26 lut 2016

„Passenger” - Alexandra Bracken

Ahoj przygodo!

Trzaski pokładowych desek, jęki napinanych lin, łopot żagli i zapach soli roznoszony przez wiatr. Naprzeciw przygodzie, dalej niż za horyzont, ku lądom nieznanym, skrywającym skarby, o jakich nawet nie śnili. Trudy wyprawy okupione widmem przyszłego bogactwa. To wszystko znają… piraci. Bitwy morskie i rum mają we krwi, tak samo, jak opowieści o grabieżach i niebezpieczeństwie niestrudzenie podążającym ich śladem. Dla wielu żegluga wiąże się z wolnością, ale nie dla młodego Nicholasa. Życie na morzu ma posmak ucieczki, a jego kajdany sięgają daleko poza największe wody.

Zupełnie inne życie zna Henrietta „Etta” Spencer. Żyjąca w Nowym Jorku nastolatka przygotowuje się do debiutu. Utalentowana skrzypaczka otrzymała szansę, która może przyczynić się do rozkwitu jej kariery. Etta żyje muzyką i żyje dla muzyki, wplata melodie w swoją codzienność i swoimi wysiłkami próbuje zwrócić uwagę zdystansowanej matki. Dziewczyna jest przekonana, że dobrze zna swoją przeszłość i stara się, by przyszłość potoczyła się wymarzonym torem. Ma wielkie plany i będzie o nie walczyć ze wszystkich sił. Nawet wtedy, gdy los postawi przed nią niewyobrażalne zadanie.

Etta jest kluczem do wolności, Nicholas jest kluczem do zrozumienia. Jest tylko jeden problem: Nicholas żyje w 1776 roku, a Etta jest jak najbardziej współczesną dziewczyną.

Dzieli ich czas – połączy ich czas.


Tytuł: Passenger 
Autor: Alexandra Bracken 
Wydawnictwo, rok wydania: Disney-Hyperion, 2016
Ilość stron: 490

Polskie wydanie
Prawa do wydania powieści zakupiło Wydawnictwo Otwarte (informacja pochodzi ze strony BookGeek.pl)


~~***~~


Alexandrę Bracken poznałam dzięki „Mrocznym umysłom”, które były interesującą młodzieżówką i zasiały ziarna ciekawości związane z jej dalszą twórczością. Zaowocowały one, gdy zapowiedziano dylogię „Passenger” i „Wayfarer”. Chociaż nigdy zbytnio nie przepadałam za motywem podróży w czasie, to jednak coś sprawiło, że „Passenger” trafił na moją listę tytułów, którym nie zdołałam się oprzeć. Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia? Nie ukrywam, to jeden z tych przypadków, gdy na wespół z rozbudowanym opisem, przekonała mnie oprawa graficzna. Swój wkład miał też wszechobecny entuzjazm czytelników. Nie dało się też nie zauważyć, że statki, piraci i w niektórych przypadkach związana z nimi podróż w czasie to nieśmiało rodzący się trend. Wydane w tym samym czasie „The Girl from Everywhere” Heidi Heilig opiera się na podobnych założeniach, Lisa Maxwell w „Unhooked” pożeglowała w mrocznej rejony retellingu „Piotrusia Pana”, zresztą podobna idea przyświecała też Briannie Shrum i „Never Never”, z kolei pirat Czarnobrody spotkał miłość swojego życia w „Blackhearts” Nicole Castroman, a Emily Skrutskie wysłała statek prosto w paszcze morskich potworów w „The Abyss Surrounds Us”.

Nie pozostaje nic innego, jak tylko zawołać: ahoj przygodo!

„Pasaż (passage):

i. szybko następujące po sobie dźwięki,

ii. morska wyprawa, podróż, rejs,

iii. przejście z jednego miejsca do drugiego, poprzez przestrzeń i czas.

W jedną katastrofalną noc, genialna wirtuozka skrzypiec, Etta Spencer, traci wszystko co zna i kocha. Wepchnięta do obcego świata przez nieznajomego, Etta jest pewna tylko jednego: podróż oddaliła ją nie tylko mile, ale i lata od domu. Na dodatek odziedziczyła spadek, o którym nic nie wie od rodziny, o której istnieniu nie miała pojęcia. Do teraz.

Nicholas Carter jest zadowolony z życia na morzu, wolny od Ironwoodsów i niewoli, jakiej zaznał z ich rąk. Jednak wraz z przybyciem na jego statek nieoczekiwanej pasażerki, pojawiają się też więzi z przeszłością, od której nie może uciec i rodziny, która nie zamierza pozwolić mu odejść. Teraz Ironwoods szukają skradzionego przedmiotu o nieopisanej wartości i są przekonani, że tylko Etta, pasażerka Nicholasa, potrafi go odnaleźć. By ją chronić, młody pirat musi dołożyć starań, by dziewczyna odnalazła i zwróciła im skarb – bez względu na to, czy tego chce, czy nie.

