28 lis 2015

Coffee and Book Box - nowa subskrypcja książkowa w Polsce?

[źródło]
Testowałam już Owlcrate, testowałam EpikBoxa, a niedługo, być może, na rynku pojawi się kolejna okazja do testowania - tym razem w wersji dla nieco starszych czytelników. Mowa o subskrypcji Coffee and Book Box.

Wiele z was entuzjastycznie zareagowało na opisywane przeze mnie literackie pudełka, choć niektórzy wyrazili nadzieję, że pojawi się też edycja zawierająca nie tylko powieści młodzieżowe. Dla tych osób mam dobrą wiadomość - jeśli powiedzie się zbiórka na portalu Wspieram.to, będziemy mieli możliwość obcowania z dobrą lekturą oraz dobrą kawą.

Trzeba przyznać, że już na wstępie zamysł pudełka działa na wyobraźnię: aromat świeżo parzonej kawy w połączeniu z zapachem nowej książki... Nie wiem jak dla was, ale dla mnie brzmi magicznie. No, może z małym odstępstwem na herbaty i gorącą czekoladę :)

Poniżej znajdziecie więcej informacji i przydatne linki, dowiecie się także, dlaczego pomysłodawca akcji rusza ze swoim start-upem za pośrednictwem finansowania społecznościowego.

Kilka słów od założyciela: czym jest Coffee and Book Box?


Przeglądając całkiem niedawno poranną prasę, natrafiłem na artykuł dotyczący czytania książek przez nasze polskie społeczeństwo. Byłem mocno zaskoczony podanymi statystykami, z których wynikało, iż zaledwie 10 procent Polaków regularnie kupuje i czyta książki w papierowej formie. Coraz więcej z nas czyta na ekranach swoich komputerów i to nie tylko książki ale również prasę. Zaledwie kilka stron dalej podane były inne dane, z których wynikało, iż ponad 75 procent Polaków spożywa kawę, aby się obudzić lub zrelaksować. W tym momencie spojrzałem na kubek ulubionej kawy stojącej tuż obok prasy oraz stertę książek, których fabuła wciągnęła mnie przez ostatni miesiąc i postanowiłem przypomnieć Polakom magiczne chwile spędzane z dobrą lekturą i kubkiem pysznej kawy w ręce. Kto wie, może chociaż w minimalnym stopniu mój projekt przyczyni się do zwiększenia statystyk wśród Polaków w kwestii czytania książek. Przejdźmy więc do bliższego opisania mojego pomysłu na box z kawą i książką.

Zapewne spotkaliście się z pudełkami dostarczanymi co miesiąc do domu jak np.: CudMiód czy kosmetyczny beGlossy. Subskrypcje te cieszą się coraz to większym zainteresowaniem w Polsce, mimo iż sam pomył w świecie jest dość młody ale jak najbardziej wpisujący się w najnowsze trendy i zyskujący na ogromnej popularności. Jak wspomniałem już wyżej moja propozycja to box z kawą i książka. W pewnym sensie box 
jest innowacyjny, gdyż przed nami nikt w świecie nie wpadł na pomysł sprzedaży kawy i książki razem w modelu subskrypcyjnym. Wy jako pierwsi macie okazję tego doświadczyć. W najlepszym wydaniu oczywiście! Celem projektu Coffeeandbookbox jest dostarczenie świeżo palonej kawy z lokalnych mikro palarni, co daje im dostęp do klientów na terenie całego kraju a Wam dostęp do najlepszych, staranie wyselekcjonowanych kaw. Książka jest dopełnieniem momentu a zarazem jego kluczowym elementem. Wierzymy, że kawa jest jednym z największych na świecie i najbardziej przystępnych luksusów, dlatego chcemy wnieść taki luksus również do Twojego domu. Być może masz już swoją ulubioną kawę, a może tak jak spora część naszego społeczeństwa po prostu pijesz jedną z kaw dostępnych w sklepach nie zastanawiając się nad jej smakiem, aromatem oraz wyjątkowym zapachem. Dzięki nam, moment przygotowania oraz picia kawy diametralnie się zmieni. Poznasz zupełnie nowe doznania smakowe, a aromat i zapach napoju będzie długo unosił się w powietrzu Twojego domu. Do tego wszystkiego dobra i wciągająca książka – takie połączenie zapewni Ci pełen relaks, chwilę tylko dla siebie i odcięcie się od otaczającego Cię wokół świata i codziennych problemów.

Jak to działa?

Coffeeandbookbox działa na zasadzie subskrypcji. Otrzymujesz boxa przez miesiąc, 3 lub 6 zawsze w określonym terminie (pierwszy tydzień danego miesiąca). W każdej chwili możesz zrezygnować z subskrypcji. Za każdym razem masz szansę spróbować innej świeżo palonej, wyselekcjonowanej i dostarczonej przez współpracujące palarnie kawy z całego kraju. Również za każdym razem masz szansę doświadczyć niezwykłej przygody jaką jest czytanie najlepszej książki.


