20 kwi 2016

„Wersje nas samych” - Laura Barnett


Tytuł: Wersje nas samych
Autor: Laura Barnett
Wydawnictwo, rok wydania:
Ilość stron: 480
Cena: 39.99 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Czarna Owca
Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać


Najlepsze wersje życia

Spotkali się i… kradli pocałunki, których wcale nie było. Nie poświęcili sobie ani spojrzenia, ciągle patrząc w oczy. Rozmawiali, ale nic nie powiedzieli. Oddali serca sobie nawzajem, zakochali się w innych. Niezmiennie mieli te same zobowiązania i marzenia. Studenci Eva i Jim nie wiedzieli, że przypadek nada kierunek ich całemu życiu, weźmie w posiadanie dekady codzienności, a proste „co jeśli” zrodzi trzy różne historie. Eva i Jim mogliby być każdym, kto kiedykolwiek stanął przed poważnym dylematem. Przeznaczenie testuje nas, wrzucając w plątaninę wyborów i gdy tylko obierzemy daną drogę, nie możemy uciec od myśli o alternatywnych scenariuszach. Czy inna decyzja byłaby lepsza? Czy tu i teraz żyjemy w najlepszej wersji swojego życia?

„Wersje nas samych” to kolejna próba okiełznania wyobraźni, która często nie daje nam spokoju, gdy trzeba podjąć ważną decyzję; ważną w danej chwili, albo dopiero zyskującą na znaczeniu z perspektywy czasu. Zastanawiamy się, kreujemy w swoich głowach kolejne scenariusze, ważymy wszystkie opcje i próbujemy ułożyć łańcuch konsekwencji, który później nas oplecie – być może jego szczęk będziemy słyszeć przez całe życie. Rozmyślania na temat tego, „co by było, gdyby” oraz „co będzie, jeśli” stają się naszymi codziennymi narzędziami do przewidywania przyszłości, czy też do upewniania się, że w przeszłości podążyliśmy drogą najlepszą z możliwych. Co się stanie, gdy podejmiemy taką, a nie inną decyzję? Co by stało się wtedy, gdybyśmy jednak wybrali inną opcję? Fantazjowaniem próbujemy przewidywać skutki, ale w pewnym momencie natykamy się na potężną barierę. Tą barierą są decyzje innych, które potrafią wywrócić wszystko do góry nogami – wtedy wersje życia zaczynają się mnożyć.

Barnett opiera się na niezbyt oryginalnym pomyśle; możliwość eksplorowania konsekwencji naszych decyzji i podążanie rozgałęziającymi się ścieżkami losów inspirują pisarzy i filmowców nie od dziś. Z ich historii często wyłaniają się zmagania z przeznaczeniem i refleksje związane z jego nieuchronnością. Wyobrażenia związane z mnogością skutków jednej decyzji to temat wdzięczny, ale nie każdy potrafi go udźwignąć. Oprócz zręcznych, wypełnionych celnymi obserwacjami opowieści pojawiają się także te nasycone zbytnim moralizatorstwem oraz powtarzalnością myloną z ujęciem przeznaczenia. Barnett nie tylko ominęła pułapki, ale przede wszystkim wykrzesała z siebie pomysłowość, która nadała „Wersjom nas samych” świeżości i niepowtarzalności. Autorka skupiła się na jednej decyzji – a raczej jednym spotkaniu, które rozkwita na trzy różne sposoby. Od tego momentu obserwujemy alternatywne wersje życia Evy i Jima. Przeplatające się trzy linie obejmują ponad pięćdziesiąt lat i stawiają przed czytelnikiem poważne wyzwanie: musi on odnaleźć się w mnogości dat, imion i mniej bądź bardziej subtelnych różnic. Lektura wymaga uwagi i zaangażowania, ale gdy już uda się okiełznać poszczególne ścieżki, pozostaje przyjemność płynięcia z nurtem historii. Każda z trzech krzyżujących się opowieści pochłania czytelnika; perypetie bohaterów pasjonują i nierzadko wzbudzając emocje. Wiele sytuacji porusza, nabiera głębszej wymowy po zestawieniu ich z sąsiadującymi historiami. Autorka nie faworyzuje żadnej z linii losów, co jest wielką zaletą „Wersji nas samych”. W kontekście wspólnego przeznaczenia Evy i Jima nie ma słusznych, niesłusznych rozwiązań. Każda codzienność rodzi problemy i wyzwania. To nie jest bajka plus dwie wersje poboczne; równorzędne traktowanie wszystkich opcji pokazuje dobitnie, że to, co nam pisane, może realizować się na różne sposoby. Nienachalnie wpleciony motyw przeznaczenia podkreśla dojrzewanie postaci, zmieniające się podejście do związków na różnych etapach życia czy borykanie się z rozwojem kariery i pasji. Barnett kształtuje losy bohaterów nie tylko w oparciu o ważne wydarzenia, ale także przykłada uwagę do zwyczajnych, codziennych dylematów, o których nawet nie pomyślelibyśmy, że mogą mieć one wpływ na dalsze życie - i to kilku osób. W zależności od historii da się zauważyć różnice w charakterach i zachowaniu postaci, co nadaje całości wyrazistości. Nie mamy do czynienia z papierowymi ludzikami, niezmiennymi bez względu na okoliczności, ale z ludźmi z krwi i kości, których kształtuje środowisko i przeżyte dramaty. Jedynym zarzutem pod adresem powieści mogą być spore przeskoki czasowe, które często wrzucają czytelnika w sam środek nowej sytuacji, co w połączeniu z uważnym śledzeniem każdej wersji może nastręczyć trochę problemów. Praktycznym rozwiązaniem mogłoby być dołączenie na końcu tomu drzew genealogicznych, które usprawniłby działanie tych imienno-miejscowo-czasowych układanek.