Wspólnie Etta i Nicholas wyruszają w niebezpieczną podróż przez wieki i kontynenty, układając w całość wskazówki pozostawione przez tajemniczego podróżnika, który zrobi wszystko, by ukryć skarb przed rodziną Ironwoodsów. Zbliżając się do odkrycia prawdy o swoich poszukiwaniach i niebezpiecznej grze, w którą grają Ironwoodsowie, zdradzieckie siły grożą rozdzieleniem Etty nie tylko z Nicholasem, ale i z drogą powrotną do domu… Na zawsze.”
tłumaczenie: własne, opis: Wydawnictwo Disney-Hyperion

„Passenger” to młodzieżowe ujęcie powieści przygodowo-awanturniczej z wyraźnie zaznaczonym motywem podróży oraz elementami fantastyki. Bohaterowie od pierwszej do ostatniej strony nie otrzymują ani chwili wytchnienia; w pogoni za skarbem rozwiązują zagadki i trafiają do nieznanych krain. Podróż poprzez miejsca i czas nacinają intrygi, rodzinne tajemnice oraz pojedynki z przeciwnikami. Atmosfera historii odrobinę przypomina tą znaną z serialu „Łowcy skarbów”, filmach o Indianie Jonesie czy „Miłości, szmaragdu i krokodyla” Zemeckisa. Nawet te romansowo-przygodowe elementy budzą skojarzenia z „Mumią” Sommersa, choć opowiadają one zupełnie inne historie. Nawet możemy puścić oczko do „Piratów z Karaibów”. Mamy miłość, mamy skarb, mamy tajemnicę i oczywiście – mamy przeciwnika, którym jest ktoś jeszcze oprócz czasu.

Choć bohaterów gonią dni, to trzeba też przygotować się na reguły. Dużo reguł. Bracken wikła się w wyjaśnienia związane z podróżowaniem w czasie, ostrożnie stąpa w sąsiedztwie paradoksów, starając się nie wpaść w pułapki własnej historii. O potknięcia nietrudno, gdy rozpoczyna się grę z epokami, miejscami i różnymi wersjami różnych płaszczyzn czasowych. Bohaterowie spotykają się na wielu etapach życia, przeskakują pomiędzy liniami, dokładając kolejne potencjalne problemy dla Bracken. Historia mogłaby upaść z hukiem, ale konstrukcja stworzona przez autorkę dała radę ją utrzymać. Pochłonięta przez powieść, nie zauważyłam żadnych znacznych niedociągnięć czy też nieścisłości. Wielu czytelników zwraca uwagę na dość wolne tempo akcji, co w połączeniu z informacją, że bohaterowie wciąż i wciąż gnają do przodu, rodzi pewien paradoks. Jednak w tym przypadku rzeczywiście ma to miejsce. Bracken przykłada uwagę do detali, cudownie odmalowując kolejne miejsca, poświęca uwagę myślom bohaterów i ich refleksjom, więc pomiędzy całym tym działaniem, pojawiają się fragmenty, które wręcz zatrzymują czas. Autorka stara się zaznaczyć ducha każdej epoki, do której trafiają postacie, ubiera ich perypetie w kolejne warstwy słów, co sprawia, że płyniemy przez miejsca, umysły i czas. Czasem leniwie dryfujemy, czasem prujemy przez fale. Jednak jeśli dla kogoś liczy się tylko zawrotne tempo, szczególnie budowane kosztem introspekcji i szczegółowości świata przedstawionego, to powinien się dwa razy zastanowić, zanim sięgnie po „Passenger”. Mnie zauroczyła ta dbałość o szczegóły; fakt, że mogłam zatrzymać się na chwilę i wraz z Ettą i Nicholasem obejrzeć nieistniejące już światy. Wiodący bohaterowie to interesujący duet. Etta nie jest damulką w opałach; to silna, odważna i zdeterminowana dziewczyna, która podejmuje wyzwania rzucane jej przez los. Nie brakuje również niesamowicie poruszającej historii związanej z Nicholasem, która skłania do refleksji. Osadzając akcję w przeszłości, Bracken nie zignorowała zasad kierujących ówczesnymi społeczeństwami, pomiędzy wersami przemycając między innymi wzmianki o sytuacji kobiet i Afroamerykanów. To kolejny szczegół, który wzmacnia poczucie, że ta przeszłość i poszczególne daty to nie są dekoracje rzucone ot tak i mają znaczenie, wpływają na historię. Jest coś niedzisiejszego w „Passenger” i właściwie trudno mi wskazać, co to takiego (pomijając oczywiście płaszczyznę czasową). Może to atmosfera wypływająca ze specyficznego stylu Bracken, może to romans, który, choć nieodłączny w Young Adult, to jednak nie jest takimi typowymi nastoletnimi westchnieniami. Rodem z filmu przygodowego, ubarwia historię. W niektórych aspektach przypomina związek Ricka O'Connella i Evelyn Carnahan albo Jacka Coltona i Joan Wilder. Gdy oni dopiero przekomarzają się i z trudem łączą siły, my już wiemy, dokąd zmierza ta relacja. Maskowanie zainteresowania niechęcią – bo tak się zawsze zaczyna, bo ona go nie lubi, bo jest nieokrzesany, bo pochodzi z innego świata i ma jej tylko pomóc; wszelkiej maści perypetie i przygody, które zbliżają ich do siebie… i w końcu rozkwit uczucia. Taki jest urok tych historii.