Co znajduje się w boxie:
- kawa,
- książka,
- drip + filtry,
- magnes z instrukcją,
- np.: ręcznie robiona zakładka/podkładka pod kubek,
- sygnowany kubek,
- inne.
Zawsze będzie to minimum 3 pełnowartościowych produktów.








Na cenę boxa składa się:
- kawa,
- książka,
- pudełko,
- bibuła,
- obrandowanie,
- wypełniacz,
- konfekcjonowanie,
- wysyłka,
- dodatkowy produkt/produkty.

Dlaczego crowdfunding?

Zdecydowałem się na crowdfunding, ponieważ nie jestem w stanie samodzielnie niestety uzbierać minimalnej kwoty, aby ruszyć z realizacją projektu jeszcze przed świętami. W końcu to magiczny okres, kiedy chętniej choć na chwilę zatrzymujemy się w codziennym biegu, siadamy przy kominku lub w zaciszu własnego domu z głową pełną refleksji, z kubkiem kawy w ręku, a dzięki nam także z książką, która mamy nadzieję zmotywuje Was do znalezienia większej ilości czasu również po świętach na takie wyjątkowe chwile tylko dla siebie, dla przepysznej kawy i dobrej lektury. 

Linki warte uwagi

Wywiad dla Magazynu Przestrzeń [KLIK]
Strona C&B Box na Facebooku [KLIK]
Strona C&B Box na Instagramie [KLIK]
Jeszcze więcej informacji oraz wsparcie akcji [KLIK]


20 lis 2015

„Six of Crows” - Leigh Bardugo


Sześć Kruków Diabłów


„Żadnych żałobników. Żadnych pogrzebów.”
No mourners. No funerals.


Tytuł: „Six of Crows”
Autor: Leigh Bardugo 
Wydawnictwo, rok wydania: Henry Holt and Company, 2015
Ilość stron: 465

Polskie wydanie
Poprzednią serię autorki wydało Wydawnictwo Papierowy Księżyc. Niestety, nie ma żadnych informacji na temat polskiego wydania „Six of Crows”.


~~***~~


Fifty words for murder and I’m every one of them..." 


„Six of Crows” Leigh Bardugo to jedna z najlepszych młodzieżówek fantasy jaką przeczytałam w tym roku. Rywalem co prawda może stać się „Carry On” Rainbow Rowell, ale o tym dopiero przesądzi nadchodząca lektura. Na razie Bardugo dzierży palmę pierwszeństwa i budzi żądzę natychmiastowego posiadania tomu drugiego, jak na razie zatytułowanego „Crooked Kingdom”. To powieść magiczna w każdym calu, choć ta magia często i ochoczo kieruje się w stronę mroku i zepsucia, gardząc słodką baśniowością. Tu nie ma dobrych wróżek i cudownych zaklęć. Są za to niemoralne intrygi i krwawe pojedynki. Powieść poszerza uniwersum znane z Trylogii Griszy, ale nie wymaga jej znajomości. Sześciu indywidualistów, o solidnym zapleczu złożonym z osobistych historii, obnaża intrygi ukryte na ulicach Ketterdamu oraz te, które wykraczają daleko za miasto. Każdy z bohaterów próbuje ograć pozostałych, zaś czytelnik z żywym zainteresowaniem obserwuje fascynujące potyczki rozgrywające się na tle niebywale barwnego świata. 
Ketterdam, zdradzający inspirację holenderskimi miastami portowymi z XVIII i XIX wieku, leży na wyspie Kerch ukrytej w cieniu trzech gigantów: Fjerdy, Ravki oraz Shu Hanu. Miasto jest prężnie działającym ośrodkiem międzynarodowego handlu, którym rządzą niewyobrażalnie bogaci kupcy.

Tutaj kupić i sprzedać można wszystko.

Absolutnie wszystko, czemu można nadać wartość.

Pod warstwą złożoną z orientalnych przypraw, luksusowych materiałów i drogocennych kamieni, kwitnie czarny rynek: niewolnictwo, prostytucja, szmugiel, kradzieże dzieł sztuki, narkotyki, przestępcy do wynajęcia, hazard, handel sekretami i informacjami; czegokolwiek wam potrzeba, ruszcie w miasto, ulicami kontrolowanymi przez gangi. Ktoś na pewno was zauważy i zaproponuje wam to, czego potrzebujecie. Choć na końcu wyjdzie na to, że to oni otrzymają to, czego chcieli.

A wy lepiej sprawdźcie kieszenie, bo na pewno zabrali wam portfel.