Pierwszy wydawca porównał „Wersje nas samych” do „Jednego dnia” Davida Nichollsa. O ile hasła reklamowe w różnym stopniu znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości, o tyle w tym przypadku jest to trafne skojarzenie. Barnett i Nicholls łączy podobny klimat oraz konstrukcja historii; sięgają po bohaterów na progu dorosłości i wprowadzają ich do codzienności wypełnionej kłopotami, niełatwymi relacjami międzyludzkimi i próbą realizowania się poprzez pasję. W ciągu kolejnych lat, wraz z nowymi osobami w ich życiu i falą zmian, stają się punktami stałymi na wzajemnym horyzoncie.

„Wersje nas samych” to interesujące spojrzenie na rolę decyzji i przeznaczenia. Laura Barnett debiutowała w świetnym stylu, budując na prostej historii miłosnej wielopłaszczyznową opowieść o odpryskach codzienności, które składają się na nasze życie i o potknięciach mogących nadać mu nową perspektywę. Oryginalna, mająca wiele uroku i dopracowana w szczegółach, które nadają smaku całokształtowi. Historia Evy i Jima w każdym z alternatywnych wydań skłania do refleksji, że być może najlepszą wersją życia dla wielu jest tu i teraz – i byłoby tak zawsze, w każdej wersji nas.

9 kwi 2016

„Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” - Leslye Walton


Tytuł: Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender
Autor: Leslye Walton
Wydawnictwo, rok wydania: SQN, 2016
Ilość stron: 304
Cena: 34.90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo SQN
Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać


O rozdartym sercu krwawiącym piórami

Czy życie może być baśnią tylko dzięki temu, jak o nim opowiadasz? Garść popiołu rozsypana na wietrze kryje w sobie historię pokoleń. Gdy lżej ci na duszy, to tylko dlatego, że z twoich pleców wyrastają skrzydła. Duchy tkwiące w kątach pokoju to świadectwa rozpaczliwego trzymania się przeszłości. Łzy zamieniają się w diamenty, a w każdym z nich ukryte jest jedno wspomnienie. Emocje mają smak i zapach, a ich aromat prowadzi prosto do sklepu, który karmi nie tylko ciało, ale i duszę. Słowa stają się zaklęciami. Czy twój świat jest pełen magii i cudów tylko dzięki wyobraźni, czy może pod podszewką codzienności rzeczywiście kryje się coś, co sprawia, że życie nigdy nie jest zwyczajne?

Ava Lavender nie jest czarodziejką, ale potrafi zaczarować słowami. Dziewczyna o melodyjnym imieniu tka kolejne zaklęcia, opowiadając o swojej rodzinie, rodzie Roux-Lavender i jego tragicznych losach nasyconych magią. Ava przyszła na świat w niezwykłych okolicznościach i na dodatek posiada pierzaste skrzydła; jest aniołem, darem z niebios, dziwadłem, zwyczajną dziewczyną, wiedźmą? Kim jest? Kim powinna być? Inność rodzi dręczące pytania, a poszukiwanie własnej tożsamości prowadzi ją w przeszłość. Z perspektywy czasu świadoma nieubłaganego przeznaczenia, spogląda wstecz na początki własnego życia i jeszcze dalej, na początki swojej matki i babki, by rozwiązać wielopokoleniową zagadkę losów Lavenderów: czy miłość może być ceną za odmienność?