Pięknie wydany „Passenger” zawiera równie barwną i klimatyczną opowieść. Alexandra Bracken zaskakuje w nowym wcieleniu, z wyczuciem komponując wielką przygodę, w której harmonijnie splatają się historia, podróż w czasie i miłość. Gdy przyszłość zaczyna zmieniać przeszłość, nie zwlekajcie i podążajcie za Ettą i Nicholasem, niech porwie was strumień historii stwarzanej na nowo.


Na koniec zostawiam was ze zwiastunem powieści...


...z kolei na moim profilu instagramowym możecie zobaczyć cudowne wydanie książki.

22 lut 2016

„Teatr odtrąconych poetów" - Tamara Ireland Stone


Tytuł: Teatr odtrąconych poetów
Autor: Tamara Ireland Stone
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo Amber, 2015
Ilość stron: 320
Cena: 35,80 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Amber
Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać



Odnajdując siebie w słowach

Sick-lit, czyli literatura biorąca na celownik temat chorób, jest szalenie popularna, ale wcale nie łatwa. Wymaga wiedzy i szacunku względem chorych osób, a także wrażliwości. Podejmowanie modnego tematu w większości przypadków nie wyrządza nikomu krzywdy, ale jeśli chodzi o sick-lit, to tutaj należy być ostrożnym. Powielanie stereotypów, wyciąganie błędnych wniosków oraz cukierkowe wygładzanie i upiększanie cierpienia, z którym na co dzień borykają się chorzy to skutki uboczne powieści, które żerują na trendach. Przemyślane historie mogą pomagać tym, którzy szukają wsparcia, dodawać im otuchy i wskazywać kolejne kroki w szukaniu pomocy, z kolei zdrowi dzięki nim mogą utożsamić się z chorymi i wzbogacić swoją wiedzę. Do której kategorii zalicza się „Teatr odtrąconych poetów”?

Tamarę Ireland Stone do napisania powieści zainspirowała C., nastolatka, przyjaciółka rodziny, u której zdiagnozowano zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Obserwując jej walkę z chorobą, autorka zagłębiła się w świat osób cierpiących na nerwicę natręctw i tak powołała do życia Samanthę. Szesnastoletnia Sam wiedzie życie ślicznej, popularnej, utalentowanej nastolatki: uwielbia pływać, przyjaźni się z najpopularniejszymi dziewczynami w szkole i świetnie radzi sobie z makijażem. Przystojni chłopcy? Są. Imprezy, o których mówi się tygodniami? Są. Zaproszenia na modne koncerty? Są. Wysoka cena, którą trzeba za to zapłacić? Jest. Bo Sam każdego dnia musi walczyć o zwyczajność. Cierpiąca na ataki paniki i nerwicę natręctw dziewczyna ukrywa przed światem burzę niespokojnych myśli i problemy z odczytywaniem cudzych intencji oraz terapię i kolejne leki. Jej umysł działa inaczej i nie zawsze ma w sobie dość siły, by pokonać jego ograniczenia. Sam chce być taka jak inni, walczy o utrzymanie popularności, ale ciągle ma wrażenie, że zaufanie i akceptacja są daleko poza jej zasięgiem. Gdy w końcu decyduje się wyciągnąć rękę do świata, szala zawierająca spełnienie najgorszych przeczuć i najwspanialszych marzeń zaczyna się niebezpiecznie chwiać.

Czy „Teatr odtrąconych poetów” jest równie magiczny jak sam tytuł? W dużej mierze tak, zaś magia jawi się głównie za sprawą poezji. Słowa odgrywają olbrzymią rolę w losach bohaterów, a wiersze zamieniają się w klucze do ich najgłębszych pragnień oraz przeżyć. Terapeutyczna rola sztuki unosi się nad historią, w której nie brakuje smutku i samotności. Czy to tworząc, czy to zagłębiając się w cudzą twórczość, nastolatki nie uciekają od rzeczywistości – raczej znajdują zrozumienie i siłę, by się z tą rzeczywistością zmierzyć. Stone zbudowała powieść na wspaniałym pomyśle; poezja staje się elementem codziennej potrzeby, nie zaś odmierzanym przez lekcje wkuwaniem. Poezja z Teatru Poetów jest tworzona po to, by pomogła przetrwać najczarniejsze z chwil; dla bohaterów staje się symbolem, bo w świecie, który nieustannie ocenia i opiera się na pozorach, ona nie służy do tego, by komukolwiek zaimponować, za to pozwala na szczerość.

Okres dorastania jest trudny dla każdego nastolatka; planowanie przyszłości, szukanie siebie, konflikty z rówieśnikami i pierwsze poważne związki potrafią poważnie namieszać w życiu. Jeśli na dodatek młody człowiek zmaga się z chorobą psychiczną, to może spotęgować wrażenie wyobcowania, problemy z nawiązywaniem nowych znajomości czy strach przed stygmatyzacją. Wsparcie oraz zrozumienie są nieocenione w każdym przypadku, jednak jak przełamać barierę, która dzieli i często budowana jest z szykan, niedoinformowania i desperackiej potrzeby dopasowania się do większości? „Teatr odtrąconych poetów” skierowany jest na drugiego człowieka – na problemy, z którymi się boryka, na zachowanie, które może nie zawsze być dla nas zrozumiałe. To lekcja empatii, uświadamiająca, jak wiele osób codziennie toczy wewnętrzne walki, ukrywając je za uśmiechem. To również wejrzenie w umysł osoby cierpiącej na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne (znane także pod angielskim skrótem OCD), wskazanie objawów i mechanizmów kierujących ich codziennym życiem. Ponieważ mamy do czynienia z książką Young Adult, temat choroby wpleciono w wątek romantyczny i wyraźnie zaznaczono go na tle dojrzewania bohaterów. Dzięki temu nastolatek może odnaleźć w niej elementy, z którymi się utożsami, a cała historia zostanie mu podana w przystępny sposób. Zaskakująca historia, warto dodać, bo Stone przygotowała dla czytelników niespodziankę. Takiego obrotu spraw się nie spodziewałam. Pomimo pozytywnego odbioru powieści, przyznaję, że niektóre z jej płaszczyzn mogłyby być jeszcze pogłębione. Myślę tutaj głównie o wątku romantycznym, sprawnie poprowadzonym, ale pozbawionym wyrazistości. Autorka rozpoczęła z dobrego miejsca, ale nie wyczerpała do końca potencjału kryjącego się w tym elemencie.

