednak nie jest pułapka? 

Mroczny klimat Łodzi, nieobliczalny podpalacz, osobliwi mieszkańcy i tajemnicze podziemia – taka jest nowa powieść królowej polskiego kryminału. Katarzyna Bonda zwodzi misternie skonstruowaną fabułą i doprowadza do zaskakującego finału. Autorka czerpie z lokalnego kolorytu i zasłyszanych opowieści. Pokazuje nieznane oblicze miasta – pełnego dysonansów – które posiada jedyny w swoim rodzaju mroczny urok i zagadkową historię. Nikt tak do tej pory nie opisał Łodzi – zapomnianego miejsca z charakterem, na wskroś wielokulturowego, pięknego i pociągającego w swej brzydocie. 

„Od początku wiedziałam, że będzie to najbardziej awanturnicza, zwariowana, ale i najbardziej polifoniczna opowieść, jaką przyszło mi napisać. Potrzebowałam jedynie odpowiedniego miejsca akcji, gdyż nigdy nie wybieram go przypadkowo ani z chwilowej potrzeby, pod wpływem emocji. To zawsze wybór świadomy i na zimno” – mówi o przyczynach umiejscowienia akcji powieści w Łodzi autorka.


Katarzyna Bonda – najpopularniejsza autorka powieści kryminalnych w Polsce. Wszystkie jej powieści zyskały status bestsellerów. Jest autorką trylogii kryminalnej z Hubertem Meyerem („Sprawa Niny Frank”, „Tylko martwi nie kłamią”, „Florystka”). Ogromną popularność oraz prestiżowe nagrody przyniosła jej seria z profilerką Saszą Załuską: „Pochłaniacz” otrzymał Nagrodę Publiczności na Międzynarodowym Festiwalu Kryminałów 2015, a „Okularnik” – nagrodę Bestsellery Empiku 2015. 

7 wrz 2016

„Idealna” - Magda Stachula

Tytuł: Idealna
Autor: Magda Stachula
Wydawnictwo, rok wydania: Znak literanova, 2016
Ilość stron: 384
Cena: 34,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło wydawnictwo Znak


Sypiając z wrogiem

W naszym wydaniu będzie to prawdziwy melodramat, a nawet więcej, przerażający thriller z trupem w tle - obiecuje nam jedna z bohaterek, której życie utkane jest z sieci intryg i ziaren prawdy utopionych w beczce kłamstw. Część obietnicy została spełniona, ale jak to w przypadku oszustek bywa, szczerości nie otrzymuje się ot tak i zazwyczaj ma ona zamaskować o wiele groźniejszy przekręt…

„Idealna” pod kątem promocyjnym zdecydowała się na rozwiązanie genialne w swej prostocie. Oto w dobie tytułów, które prześcigają się w wymienianiu zdobytych nagród oraz tygodni spędzonych na listach bestsellerów New York Timesa, USA TODAY czy Wall Street Journal, debiut przewrotnie reklamuje się jako ten, który nie zdobył żadnych głośnych nagród, nie miał milionowego nakładu ani nie gościł na łamach żadnej listy bestsellerów (przynajmniej dotąd). Trzeba bardzo wierzyć w tytuł, by móc w taki sposób wyłamać się z tej utartej ścieżki sukcesu.