„Ketterdam: tętniący życiem ośrodek międzynarodowego handlu, w którym wszystko można kupić za odpowiednią cenę – nikt nie wie tego lepiej od genialnego złoczyńcy Kaza Brekkera. Kaz otrzymuje ofertę śmiertelnie niebezpiecznego skoku, który może ofiarować mu bogactwo wykraczające daleko poza najśmielsze marzenia. Jednak nie może tego zrobić sam…

Skazaniec pragnący zemsty.

Strzelec wyborowy uzależniony od hazardu.

Uciekinier z przeszłością wypełnioną przywilejami.

Szpieg znany jako Upiór.

Sercodawczyni wykorzystująca magię, by przeżyć w slumsach.

Złodziej z darem do nieprawdopodobnych ucieczek.

Sześciu niebezpiecznych wyrzutków. Jeden niemożliwy skok. Ekipa Kaza jako jedyna może stanąć pomiędzy światem a zagładą – jeśli najpierw nie pozabijają siebie nawzajem.”
źródło: Henry Holt and Company, tłumaczenie: własne.

„Six of Crows” to historia wierna swoim bohaterom – tak samo jako oni jest złodziejką. Kradnie czytelnikowi czas, ograbia z zainteresowania światem zewnętrznym i zostawia go z pustką, znaną w naszej rzeczywistości jako kac książkowy. Tak, to będzie recenzja pełna entuzjazmu, bo najnowszy tytuł pióra Leigh Bardugo… właściwie nie ma wad. Co prawda akcja nie od razu nabiera zawrotnego tempa, ale za to w zamian możemy przechadzać się uliczkami portowego Ketterdamu, który ma swój plugawy urok. Na dodatek, w ramach rozwijającej się opowieści, dostajemy retrospekcje, dzięki którym możemy śledzić drogi bohaterów do miejsca, w którym za sprawą pewnego ważnego zlecenia od pewnego ważnego mężczyzny stali się Szóstką Kruków (albo wron, co kto woli). Jednak gdy już złoczyńcy rozwiną swoje skrzydła, czytelnikowi pozostaje tylko gorączkowe przeskakiwanie pomiędzy pięcioma perspektywami, które skupiają się na rywalizacji z wrogimi gangami, osobistymi problemami i w końcu na planowaniu skoku stulecia. Napięcie wciąż rośnie, bo Bardugo wie, jak trzymać czytelnika w niepewności. Przy tym nie musimy się pocieszać w trakcie lektury, że przynajmniej jeden element jest świetny, bo przecież nie można mieć wszystkiego - w przypadku „Six of Crows” autorka jednocześnie rozwija sylwetki bohaterów, historię, świat, jak i tempo. Jak widać, nawet w młodzieżówkach można mieć wszystko. Niektórzy twórcy Young Adult nie potrafią prowadzić dwóch perspektyw, a tutaj Bardugo swobodnie żongluje pięcioma. 
Znacie główną zasadę sztuki iluzji? Według Wikipedii jest to „skupienie oczu publiczności na wszystkim poza faktycznym działaniem”. Pisarka najwyraźniej wzięła to sobie do serca, bo i bohaterowie, i czytelnicy, dają się nabrać na jej sprytne sztuczki i odwracanie uwagi. Skupiając się na poszczególnych sytuacjach, dopiero z czasem dostrzegamy to, co umknęło nam kątem oka i zastanawiamy się, jakim cudem to się stało. W jednym z wywiadów autorka powiedziała, że zamysł „Six of Crows” może kojarzyć się z filmem „Ocean's Eleven” Soderbergha. Ja dodałabym jeszcze „Gangi Nowego Jorku” Scorsesego z malutką szczyptą „Iluzji” Leterriera, zaś całość przepuściła przez maszynkę Young Adult. Nie znaczy to jednak, że bohaterowie Bardugo są mniej przebiegli, okrutni i brutalni niż ich dorośli odpowiednicy. Oni też mają diabła za skórą i nie powiedziałabym, że powieść cierpi przez ugrzecznienie; jest sporo scen, w których chcemy odwrócić wzrok. Inej, Kaz, Nina, Matthias, Jesper i Wylan – sześciu wyrzutków, odmieńcy pochodzący z różnych światów, w którym każdy ma z kimś na pieńku. Dżentelmen, szpieg, zabijaka, łowca, Grisza i uciekinier stanowią zbieraninę silnych charakterów, spełniających niebagatelną rolę w Wielkim Planie. Każdy z nich ma coś do powiedzenia (zazwyczaj nie jest to nic miłego), każdy z nich jest mistrzem w swojej dziedzinie (zazwyczaj chodzi o zabijanie), każdy z nich spiskuje przeciwko całemu światu (zazwyczaj ten świat przybiera postać znienawidzonego współpracownika, zasługującego na to, by urwać mu łeb – ale to po zakończeniu misji). Przyznaję, byłam zaskoczona, gdy poznałam wiek bohaterów. Owszem, są to ludzie młodzi, ale zupełnie nie można odczuć tego, że mamy do czynienia z nastolatkami. Są pozbawieni irytujących przywar właściwych dla ich literackich rówieśników. Interesujące jest przedstawienie wszystkich książkowych postaci, bo mamy do czynienia z samymi czarnymi charakterami bądź też osobami balansującymi pomiędzy czarnym charakterem a antybohaterem. Mniejsze i większe zło zyskuje nową twarz, gdy do pojedynku stają ten mniej i ten bardziej zły. Nawet szlachetność w ich wykonaniu nabiera dość gorzkiej wymowy.
„Six of Crows” to absolutnie kapitalna mieszanka ciętego (i od czasu do czasu czarnego) humoru, zawrotnej akcji i dalekiego od słodyczy romansu okraszona karkołomnymi intrygami. Od budowy świata przedstawionego, poprzez kreacje bohaterów i opowiedziane historie, na języku skończywszy, książka Bardugo stanowi zbiór płynnie przenikających się płaszczyzn, które tworzą perełkę literatury młodzieżowej. Jakby tego było mało, to zapowiada się równie wyśmienita kontynuacja.
Zresztą, z bohaterami o diabelskim usposobieniu powieść może być tylko piekielnie dobra. Najnowsza powieść Leigh Bardugo to przygoda, jakiej dawno nie zaznaliście.