Gdyby „7 razy dziś” Lauren Oliver i „Wszystkie jasne miejsca” Jennifer Niven kiedykolwiek spotkały się, to „Teatr odtrąconych poetów” mógłby być owocem tego spotkania. Spokojna, wyważona opowieść o dorastaniu łączy się z tematyką chorób psychicznych. Choć można dojść do wniosku, że to smutna, niełatwa historia, to jednak kryje się w niej duży ładunek optymizmu, o który muszą zawalczyć bohaterowie. Być rozumianym – nie ocenianym, tego pragnie Samantha i jej przyjaciele z „Teatru odtrąconych poetów”. W międzyczasie ukrywają swoją samotność, smutek, cierpienie i odrzucenie pomiędzy strzępkami papieru, notatnikami, wersami i strofami. Tamara Ireland Stone stworzyła opowieść o życiu z chorobą, które, choć inne, nigdy nie jest gorsze i mniej warte przeżycia.

19 lut 2016

Bestsellery Empiku 2015 + ogłoszenia blogowe



Bestsellery Empiku wręczono już po raz 17. W kategoriach książkowych królowały kobiety. Katarzyna Bonda, Red Lipstick Monster, Nela Mała Reporterka, Paula Hawkins i Gayle Forman to zwyciężczynie tegorocznej edycji konkursu. Ranking najlepszych książek ubiegłego roku przygotowano na podstawie wyborów kilkudziesięciu milionów osób.


Najchętniej czytaną polską autorką została w tym roku, nazywana królową polskiego kryminału, Katarzyna Bonda. Zwycięstwo przyniósł jej „Okularnik”, kolejna po „Pochłaniaczu” część tetralogii „Cztery żywioły”. 


W kategorii literatura obca zwyciężyła debiutantka rekomendowana przez samego Stephena Kinga – Paula Hawkins. Jej pierwsza książka – „Dziewczyna z pociągu” wygrała m.in. z głośną „Uległością” Michela Houellebecqa czy bestsellerem Camilli Lackberg – „Pogromca Lwów”.

Gayle Forman już drugi rok z rzędu zwyciężyła w kategorii literatura dla młodzieży. „Wróć, jeśli pamiętasz” to kolejna część świetnie przyjętej powieści z nurtu Young Adult – „Zostań, jeśli kochasz”. 


„Zabawy z Nelą. Kurs poszukiwania przygód” to laureat kategorii literatura dla dzieci. W wieku czterech lat Nela postanowiła, że chce podróżować i nagrywać filmy. Dziś, ośmioletnia dziewczynka, ma na swoim koncie podróże przez Azję, Afrykę i Amerykę Południową, kilka książek oraz kilkadziesiąt reportaży i autorskich programów.


Ostatnia kategoria poświęcona była literaturze poradnikowej. Red Lipstick Monster – na co dzień Ewa Grzelakowska-Kostoglu to autorka najpopularniejszego w Polsce kanału kosmetycznego. Jej filmiki instruktażowe biją na Youtube rekordy popularności. W tym roku wydała swoją pierwszą książkę – „Red Lipstick Monster. Tajniki Makijażu”.

Bestsellery Empiku to nagrody dla najpopularniejszych książek, filmów, płyt, gier oraz czasopism minionego roku. Ranking najlepszych tytułów przygotowywany jest na podstawie wyborów kilkudziesięciu milionów osób, które dokonują zakupów w salonach Empik w całym kraju oraz sklepie internetowym Empik.com – każdy zakup to jeden głos w tym największym plebiscycie kulturalnym w Polsce. Podczas tegorocznej edycji konkursu nagrody zostały przyznane w 13 kategoriach: 5 książkowych, 3 filmowych, 2 muzycznych, multimedialnej oraz 2 prasowych. Odrębną kategorią jest Wydarzenie Roku.