Thriller małżeński (czyli dosłownie przełożony marriage thriller) bardzo często stanowi swoiste zapiski z wojny. Pole bitwy to cztery ściany domu, świeżo uprane firanki zastępują drut kolczasty, a bomby spadają tylko do progu mieszkania, nie dalej. Czasem trup ściele się gęsto, przemoc wylewa się ze stron, a mroczne zakątki w psychice bohaterów jeżą włosy na głowie czytelnika. Związki bywają toksyczne, nie mniej toksyczni są wplątani w nie bohaterowie. Słowem: najgorsze zbrodnie wśród najbliższych osób. Choć taki rodzaj gier małżeńskich nie jest opisywany od wczoraj, to jednak nie da się ukryć, że świat oszalał na punkcie zbrodniczej miłości w tym samym czasie, gdy na rynku pojawiła się „Zaginiona dziewczyna” Gillian Flynn. Później przyszedł czas na „Dziewczynę z pociągu” Pauli Hawkins, czyli kolejny sztandarowy tytuł domestic noir (też zbrodnie, tyle że nie tylko małżeńskie, a rodzinne, przyjacielskie czy sąsiedzkie). Trudno znaleźć thriller z tego nurtu, który nie byłby porównywany do książek Flynn albo Hawkins – czasem do obydwu naraz. Ten chwyt marketingowy zrobił się tak popularny, że w pewnym momencie całkowicie zatarła się jego wymowa.

„Idealna” nie tyle jest mrożącym krew w żyłach thrillerem, ile tytułem, który zapuszcza się na tereny należące do thrillera psychologicznego i miesza je z dużą dawką powieści obyczajowej. I tutaj pojawia się kłamstwo przytoczone we wstępie: choć mamy melodramat i trupa w tle, to niekoniecznie jest przerażająco, a i dreszcze są delikatne. Rozbudowana warstwa obyczajowa rozcieńcza grozę i w pewnym stopniu rozjaśnia ciemne zakamarki w psychice bohaterów. Choć ich umysły są chore, to nie jest to najgorsza możliwa zgnilizna, na jaką można trafić, sięgając po thriller psychologiczny. Trawią ich obsesje, zżerają natrętne myśli i biegają w kółko, w którym krzywdzony staje się krzywdzącym, a krzywdzący – krzywdzonym. Jednak autorka nie eksploruje zagadnienia „jak bardzo zepsuty może być człowiek?”, nie kreuje bestii żerujących na szokujących tajemnicach; skupia się na obrazie małżeństwa, w którym każdy z partnerów żyje swoim życiem, na zwyczajnych ludziach, którzy mają swoje problemy. Nasza para, Anita i Adam, są znerwicowani, rozczarowani i znudzeni życiem, a ich historia brzmi dość znajomo. Kobieta marząca o dziecku, bezskuteczne starania zamieniające pożycie małżeńskie w niechcianą rutynę i w końcu rosnące problemy w związku to tematy często poruszane w tzw. literaturze kobiecej. Jednak gdy Anita zaczyna zachowywać się, jakby postradała zmysły, czytelnik zaczyna przeczuwać, że pod płaszczykiem damsko-męskich perypetii czyha coś jeszcze. Ktoś jeszcze. To władca marionetek pociąga za sznurki, samemu coraz mocniej wplątując się w sieć… Postacie „Idealnej” co prawda wpadają w niezłe bagno, mówiąc dobitnie, ale nawet wtedy nie tracą tej swojej zwyczajności. Gdy niespecjalnie interesujące życie wykonuje gwałtowny zwrot, nagle okazuje się, że grupka przeciętnych osobistości może stworzyć całkiem wciągającą opowieść. Wystarczy jeden występek w zwyczajności, który rodzi szereg niecodziennych problemów. Zło działa jak domino, pociągając za sobą kolejne zbrodnie. Szczególnie interesujący jest w „Idealnej” obraz małżeństwa i wykorzystanie dwóch perspektyw do pokazania tej samej sytuacji. Niektóre spostrzeżenia Anity czy jej męża Adama zaskakują bardziej, niż sama intryga, w którą zostali wplątani – i dają do myślenia. Magdzie Stachuli udało się świetnie uchwycić rdzeń nieporozumień, małżeńskich gierek, gdy z tych samych przeżyć wypływają zupełnie inne emocje. Zaglądamy do umysłów, które rodzą konflikty, balansujemy razem z bohaterami, gdy zmienia się dynamika ich związku i otrzymujemy naprawdę interesujący obraz miłości w obliczu małżeńskiego kryzysu.

