29 gru 2014

,,Zielona sukienka. Przez Rosję i Kazachstan śladami rodzinnej historii" - Małgorzata Szumska


Tytuł: Zielona sukienka. Przez Rosję i Kazachstan śladami rodzinnej historii
Autor: Małgorzata Szumska
Wydawnictwo, rok wydania: Znak, 2014
Ilość stron: 336
Cena: 35,90 zł


 ~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Znak
 
http://lubimyczytac.pl/



Stare fotografie, czyli sprawdzając trwałość przeszłości

Co pewien czas pojawiają się projekty fotograficzne, które w interesujący sposób łączą przeszłość z teraźniejszością. Czasem, za sprawą programu graficznego, do zdjęcia przedstawiającego współczesny widok na jakieś miejsce wkleja się fragment tego samego miejsca ze starej fotografii. Inni z kolei z pożółkłym zdjęciem w ręce odszukują sfotografowane obiekty i sprawdzają, jakie zmiany się w nich dokonały. Najczęściej na współczesny krajobraz miast nakładane są fragmenty fotografii z czasów wojennych. Robimy w naszej codzienności wyłomy dla przeszłości. Chcemy pamiętać i to nie tylko w ten łatwy sposób, gdy każde wspomnienie jest zabarwione przyjemną nostalgią. Pamiętamy również o tym, co boli i przeraża i ze wszystkich sił dokładamy starań, by nie zapomnieć i dalej przekazać wspomnienia. To hołd dla tych, którzy cierpieli i rodzaj przestrogi na przyszłość, by historia się nie powtórzyła.

Jedną z takich osób z fotografią w ręce, osób, które chcą pamiętać, jest Małgorzata Szumska, autorka książki „Zielona sukienka. Przez Rosję i Kazachstan śladami rodzinnej historii”. Stare zdjęcia oraz łączące się z nimi opowieści babci i dziadka zainspirowały ją do odbycia podróży ich śladami. Tak rozpoczęła się wyprawa poprzez czas i miejsca, w głąb wspomnień i mapy – od Wileńszczyzny, poprzez Rosję wraz z Syberią, na Kazachstanie kończąc.

Od dziecka wiedziałam, że kiedyś pojadę na Syberię. Nie musiałam planować tej wyprawy, nie uczyłam się języka, nie kupowałam map. Wszystkie miejsca, które chciałam odwiedzić, znałam z rodzinnych opowieści, widziałam je oczami wyobraźni. Trasę podróży zaplanował dla mnie Stalin, w 1951 roku. Wtedy właśnie mój dziadek, Staszek, został zesłany do gułagu w Kazachstanie, a babcię Jankę przesiedlono z rodziną w głąb Syberii. Byli krótko po ślubie, mieli maleńkiego synka. Ich miłość została wystawiona na najtrudniejszą próbę.

„Zielona sukienka” to opowieść o miłości i pamięci oraz o współczesnej wyprawie w głąb Rosji śladami rodzinnej historii. Przeszłość miesza się tu z teraźniejszością, a dzisiejsza Rosja przegląda się w złowrogim obliczu ZSRR. Jest w tej opowieści i kolej transsyberyjska i buriacki szaman i morze samogonu, a także młodzi Rosjanie nieznający historii i kazachska bohema, której marzy się Zachód.
źródło opisu: wyd.Znak 

Jeszcze dobrze nie ucichła wojenna zawierucha, gdy młodziutka Janka wraz z rodziną została zesłana z Wileńszczyzny na Syberię. Z kolei jej mąż Staszek trafił w ramach wyroku do kazachstańskiego karłagu, gdzie miał spędzić dwadzieścia pięć lat. Choć byli przekonani, że już nigdy się nie zobaczą, to nadzieja nie pozwalała im się poddać. Walczyli o przetrwanie, próbując pokonać strach, cierpienie, głód i samotność. Trasa, którą oni pokonali w bydlęcych wagonach, patrząc, jak umierają ich współpasażerowie, zostaje wiele lat później odtworzona przez ich wnuczkę, Małgorzatę.