________Ogłoszenia ważne i (bardzo) drobne________


Po pierwsze: jak pewnie część z was już wie, zdecydowałam się na założenie profilu na Instagramie. Link możecie znaleźć w prawej kolumnie bloga albo poprzez wyszukiwarkę w aplikacji. Szukajcie room_6277 i Natalii_Leny. Dopiero rozpoczęłam swoją działalność, więc zdjęć jest niewiele :) Chociaż portale społecznościowe traktuję raczej z przymrużeniem oka, to pomyślałam, że nic nie stracę, jeśli spróbuję. Taki eksperyment. Jeśli chcecie, możecie w komentarzach zostawić namiary na siebie i wasze ulubione profile IG, niech inni też je zobaczą! Oczywiście będzie mi bardzo miło, jeśli zechcecie mnie odwiedzić :)

Po drugie: w najbliższym czasie nadrobię wasze wpisy, zaległe odpowiedzi na komentarze i inne wiadomości. Absolutnie nie zapomniałam o was i waszych blogach, o swoim tym bardziej pamiętam - jak wiadomo, obowiązki same się nie wypełnią, recenzje nie napiszą, a książki nie przeczytają :)

Po trzecie: miłego dnia dla wszystkich czytających (i dla nieczytających też :) !

13 lut 2016

„These Broken Stars/W ramionach gwiazd” - Amie Kaufman i Meagan Spooner [przedpremierowo]


Tytuł: These Broken Stars
Autor: Amie Kaufman i Meagan Spooner
Wydawnictwo, rok wydania: Disney-Hyperion, 2014
Ilość stron: 374

Polskie wydanie


Tytuł: W ramionach gwiazd
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: [zapowiedź] 02.03.2016
Ilość stron: 488
Cena: 36,90 zł


~~***~~


Kosmos jest dla twórców kopalnią pomysłów. Wśród trendów filmowych i czytelniczych, które pojawiają się i znikają, on zdaje się nieporuszony. Walka o przetrwanie, najazdy obcych, dorastanie, romans, zbrodnia, podróż w nieznane, ratowanie planety, diagnozowanie człowieczeństwa, naukowe dywagacje o podróżach międzyplanetarnych; każda grupa widzów i czytelników ma galaktykę skrojoną na swoją miarę. I tak od lat.

Zarówno wśród nie tak dawno wydanych oraz dopiero zapowiadanych książek można wymienić: „Illuminae” Amie Kaufman i Jaya Kristoffa, „Inherit the Stars” Tessy Elwood, „On the Edge of Gone” Corinne Duyvis, „Beyond the Red” Avy Jae, „Hold Back The Stars” Katie Khan, „Mirror in the Sky” Aditi Khorana, „The Loneliness of Distant Beings” Kate Ling, „Pitch Dark” Courtney Alamedy, „Facsimile” Vicki L. Weavil, „Starflight” Melissy Landers, „Unearthed” Amie Kaufman i Meagan Spooner. I tak przez następne lata.

Wymieniana dwukrotnie Amie Kaufman, autorka rozmiłowana w kosmicznych historiach, stanowi połowę duetu odpowiadającego za trylogię „Starbound”. „These Broken Stars” zapowiadane w Polsce jako „W ramionach gwiazd”, to powieść młodzieżowa z elementami space opery i romansu. Kaufman i Spooner wrzucają czytelnika w sam środek międzyplanetarnej podróży – a tak dokładniej to trafiamy na prom Ikar, imponujący, największy statek jaki do tej pory nosiła galaktyka. Na pokładzie przebywa cały przekrój społeczeństwa, od celebrytów i bogaczy, przez polityków i żołnierzy, aż na zwykłych robotnikach kończąc. W tym tłumie znajduje się również Lilac, dziedziczka niewyobrażalnej fortuny i oczko w głowie swojego ojca oraz Tarver, odznaczony medalami żołnierz, który do tej pory tłumił rebelie na odległych planetach. Ich ścieżki krzyżują się przypadkiem na bankiecie i poza tym krótkim spotkaniem nie powinni liczyć na nic więcej. Uprzywilejowana, niemal arystokratyczna pozycja Lilac ma wiele mrocznych stron, które komuś takiemu jak pochodzący z ludu Tarver mogą przynieść zgubę. Jednak przewrotny los (a może coś bardziej złowieszczego?) sprawia, że te dwie osoby, które pod żadnym pozorem nie mogą być ze sobą, zostają na siebie skazane. Ikar rozbija się na obcej planecie, grzebiąc ciała pasażerów. Lilac i Tarver cudem uchodzą z życiem, ale dla nich to dopiero początek walki…

Lilac LaRoux i Tarver Merendsen. Księżniczka i żołnierz. Blichtr i plac boju. Ona jest córką najbogatszego człowieka w galaktyce, on został bohaterem wojennym. Znamy takie historie; spotykają się dwa światy, a to oczywiście rodzi zakazany romans. Czy te opowieści mogą jeszcze ciekawić? Mogą, jeśli tylko są tak świetnie opisane jak w „W ramionach gwiazd”. Pozornie schematyczny scenariusz miłości łączącej dwa światy, w rękach Kaufman i Spooner nabiera uroku. Opis może sugerować „insta-love” czyli cukierkową i dozgonna miłość od pierwszego wejrzenia. Tego mocno się obawiałam i dlatego zwlekałam z sięgnięciem po „W ramionach gwiazd”. W tym przypadku raczej nie możemy mówić o natychmiastowym zauroczeniu. Autorki stopniowo rozwijają relację Lilac i Tarvera, która jest mocno powiązana nie tylko z ich obecnymi przeżyciami, ale także z doświadczeniami z przeszłości. Do tego związku można się w pełni przekonać, tak jak z czasem przekonują się do siebie bohaterowie. Sylwetki Lilac i Tarvera również mogą zapowiadać powtórkę z rozrywki zamkniętą w wyżej wymienionych hasłach. Bogata, rozpieszczona jedynaczka, która w dziczy będzie bała się… złamanego obcasa. Zaprawiony w bojach żołnierz, który natychmiast się w niej zakocha, pomimo paskudnego charakteru. Tyle że… to nie jest prawda. Kaufman i Spooner stworzyły interesujących bohaterów, których ukształtowała przeszłość. Żyją z konsekwencjami podjętych niegdyś decyzji, skrywają tajemnice i wszelkie schematy noszą jak maski. Autorki wyszły od najbardziej typowych sylwetek, jakie tylko można znaleźć w literaturze Young Adult, po czym zaczęły eksperymentować, uwiarygadniając te charaktery, dodając im indywidualnych rys. To kolejny dowód na to, że nawet najbardziej wyświechtane elementy powieści młodzieżowych można poddać renowacji.