OPRAWA
czyli książka pod lupą

Na oprawę „Six of Crows” nie można narzekać, bo jest dopracowana do najmniejszego szczegółu. Powiedziałabym nawet, że jest bajeczna, co w sumie pasuje do tomu, który wygląda jak księga czarnej magii. Dominuje czerń i czerwień, mrok i krew, filary ketterdamskiej opowieści, zaakcentowane szarością i bielą. Świetnie dobrana kolorystyka i staranne wydanie.


Oto coś, co przyciąga uwagę już na początku – czarny brzeg stron. Nie jest to nowe rozwiązanie, ale wygląda naprawdę efektownie, szczególnie w połączeniu z wklejkami dzielącymi poszczególne części powieści. Pasują też do takiego drobiazgu, jak czerwone szycie grzbietu. Obawiałam się, że barwione strony mogą brudzić ręce (przerabiałam już rozmaite upiększenia tomów, które pozostawiały smugi i plamy na dłoniach), ale w tym przypadku czerń pozostaje tam, gdzie przeznaczono jej miejsce, czyli na papierze.


Po zdjęciu obwoluty otrzymujemy kruczoczarną okładkę z wytłoczonym symbolem. Bo diabeł przecież tkwi w szczegółach. W przeciwieństwie do matowej całości, krwistoczerwone litery mienią się na grzbiecie i wyglądają naprawdę nieźle. Tak samo zresztą, jak krwistoczerwona wklejka na początku i końcu książki.


Na wstępie zamieszczono dwie mapy, atrakcyjny dodatek, dzięki któremu możemy przekonać się, jak od czasu trylogii o Griszy powiększył się świat wykreowany przez autorkę. Druga mapa w szczególności przydaje się w trakcie lektury powieści.


Świetna historia w połączeniu z takim wydaniem kreuje klimatyczną całość, której nie można niczego zarzucić. Ani się od niej oderwać.

__________________
źródła:
1) Pierwszy cytat pochodzi z omawianej powieści; tłumaczenie własne.
2) Cytat otwierający recenzję pochodzi z utworu Panic! At The Disco - Victorious.
3) Grafiki bohaterów pochodzą ze strony: 
http://thegrishaverse.wikia.com/wiki/Shadow_And_Bone_Wiki
4) Zdjęcia książki należą do mnie.

19 lis 2015

„Endgame. Klucz Niebios" - James Frey, Nils Johnson-Shelton


Tytuł: Endgame. Klucz Niebios
Autor: James Frey, Nils Johnson-Shelton
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo SQN, 2015
Ilość stron: 512
Cena: 36,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo SQN


Etap drugi: zmieniając zasady zagłady

„Endgame. Wezwanie” pozostawiło wszystkich tuż nad krawędzią, w nerwowym oczekiwaniu na dalszy rozwój wypadków. „Endgame. Klucz Niebios” skoczył w przepaść, a wraz z nim Gracze, którym udało się przetrwać pierwszy etap. Dziewięciu pozostałych przy życiu zawodników to najlepsi z najlepszych, zaciekli wojownicy, maszyny do zabijania wyposażone w najwymyślniejsze rodzaje broni i nowoczesne gadżety. Najsłabsze ogniwa wyeliminowano. Świat ponownie zamienia się w krwawą arenę, jednak tym razem do walki staje ktoś jeszcze. Skoro wszystkie chwyty są dozwolone, to widownia nie zamierza czekać, aż ktoś wręczy jej ocalenie na srebrnej tacy.