Czy intryga może być przewidywalna i pomysłowa jednocześnie? Nie sądziłam, że coś takiego jest możliwe, ale „Idealna” wyprowadziła mnie z błędu. Opisana zagadka w teorii powinna działać bez zarzutu, ale w praktyce… W praktyce ta konstrukcja ma jedno duże niedociągnięcie. Zdecydowanie za szybko ułożyłam puzzle dotyczące naszego tajemniczego prześladowcy oraz jego wpływu na życie Anity. Wąski krąg podejrzanych nie daje co prawda zbyt dużego pola do popisu, a jeśli czytelnik zda się na skojarzenia podczas wnikliwej lektury powieści, to może samodzielnie rozwiązać jedną z intryg na długo przed tym, gdy autorka przedstawi finalny, brakujący element układanki. Myślę, że pewna znacząca wskazówka pojawiła się zbyt szybko, przez co połączenie reszty kropek nie było trudnym zadaniem. Na dodatek, choć bohaterka jest prześladowana w zaciszu swojego domu, czytelnik… czuje się bezpiecznie. Brakowało mi większej dawki napięcia i budowania atmosfery, która sprawiłaby, że zaczęłabym nerwowo rozglądać się po własnym mieszkaniu. Zapowiedź położyła nacisk na sylwetkę kobiety rzadko wychodzącej z domu, a jeśli dołożymy do tego wspomniane prześladowanie w czterech ścianach, to nietrudno o przekonanie, że czeka na nas klaustrofobiczna klatka, klimat ciężki od nieustannego poczucia zagrożenia – a właśnie tego brakuje. Suspens budowany na wzajemnie uzupełniających się perspektywach nie niesie ze sobą szczególnego ładunku. Nie tkwimy pomiędzy rozdziałami w tym nieznośnym oczekiwaniu dotyczącym rozwoju wypadków. Na szczęście nie jest to jedyna zagadka, bo stalking stanowi rodzaj wprowadzenia, spinając losy bohaterów i prowadząc je w dość nieoczekiwanym kierunku. Podczas gdy jedna z zagadek w „Idealnej” nie zaskoczyła (choć mogła), druga z nich rozgrywa się na zupełnie innym poziomie. Akcja zaczęła nabierać tempa, aż do finału spod znaku „nie mrugnij, bo coś przegapisz”. Z zaciekawieniem przewracałam kolejne strony, zastanawiając się, co jeszcze łączy osoby, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego oraz jak skończy się ich historia. Należy pogratulować autorce oryginalnego pomysłu zbudowanego na czymś tak niepozornym, jak kamery monitoringu. Anita, podobnie jak Rachel z „Dziewczyny z pociągu”, fantazjuje na temat obcych osób, które obserwuje, ale to jej obserwacje mocniej pobudzają wyobraźnię czytelnika. Oto jednocześnie jesteśmy blisko z innymi i trzymamy się od nich z dala, świat jest na wyciągnięcie ręki i przez to nas też jakoś łatwiej dorwać. Na co dzień raczej nie zastanawiamy się nad tym, czy być może jesteśmy na czyimś celowniku, bo to ocierałoby się o paranoję. Świadomość, że zawsze jest ktoś, kto nas obserwuje, pociąga za sobą przerażające scenariusze i Magda Stachula postanowiła z tego umiejętnie skorzystać.

„Idealna” to obiecujący debiut, który nastraja optymistycznie, jeśli chodzi o przyszłość autorki. Ma mocne oręże w postaci swojej pomysłowości, którą musi teraz dobrze pokierować. Powieść promowana nieobecnością na listach bestsellerów, teraz będzie musiała się z tej formy reklamy wycofać, bo w obliczu takiego zainteresowania, na pewno zagości na łamach TOP rankingów książkowych. Polska odpowiedź na modny obecnie nurt nie jest idealna, ale udowadnia, że polscy debiutanci mają potencjał, by dorównać swoim amerykańskim kolegom zdobywającym listy bestsellerów.