Obawiałam się lektury „W ramionach gwiazd” z jeszcze jednego powodu: romans i para nastolatków przedzierająca się przez pustkowie. To z jakiegoś powodu zasugerowało, że czeka na mnie brnięcie z punktu A do punktu B okraszone zachwytami, westchnieniami i miłostkami. Przyszła mi nawet do głowy myśl „co takiego ciekawego może wydarzyć się po drodze”? Jednak skoro autorki rozprawiły się z moimi poprzednimi obawami, to chyba w tym przypadku nie było inaczej? I tak, i nie. Rzeczywiście podstawą historii jest podróż, Lilac i Tarver przemierzają planetę w poszukiwaniu ratunku i faktycznie spotkamy po drodze trochę miłostek, ale z drugiej strony – dużo naiwności było w moim myśleniu, że nie da się tego ciekawie opisać. W trakcie podróży mnożą się kolejne pytania dotyczące feralnego lotu, prawdziwej roli bohaterów, ich przeszłości oraz przyszłości i miejsca, w którym się znaleźli. Brnięcie szybko zamienia się w przygodę. Choć tempo akcji może nie należy do najszybszych, a na wszelkie twisty i dramatyczne zwroty trzeba trochę poczekać, to spójny i plastyczny język duetu Kaufman&Spooner, interesujący bohaterowie i wiszący nad nimi niepokój kreują wciągającą opowieść, z którą trudno było mi się rozstać. Otrzymałam sporo odpowiedzi, ale nadal mam wiele pytań związanych ze światami, które wprowadzono do „W ramionach gwiazd”. Na szczęście pisarki nie zamierzają opuścić tej części kosmosu: drugi i trzeci tom mają rzucić nowe spojrzenie na wszelkie konflikty i wplątanych w nie bohaterów.

Może to zabrzmi osobliwie, ale wśród moich skojarzeń dotyczących powieści, najsilniejsze jest połączenie „Titanica” Camerona z serialem „The 100” Rothenberga. Nie jest to hasło, które umieściłabym na okładce książki albo wykorzystała w kampanii promocyjnej, bo nie rozciąga się ono na całą historię, ale z pewnością uwypukla pewne elementy. Chyba wszyscy (większość?) zna historię Jacka Dawsona i Rose DeWitt Bukater, których w trakcie tragicznego rejsu połączyło wielkie uczucie. On był artystycznie utalentowanym nikim, ona była piękną, bogatą i nieszczęśliwą arystokratką żyjącą w złotej klatce. Nie powinni się spotkać, a już na pewno nie powinni się pokochać. Wypisz wymaluj – Lilac i Tarver. Ikar staje się dla bohaterów takim Titanikiem. Olśniewający, wielki, obiecujący niezwykłą podróż. Gdy prom kosmiczny rozbija się na obcej planecie, wkraczamy w klimaty znane właśnie z „The 100”. Nieznane, groźne otoczenie skrywające sekrety staje się wyzwaniem dla bohaterów, którzy muszą walczyć o przetrwanie. Nieposkromiona natura staje się tłem dla rozwijających się relacji, ale wszelkie zauroczenia w takich okolicznościach muszą radzić sobie nie tylko ze złamanymi sercami. Jak już mówiłam, ta mieszanka skojarzeń nie rozciąga się na całą historię, bo Kaufman i Spooner idą drogą własnej wizji. A, „W ramionach gwiazd” i „Titanic” mają jeszcze jeden punkt wspólny: i jedno, i drugie sprawiło, że się wzruszyłam. Tego się zupełnie nie spodziewałam, bo początkowo nie odebrałam historii Lilac i Tarvera jako tej, która będzie w stanie zakręcić łzą w oku. Najwyraźniej zżyłam się z bohaterami mocniej, niż chciałabym się do tego przyznać.

Zwlekałam z sięgnięciem po „W ramionach gwiazd” – a nie powinnam. Obawiałam się zderzenia ze wszystkimi drażniącymi elementami literatury młodzieżowej, a znalazłam, cóż… gwiazdę? Z pewnością pierwszy tom trylogii pióra Amie Kaufman i Meagan Spooner może pretendować do tego tytułu. O wielu powieściach mówi się, że są wciągające – ta mnie pochłonęła, tak samo jak entuzjastycznie przeze mnie przyjęte „Six of Crows” Leigh Bardugo. To zupełnie odmienne światy, ale przyjemność płynąca z lektury była taka sama.