Litry krwi i płonące budynki. To czeka na czytelników. Unikanie kul i trucizn, rozwiązywanie zagadek, obławy, pościgi i niewiele czasu na odpoczynek. To też czeka na czytelników. Nuda, marazm i ziewanie… A nie, to akurat nie czeka.

Nadchodzi drugi etap.

Akcja powieści, podobnie jak w pierwszym tomie, kręci się wokół odnalezienia tytułowego klucza, co oznacza dalsze rozwiązywanie zagadek ukrytych w morderczym wyścigu. Tworzone są nowe sojusze, rodzą się nowe intrygi i pomimo zmniejszającej się puli Graczy, wciąż przybywa wrogów. Czytelnicy zazwyczaj oczekują, że autorzy w kolejnych tomach będą podnosić poprzeczkę – w rzeczywistości z tym bywa różnie, stąd przecież wzięły się wszelakie syndromy drugich i trzecich tomów. Środkowa część czasem bywa traktowana jak pomost, odstając poziomem od poprzednika i następcy, z kolei finałom zdarza się gasić płomień, który miał prowadzić do spektakularnej eksplozji. Duet Frey i Johnson-Shelton nie utrzymali zawrotnego tempa znanego z pierwszego tomu… oni podkręcili je jeszcze bardziej. Zbliżający się koniec prowadzi do eskalacji przemocy i zajadłej walki o palmę pierwszeństwa – w końcu nagroda majacząca się na horyzoncie jest najlepszą motywacją. „Klucz Niebios” to nie tylko zawrotna akcja. Autorzy dalej rozwijają mitologię Endgame, zapełniając białe plamy, które pozostawiło za sobą „Wezwanie”. Wiedza, do tej pory będąca motywacją do treningów i walki, teraz zamieniła się w najlepszą z możliwych broni i najbardziej pożądaną walutę.

Frey i Johnson-Shelton pogrywają z czytelnikami, często trzymając ich w niepewności odnośnie losów bohaterów. Żyje? Zginął? Zabili go i uciekł? Wszystkie opcje są dozwolone. Szkoda tylko, że psychika postaci została daleko za akcją i historią, przez co trudno wybrać sobie faworyta i wraz z nim przeżywać wszystkie wzloty i upadki. Co prawda dorzucono garść przemyśleń w próbie uwiarygodnienia portretów psychologicznych młodocianych zabójców, jednak ciągle nie wyleczono się z bolączki pierwszego tomu, jaką było traktowanie bohaterów niczym pionki w grze. Ich miłość, żałoba, nienawiść, smutek i cierpienie są czytelnikowi tak samo obojętne. Oni działają – tylko działają, a jeśli już myślą, to tylko o tym, jak powinni działać. Są niczym maszyny ukierunkowane na cel. Biorąc pod uwagę ich trening, faktycznie mogą mieć w sobie coś z robotów, ale pozostał w nich ludzki pierwiastek, co udowadniają niektóre decyzje podjęte przez nich na kartach powieści. Liczyłam na to, że zmniejszająca się ilość Graczy zachęci autorów do zbudowania od podstaw złowieszczych umysłów. Zamiast tego postawili na rozwijanie świata i zagadek. W pewnym ujęciu jest to plus, bo dzięki temu książka stanowi dobry dodatek do całej multimedialnej otoczki, ale z drugiej strony, czytelnik sięgający po powieść ma prawo oczekiwać czegoś więcej, czego nie da się zobaczyć gołym okiem, będąc zaledwie widzem w Endgame. Tym czymś mogłyby być umysły osób będących skrzyżowaniem szpiegów, geniuszy, zabójców, mistrzów sztuk walki okaleczonych w imię Gry. Autorzy są konsekwentni i czytelnicy też muszą podtrzymać swoją konsekwencję – przynajmniej w kwestii patrzenia przez palce na niektóre z perypetii bohaterów. Wiemy już, że są oni niezniszczalnymi herosami o nadludzkich zdolnościach i możemy albo przyjąć to do wiadomości, albo rozkładać na czynniki pierwsze każdą scenę walki, na jaką natkniemy się w trakcie lektury. Potyczki są i efekciarskie, i karkołomne, przekraczają wszelkie granice, łamią prawa fizyki i karmią nasze niedowierzanie. Działa to na podobnej zasadzie, jak oglądanie podrasowanego filmu akcji, który bawi poprzez swoje oderwanie od rzeczywistości.