Jakże fascynująca historię podarowała nam Leslye Walton! „Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” to próba baśniowej autobiografii; dziewczyna łata swoją przeszłość krótkimi historiami z życia poszczególnych członków rodziny i związanych z nimi osób, a sama przemyka gdzieś pomiędzy ich perypetiami. Potrzeba czasu, by wkroczyła na scenę i zaczęła opowiadać o swoich przeżyciach. Każda osoba, o której mówi, niemal natychmiast zyskuje charakterystyczne cechy i zapada w pamięć. Nieważne, jak długo gości na kartach powieści, bo i tak nie da się o niej zapomnieć. Mogłoby się wydawać, że nie ma nic bardziej oderwanego od rzeczywistości niż opowieść o dziewczynie ze skrzydłami. A jednak historia Avy wydaje się… realna. Opowiedziana w nieszablonowy sposób, niepowtarzalna, ale jednocześnie prawdziwa. To w dużej mierze zasługa uniwersalnych zagadnień, które stanowią podwaliny historii. Dobro i zło, miłość i niesprawiedliwość, pragnienia i strach - autorka pisze o odmienności, poczuciu wyobcowania, samotności i krzywdzie, jaka może spotkać osoby, które są nierozumiane, choć łakną tego samego, co wszyscy – przynależności. Historie o wielkim uczuciu, choć mają zadatki na bycie pięknymi i romantycznymi, są naznaczone rozstaniami, śmiercią, strachem przed ryzykiem czy zaślepieniem. Przemoc pozostawia za sobą rozpacz i pytanie: dlaczego niektórzy ludzie tak bardzo skłonni są niszczyć wszelkie dobro? Bohaterowie próbują radzić sobie z trudnościami, a płaszczyzna magiczna uwypukla to, co jest zwyczajne w codzienności wielu osób. Autorka płynnie przechodzi od przyziemności do cudów, od piękna i baśniowości do makabry. Realizm magiczny niespostrzeżenie wkrada się do opowieści Avy, kreują nierealność, w którą jesteśmy w stanie uwierzyć. W trakcie lektury czytelnik zaczyna igrać sam ze sobą, poddając refleksji kolejne obrazy – czy to metafora? Symbol? Ile realności kryje się w tej magii, o której opowiada narratorka? A może trzeba to rozumieć jak najbardziej dosłownie? Walton korzysta z figur, które można zinterpretować dwojako, opowiadając się po stronie realizmu albo magii, nie tracąc niczego z ukrytego w nich znaczenia. Wszelkie nieoczywistości zrodzone przez wyobraźnię (a może rzeczywistość?) Avy, perfekcyjnie splatają się z codziennością, w której zwyczajne może urosnąć do rangi niezwykłego. Powieść nie tylko czaruje i uwodzi opowieściami, ale potrafi też wzbudzać niepokój i trzymać w napięciu. Złowieszcza atmosfera z czasem zaczyna się zagęszczać, a czytelnik wpada w sam środek najgorszych przeczuć, bo „Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” to nie tylko piękna historia, ale i upiorna. Od rodzinnej nostalgii do historii miłosnych, od obyczajowości zatopionej w fantastyce do duchowości, Walton pomiędzy kreuje cały wachlarz emocji, niestrudzenie budując atmosferę, która przeistacza się z każdym kolejnym etapem opowieści. Baśniowa makabra, zdecydowanie ugrzeczniona od czasów pierwszych wersji baśni, powraca w znacznym stopniu w „Osobliwych i cudownych przypadkach Avy Lavender”. W historię wielopokoleniowej rodziny wkrada się nie tylko fantazja, radość i magia; jest też mnóstwo miejsca na smutek, samotność, cierpienie, a nawet brutalność, którymi w wyważonych dawkach podszyty jest los Avy i jej krewnych. Babki, matki, córki dźwigają jarzmo miłości oraz obsesji i przez dekady leczą rany, pielęgnując wspomnienia. Dziewczyna w znacznym stopniu ustępuje im miejsca, próbując zrozumieć swoją sytuację poprzez przeszłość i historie toczące się na długo przed jej narodzinami. Walton zagłębia się w sagę rodzinną, w plątaninie kolejnych życiorysów poszukując odpowiedzi: dlaczego Ava urodziła się z pierzastymi skrzydłami? Czy to dziedziczone przekleństwo, przeznaczenie do inności? A może to dar – nie dla głównej obdarowanej, ale dla reszty świata? Czy dar i przekleństwo mogą być dwoma stronami tej samej monety?

Niezwykła opowieść – dziwaczna i piękna, bolesna i zapierająca dech w piersiach, upiorna i liryczna, zwyczajna i niezwykła jednocześnie. Leslye Walton napisała książkę o niespotykanej, magicznej atmosferze, w której nic nie jest na tyle osobliwe, by nie móc w to uwierzyć. Po skończonej lekturze łza się w oku kręci na myśl o losach Avy Lavender – z ulgi, że zawsze można znaleźć w sobie siłę, oraz z rozpaczy, bo trzeba wiele przeżyć, by tę siłę zyskać.