Wsiadajcie na pokład (choć może niekoniecznie promu o nazwie Ikar), zapnijcie pasy i przygotujcie się do podróży na obcą planetę. Zalecam zapoznanie się z podręcznikiem do survivalu wsuniętym w oparcie fotela stojącego przed wami. Ci, którzy boją się latać, mogą oderwać swoje myśli przy lekturze romansu. Pani w trzecim rzędzie wolałaby horror? Dreszczyk emocji również zapewnimy.

Po prostu kosmos.

3 lut 2016

„Linia serc" - Rainbow Rowell [premiera] #czytamyrazem


Tytuł: Linia serc
Autor: Rainbow Rowell
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Data wydania: 03.02.2016
Ilość stron: 384
Cena: 34.90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Otwarte
Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać



Hello? Nie tylko Adele telefonowała do swojej wielkiej miłości…

Kontaktujemy się ze sobą bez przerwy – e-maile, smsy, rozmowy na Skype, komentarze, prywatne wiadomości na portalach społecznościowych, zdjęcia („jeden obraz wyraża więcej niż tysiąc słów”), krótkie filmiki; nie rozstajemy się z telefonami komórkowymi, dla niektórych dramatem jest brak wi-fi, bo przecież stracą kontakt ze światem.

Mamy niemalże wszystkich na szybkim wybieraniu, jeśli tylko zechcemy.

Dlaczego w takim wypadku nie potrafimy się porozumieć z najbliższymi osobami? Fora są wypchane postami z prośbami o pomoc nie potrafię się dogadać/nie umiem się porozumieć/nie wiem jak mam rozmawiać z…, chętnie czytane są felietony i wszelakie artykuły o problemach z komunikacją. Pracownicy i szefowie, znajomi, przyjaciele, narzeczeństwa, małżeństwa, rodziny – cały świat nie potrafi się dogadać na sto sposobów. Mamy nadawców i odbiorców, mówiących i potakujących głowami, uprawiamy jednostronny kontakt pod szyldem rozmowy. Początkowo wszystko jest w porządku, ale pojawia się taka chwila, gdy zaczynamy zdawać sobie sprawę, że szczerość przychodzi nam coraz trudniej, nie wiemy, jak mamy się zwierzyć i nie potrafimy sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz spędziliśmy trochę czasu na rozmowie. W takich chwilach każdemu przydałby się żółty telefon. Stacjonarny, ze spiralnym kablem i tarczą numerową. Tak, ten sam, który nie pozwala wyjść z domu, bo możemy przegapić ważne połączenie. Nie, komórka w żółtej obudowie i aplikacja symulująca oldschoolowe „dryńń dryńń” nie przejdą – nie mają w sobie dość magii, by mogła wokół nich kręcić się historia Georgie.

Georgie McCool dzielnie próbuje łączyć wszystkie role, nie tylko na kartach scenariusza. Scenarzystka specjalizująca się w komediach, mama dwóch uroczych dziewczynek, kochająca żona, dobra przyjaciółka, córka i siostra. To w teorii. W praktyce kariera okupiona jest wieloma wyrzeczeniami, dom stoi na głowie, gdy nie dba o niego mąż Neal, a życia bliskich toczą się gdzieś obok. Georgie naprawdę się stara i gdy na horyzoncie pojawia się szansa na upragniony sukces, postanawia postawić wszystko na jedną kartę. W grę wchodzą również rodzinne święta. Przedkładając pracę nad wspólne świętowanie, przelewa czarę goryczy, która napełniała się od jakiegoś czasu, kropla po kropli. Tylko dobry przyjaciel Seth zdaje się rozumieć, jak wiele znaczy dla niej kariera. Georgie staje przed trudnym dylematem. Potrzebuje rady, drogowskazu, czegokolwiek, co pomoże jej ułożyć życie, które wywróciło się do góry nogami. Niespodziewanie odpowiedź może kryć się w żółtej słuchawce… Czyj głos tam usłyszy?

Na pierwszy rzut oka, historia opisana w „Linii serc” rozgrywa się w trakcie kilku grudniowych dni. W rzeczywistości przechodzimy wraz z bohaterami przez kolejne lata, w refleksjach i retrospekcjach układając etapy związku Georgie i Neala. Pomiędzy pierwszym „cześć” a wątpliwościami stawiającymi na szali dalsze małżeństwo, Rowell nieśpiesznie rozwija opowieść o kilku miłościach i dwóch rodzinach. W antologii „Podaruj mi miłość” pisarka połączyła opowieść o nastoletnim uczuciu z zimową magią, tworząc opowiadanie „Północ”; za sprawą „Linii serc” otrzymujemy powieść, która tą samą magią nasączyła historię małżeństwa z dwójką dzieci. Czy Rainbow Rowell, do tej pory znana czytelnikom jako autorka książek dla młodzieży, sprawdziła się w dorosłej literaturze?