Przy lekturze „Klucza Niebios” nie sposób się nudzić. Nie ma na to czasu. Wartka akcja, efektowne sceny walk oraz nieodłączne zagadki po raz kolejny wciągają do świata Endgame. Mocno powiązany ze swoim poprzednikiem, brutalny i dynamiczny „Klucz Niebios” nie ma nic wspólnego z niebiańskością. Frey i Johnson-Shelton rzucili wyzwanie Graczom i czytelnikom – jaki będzie tego finał? Pozostaje nam tylko niecierpliwie oczekiwać na trzeci tom i trzymać kciuki za nasze przetrwanie.

10 lis 2015

„Wielkie kłamstewka” - Liane Moriarty


Tytuł: Wielkie kłamstewka
Autor: Liane Moriarty
Wydawnictwo, rok wydania: Prószyński i S-ka, 2015
Ilość stron: 496
Cena: 38 zł


~~***~~ 


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać




Nasze małe piekielności, nasze zbrodnie codzienne

Zaczęło się od tajemnicy, o której wiedzieli wszyscy.

Skończyło się na sekrecie, o którym nie wiedział nikt.

Madeline, Jane i Celeste - jedna z nich dopiero co wprowadziła się do miasteczka, druga jest podziwianą przez wszystkich piękną bogaczką z idealną rodziną, zaś trzecia to energiczna czterdziestolatka. Ich drogi krzyżują się w szkole podstawowej Pirriwee Public, do której chodzą ich pociechy. Trzy kobiety stają się częścią małego, dość snobistycznego świata, wypełnionego rywalizacją, przechwałkami i plotkami, w którym wszyscy wszystkich znają, ale tak naprawdę nikt nie wie, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami domów. Wszystko staje na głowie, gdy w trakcie wieczorku integracyjnego dochodzi do mrożącego krew w żyłach incydentu. Nagle sekrety zaczynają wyciekać przez otwarte okna i uchylone drzwi, zasłyszane strzępki rozmów i przelotne spojrzenia. Idylliczne nadmorskie miasteczko staje się tłem dla niespotykanego skandalu, który mocniej wstrząsnąłby środowiskiem, gdyby… rodzice nie byli tak mocno zaaferowani własnymi problemami. Wyjątkowo pechowy dzień staje się punktem wyjścia do opowiedzenia historii o codziennych, nie zawsze łatwych zmaganiach z życiem i o kłamstwach, które pomagają przetrwać dzień.

„Wielkie kłamstewka” biorą pod lupę rozmaite rodziny: pełne, patchworkowe oraz samotnych rodziców i wrzucają je do małej społeczności, skupiającej się wokół szkoły podstawowej. Ich perypetie pozwalają wyeksponować początkowo luźno powiązane ze sobą losy trzech bohaterek, które powoli zacieśniają się z rozdziału na rozdział. Co oczywiste, rozwijająca się przyjaźń zachęca do dzielenia się sekretami; to z kolei przekłada się na całą społeczność, która stopniowo odsłania swoje tajemnice przed czytelnikiem. Nie da się ukryć, małżeństwa czy nawet całe rodziny są wdzięcznymi obiektami testowymi dla autorów. Obok sielankowych historii o sile rodzinnych więzi, istnieją również powieści, które robią wszystko, by poddać te relacje jak najcięższej próbie – „Wielkie kłamstewka” są jedną z takich książek. Diagnozowanie małżeństw i eksplorowanie rodzicielskich relacji dzieje się jakby mimochodem, „pomiędzy”, pomiędzy kolejnymi utarczkami, jedzonym w pośpiechu śniadaniem, nawiązywaniem nowych znajomości, załatwianiem domowych spraw, zaś kozetką są ulice Pirriwee, z naciskiem na szkolny plac zabaw. Moriarty dzierży lupę i przygląda się rozwojowi toksycznych relacji, problemów wychowawczych i zaczątków przemocy. Interesuje ją to, co jest nie tak, to, co zatruwa życie na chwilę i na dłuższą metę, to, co zamiatamy pod dywan i próbujemy zatrzymać za drzwiami.

Moriarty zastosowała sprytny zabieg narracyjny, zapewniając sobie zainteresowanie czytelnika; kolejne rozdziały, stanowiące odliczanie do feralnego wydarzenia, są przeplatane krótkimi wypowiedziami obserwatorów, którzy w tej tajemniczej sytuacji uczestniczyli pośrednio bądź bezpośrednio. Plotki, ploteczki, spostrzeżenia trafne, bądź też zupełnie oderwane od prawdy, składają się na chór, który komentuje przeszłość. Wiemy tylko, że coś się wydarzyło – nie wiemy dokładnie co, komu, kto to zrobił i w jakich okolicznościach. I nie dowiemy się tego, aż do zakończenia, choć bohaterowie co rusz będą nas raczyć swoimi przemyśleniami na temat tego, co mogło się przyczynić do takiego rozwoju wypadków. Za to już na progu tej historii zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, że za pozornie niewinnymi rodzicielsko-małżeńskimi utarczkami kryje się coś więcej. Nacinając przeszłość teraźniejszymi chwilami, autorka kusi czytelnika i zatrzymuje go przy lekturze. A gdy już odsłoni jeden z wielu sekretów tkwiących za murami sypialni… Jeden kamyczek porusza drugi, aż wszyscy orientują się, że zasypała ich lawina. Moriarty stopniowo wprowadza czytelników do losów głównych bohaterek, mieszając małe dramaciki z prawdziwymi problemami. Zestawia ze sobą poszczególne elementy na zasadzie kontrastu: powagę z ciętymi ripostami, urocze miasteczko i mroczne tajemnice, świat dzieci i dorosłe problemy, co w szerszym ujęciu sprawia, że przez dość długi czas można tkwić w przekonaniu, iż atmosfera powieści nie bardzo pasuje do tematyki. Dylematy nadopiekuńczych mamuś i nie zawsze odnajdujących się w szkolnych realiach ojców bardziej śmieszą, może budzą politowanie, niż refleksję nad losem bohaterów. Ach, te lwice z kilkoma litrami lakieru na włosach ściętych w modnego boba, świeżo pomalowanymi pazurami broniące swojego potomstwa, składające petycje w sprawie słodkich przekąsek i licytujące się, czyje dziecko jest bardziej genialne. Jest zabawnie, choć czytamy o skandalu, który dotknął rodziców i ich pociechy z podstawówki Pirriwee Public. Jest zabawnie i największą grozę budzi fakt, że… jest zabawnie. Do czasu, bo pomiędzy matkami, które skaczą sobie do gardeł ponad głowami dzieci, lawiruje słynne drugie dno, nadające każdemu konfliktowi poważniejszy, mroczny wydźwięk. Rodzicielskie piekiełka zamieniają się w piekło, niesnaski w prześladowania i złośliwości w rękoczyny. Szkoda tylko, że warstwa skupiająca poważne problemy często musi rywalizować z „mamuśkowymi dramatami”, a powaga spierać się z trywialnymi rzeczami, które są traktowane zbyt poważnie. Autorka mogłaby jeszcze mocniej pogłębić psychikę bohaterek i skonfrontować je ze skutkami cudzych decyzji, które niejednokrotnie nadały ich życiu nowy tor. Ich problemy, przecież tak ważne, czasem ginęły w tej plątaninie wątków. Nie wszystkim ważnym wydarzeniom poświęcono tyle refleksji, ile na to zasłużyły.

Liane Moriarty dzięki swojemu stylowi i opowiedzianej historii znakomicie wpisuje się w zamysł klubu „Kobiety to czytają!”; wielowątkowa powieść obyczajowa z kryminalnym zacięciem porusza tematy bliskie każdej kobiecie. Mozaika sekretów składa się na barwną opowieść o współczesnych związkach, rodzicielstwie i zagrożeniach, które czyhają za progiem – a czasem kryją się w czterech ścianach sypialni.

6 lis 2015

„Czubówna czyta Aleksijewicz” - wyjątkowy projekt w trzech polskich miastach


Najbardziej rozpoznawalny głos w Polsce i jedna z najwybitniejszych pisarek literatury współczesnej, laureatka Literackiej Nagrody Nobla 2015. Wynik takiego połączenia jest elektryzujący. „Czubówna czyta Aleksijewicz” to wyjątkowy projekt realizowany przez Empik. W listopadzie pojawi się w trzech miastach – Wrocławiu, Poznaniu i Warszawie. 

Swietłana Aleksijewicz to białoruska dziennikarka i pisarka, której reportaże oszałamiają czytelników na całym świecie. Przyznanie jej w tym roku Literackiej Nagrody Nobla skierowało oczy wszystkich na ojczyznę reporterki. Aleksijewicz nie ukrywa swojego krytycznego stosunku do obecnych władz Białorusi. W swoich utworach skupia się również na niechcianej i często zapomnianej historii Rosji: katastrofie w Czarnobylu, radzieckiej interwencji w Afganistanie, czy udziale kobiet w drugiej wojnie światowej. Jej reportaże z wrażliwością dotykają wyjątkowo aktualnych problemów światowych, ale i zwykłych, ludzkich. 

Realizowany przez Empik cykl spotkań „Czubówna czyta Aleksijewicz” ma przybliżyć czytelnikom fenomen pisarstwa noblistki. Każdemu z wydarzeń towarzyszy specjalna oprawa muzyczna oraz multimedialna prezentacja uwypuklająca interpretowane przez Krystynę Czubównę reportaże. 