Miłość w świecie „Linii serc” jest… codzienna. Wie, co to rutyna i nieporozumienia, bywa ofiarą pomieszanych priorytetów i nie pozwala sobie zapomnieć o drugiej szansie. Nie obawia się naprawiać starego, zanim da szanse nowemu. Miłość w życiu Setha, Georgie, Neala, siostry Georgie imieniem Heather i ich mamy opowiada własne historie, tak urocze, jak zwyczajne. My zanurzamy się w tych prostych opowieściach, które są poprowadzone z taką lekkością, że zupełnie nie przeszkadza nam to nieśpieszne tempo. Siłą napędową „Linii serc” są dialogi. Bohaterowie rozmawiają, mówią, perorują, odbijają słowa niczym piłeczki do ping-ponga. Telefonują, spotykają się twarzą w twarz i mówią, mówią, mówią. To gadulstwo stanowi iluzję, pod którą aż kipi od nierozwiązanych problemów, tajemnic, niepewności. Nie potrafią się porozumieć, choć są pełni dobrych intencji. Dopiero z czasem widzimy, jak na wierzch wypływa to, co do tej pory próbowali zamaskować słowami. Każde z nich boryka się z jakimś dylematem, który okraszony jest sporą dozą refleksji. Jeśli jest coś, co lubię u Rowell najbardziej, to właśnie są to bohaterowie. Linia połączyła wiele serc, a każde z nich jest niepowtarzalne i nawet krótką obecność potrafi dobitnie zaznaczyć. Mają w sobie urok, którego nie przyćmiewają ich wady; to, co mogłoby irytować, najczęściej śmieszy (jak katastroficzne-troskliwe zapędy mamy Gerogie), a to, co danej postaci mogłoby niezmiernie denerwować, tylko w minimalnym stopniu działa na nerwy, bo Rowell daje nam do zrozumienia, że nikt nie jest idealny i na każdą dobrą cechę może przypadać wkurzający zwyczaj.

„Linia serc” to udana powieść, choć jest kilka wątków, którym można by poświęcić więcej uwagi. Autorka narzuciła sobie dość wąskie ramy czasowe i w te kilka dni jednocześnie wtłoczyła kilkanaście lat związku, przez co niewiele miejsca pozostawiła na rozwinięcie i pogłębienie relacji pomiędzy bohaterami. Obserwujemy codzienne życie Georgie, które można zamknąć w schemacie praca-dom-praca; zarówno w domu, jak i w pracy natrafiamy na interesujące, dobrze zarysowane postacie, ale dość szybko odbiera im się głos. Chciałabym spędzić więcej czasu w rodzinnym domu Georgie, bo jak już wcześniej pisałam, kryje się tam kopalnia uczuć. Żałuję, że w tych szybko mijających dniach nie zmieściło się więcej z teraźniejszości bohaterów drugoplanowych. Pisarkę skusiła też bajkowość zazwyczaj łączona ze świątecznym okresem, przez co finał wydaje się idealne skrojony na miarę bożonarodzeniowej historii. To znaczy również, że w zakończeniu wszelkie problemy zostają ucięte i z poziomu zwyczajności nagle wznoszą się na wyżyny cukierkowego optymizmu. Gdyby tylko Rowell pochyliła się nad tymi zagadnieniami, zamiast kurczowo trzymać się powieściowego dziennika, wtedy otrzymalibyśmy powieść… właściwie bez wad.

Powieści Rainbow Rowell stawiają przede wszystkim na miłość i są pełne ciepła, nawet jeśli bohaterowie stają przed niełatwymi dylematami. Pisarka tworzy pozornie proste historie i wplata w nie nienachalne przesłanie, a między wierszami umieszcza kolejne pokłady emocji. „Linia serc” wprowadza do doroślejszego etapu w twórczości autorki, nie stroniąc od refleksji i spojrzeń wstecz, gdy było się nastolatkiem zakochanym do szaleństwa; tym samym tworzy pomost pomiędzy „Fangirl”, „Eleonorą i Parkiem” a sobą, podejmując kolejny krok na drodze do szczęśliwego zakończenia w prozie życia.


#czytamyrazem

Razem z premierą książki rusza akcja #czytamyrazem. To akcja społeczna promująca czytanie książek przez mamy i córki, jako sposób na lepsze relacje.


Idea

Mamy i ich córki. Czy oprócz kosmetyków i ciuchów, mogą sobie jeszcze coś polecać? Tak. Książki :)
Mama poleca książkę córce, córka poleca książkę mamie.
Mama wpoiła kiedyś miłość do książek córce, teraz mają wspólne tematy do rozmów.
Mama nie ma czasu na czytanie, córka zachęca mamę do relaksu przy książce.
Wersji może być wiele, ale to łączy ich jedno: książki.
Mamy i córki dzielą pasję do książek wspólnie, dyskutują o książkach, wymieniają się nimi, sprawiają sobie książkowe prezenty.

Pretekstem do dyskusji czy mamy i ich córki #czytająrazem będzie premiera książki „Linia serc", która w 2014 roku otrzymała tytuł: powieść obyczajowa roku w największym, globalnym serwisie czytelniczym GOODREADS. Napisała ją Rainbow Rowell, bestsellerowa amerykańska autorka pisząca dla młodzieży i dorosłych. Jej dwie wydane w Polsce powieści dla młodzieży: „Eleonora i Park” oraz „Fangirl” stały się bestsellerami.

Więcej na temat akcji znajdziecie [TUTAJ]


#czytamyrazem


A wy? Czytacie razem? Jeśli nie, może to dobry sposób, by zyskać nowe hobby i podzielić się nim z mamą, ciocią, siostrą, przyjaciółką, babcią... :)