Swietłana Aleksijewicz – pisarka i dziennikarka narodowości białorusko-ukraińskiej. Jedna z najczęściej nagradzanych europejskich pisarek. Autorka m.in. „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, „Czasy secondhandu. Koniec czerwonego człowieka”, „Czarnobylska modlitwa” (wyd. Czarne). 

Krystyna Czubówna – polska dziennikarka, prezenterka programów informacyjnych oraz lektorka filmów przyrodniczych i audycji radiowych. Z wykształcenia prawniczka. 



10 listopada, godz. 18:00
Empik Renoma
Wrocław, ul. Świdnicka 40

12 listopada, godz. 18:00
Empik Plac Wolności
Poznań, ul. Ratajczaka 44

17 listopada, godz. 18:00
Empik Junior
Warszawa, ul. Marszałkowska 116/122

3 lis 2015

Cukierek albo psikus (po raz drugi – spóźniony :))! Recenzja edycji kolekcjonerskiej trylogii „Miss Peregrine’s Home for Peculiar Children/Osobliwy dom Pani Peregrine”

[źródło]
Tim Burton wziął się za ekranizację – ja zabrałam się za kupno trylogii. Trochę w ciemno, ale skoro TEN reżyser stwierdził, że pasuje mu powieściowy klimat, zaś sama historia jest warta jego uwagi, to ja mogę tylko podążyć burtonowskimi śladami.

Ech, ktoś tutaj ma słabość do Burtona.


Ransom Riggs jest znany polskim czytelnikom za sprawą powieści „Osobliwy dom Pani Peregrine” oraz „Miasto cieni”. We wrześniu wydano w Stanach finał trylogii zatytułowany „Library of Souls” (dosłowne tłumaczenie to „Biblioteka dusz”). Niektórzy mogą kojarzyć to nazwisko w duecie z Tahereh Mafi, autorką bestsellerowej serii „Dotyk Julii”, bowiem Mafi jest żoną Riggsa. Jak na parę pisarzy przystało, ceremonia odbyła się w księgarni w Los Angeles.

Nie wierzycie? To macie zdjęcia:
[źródło]
[źródło]
Ale wracając… Bestseller Riggsa powstał poniekąd przez przypadek. Jak możemy przeczytać w artykule „A Book That Started With Its Pictures: Ransom Riggs Is Inspired by Vintage Snapshots” Marii Russo, opublikowanego na łamach New York Timesa, wszystko zaczęło się od małej kolekcji starych fotografii znalezionych na pchlim targu. Zafascynowany w szczególności dziwacznymi i upiornymi zdjęciami, rozpoczął własną kolekcję. Później przyszedł pomysł na album halloweenowy, który przedstawił Jasonowi Rekulakowi, wydawcy z Quirk Books, dla którego pracował jako freelancer. Ten zasugerował, że fotografie mogłyby stać się podstawą powieści.*

I tak, dwa miliony sprzedanych egzemplarzy później, u progu hollywoodzkiej ekranizacji, otrzymujemy trylogię w wydaniu specjalnym.

Na pierwszy rzut oka, czyli oprawa


Absolutna miłość od pierwszego wejrzenia. Jeśli chodzi o wygląd i klimat, jaki kreuje wydanie, to trylogia stała się moją książkową bratnią duszą. Jak ja lubię takie dreszcze i dreszczyki…


Pierwszy i drugi tom nie oszałamiają po zdjęciu obwolut, ale za to trzeci… Byłam miło zaskoczona tymi podpisami. Co prawda nie są to zbytnio upiorne kolory, czerwony najbardziej można podciągnąć pod „złowieszcze”, ale już nie przesadzajmy…


Pomiędzy stronicami


Znak firmowy Riggsa, czyli fotografie rozsiane na stronach i ukryte w powieści, później zainspirował takie autorki jak Madeleine Roux (trylogia „Asylum”) oraz Cat Winters („In the Shadow of Blackbirds” oraz „The Cure for Dreaming”). Działanie na wyobraźnię w stylu vintage.


Upiorność i dziwaczność uchwycone na fotografiach

Na sam koniec zostawiłam coś, co ostatecznie przekonało mnie do kupna tego wydania. Mała, niepozorna koperta, a w niej dwanaście osobliwych, nierzadko upiornych fotografii, podpisanych na odwrocie.


Teraz pozostało tylko jedno: przeczytać trylogię zanim film pojawi się w kinach. Oby miłość od pierwszego wejrzenia i staranność wydania przełożyły się na zawartość.


Zaraz…

Czy ja właśnie poświęciłam całego posta na opisanie tego, jak wygląda książka?
Ach, uroki tego, że i papier, i wirtual są cierpliwe i wszystko przyjmą :)

_______
* http://www.nytimes.com/2013/12/31/books/ransom-riggs-is-inspired-by-vintage-snapshots.html?_r=1