Autorka, opisując swoją podróż oraz opowieść dziadków, zdecydowała się na ciekawy zabieg, który przywodzi na myśl wspomniane we wstępie „nakładanie fotografii”. Otóż poszczególne rozdziały zestawiają ze sobą dwa spojrzenia na te same miejsca – poznajemy je ze wspomnień Janki i Staszka oraz z obserwacji autorki. Wątek współczesny kipi życiem i humorem, choć nie brak mu chwil pełnych refleksji i spokoju. Małgorzata, jak sama przyznała w trakcie opowieści, nie była zbytnio przygotowana do podróży, dlatego często zdawała się na łaskę i niełaskę napotkanych osób – czy to nieznajomych, czy rodziny, którą odszukiwała na trasie. Cały czas towarzyszyło jej pytanie: czy ktoś pamięta? Te spotkania pozwoliły jej wprowadzić do książki galerię nietuzinkowych osobistości, wśród których znaleźli się m.in. artyści, szamani, dziennikarze, matki, studenci, ludzie młodsi i starsi, którzy z wielkim zainteresowaniem wysłuchiwali historii Janki i Staszka. Pośród morza alkoholu i częstej wzajemnej życzliwości często na wierzch wypływało jedno: niewiedza bądź szczątkowe, nieuporządkowane informacje. W szkole i telewizji o zesłaniach i łagrach się nie mówi, a jeśli już się to robi – to poprzez tuszowanie prawdy i ukrywanie dokumentów. Rewelacyjnie, w pigułce pokazał to rozdział, w którym autorka udziela wywiadu dla rosyjskiej telewizji, szczerze opowiadając o swojej podróży. Gotowy materiał, który wyemitowano w trakcie wiadomości, przedstawił prawdziwie alternatywną rzeczywistość. Wątek współczesny, jakkolwiek ciekawy, blednie jednak w obliczu rozdziałów poświęconych Jance i Staszkowi. Choć wiele opowiedziano historii o wojennej i powojennej miłości, to one nigdy nie przestaną poruszać. Tak samo jest w tym przypadku, gdy poznajemy świadectwo wielkiego i przepięknego uczucia, którego gehenna nie zdołała oszpecić. Zanurzamy się w świat Janki i Staszka: świat wsi, zesłania i obozu. Dzieciństwa i błyskawicznego dorastania. Autorka nie musiała szczegółowo opisywać kolei losów swoich dziadków, bo wystarczyło kilka wymownych wydarzeń – scen z życia, które splotły się w barwną opowieść. Ta część „Zielonej sukienki” wyciska łzy z oczu i pozostawia czytelnika bez słów. Fragmenty poświęcone przeszłości wzbudzają zupełnie inne emocje niż te współczesne i bardzo dobrze, że autorka przeplotła je ze sobą. Taka forma dobitnie udowadnia wpływ przeszłości na teraźniejszość oraz stanowi o wadze pamięci, która po latach jest jednym z nielicznych wyrazów szacunku, jakie możemy ofiarować przodkom.

Małgorzata Szumska uszyła zieloną sukienkę z materiału miejscami przykurzonego i porwanego przez czas, poplamionego kapiącymi łzami, połatanego wrażeniami z nowej podróży i pełnego kontrastów. Za sprawą podróży, snując własną opowieść, otworzyła nowy rozdział w historii rozpoczętej przez jej dziadków. Połączyła swoją codzienność ze wspomnieniami krewnych. Za sprawą naprawdę interesującej książki, jaką jest „Zielona sukienka. Przez Rosję i Kazachstan śladami rodzinnej historii”, odkrywa przed nami czas i świat skryty za starymi fotografiami.

18 gru 2014

,,Marsjanin" - Andy Weir

Tytuł: Marsjanin
Autor: Andy Weir
Wydawnictwo, rok wydania: Akurat, 2014
Ilość stron: 384
Cena: 39,99 zł


~~***~~ 


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Akurat

http://lubimyczytac.pl/



Houston, nie mamy absolutnie żadnego problemu

Moda na kosmos ma się świetnie i rozwija nieprzerwanie od wielu, wielu lat.
Twórcy ochoczo eksplorują kosmos w poszukiwaniu rozrywki, w skutek czego wciąż pojawiają się filmy, komiksy oraz powieści, które w różnym stopniu wykorzystują elementy science fiction (w tym space opery). Nastolatkom serwuje się romans w kosmosie, a dorosłym… walkę o przetrwanie. Czasem walczy jednostka, jak w nagrodzonej siedmioma Oscarami „Grawitacji”, czasem walka dotyczy ocalenia ludzkości, jak w „Interstellar”. To zaledwie dwa tytuły z całej galaktyki dzieł, w której niedawno pojawiła się nowa gwiazda – a na imię jej Andy Weir. Podróż tego autora ku sławie jest dość ciekawa i warto pokrótce o niej wspomnieć. Jego debiutancka powieść zatytułowana „Marsjanin”, po wielokrotnym odrzuceniu przez agentów literackich, rozpoczęła swój żywot jako darmowa powieść publikowana w odcinkach na stronie autora. Później, na prośbę czytelników, na własną rękę opublikował ebooka na platformie Amazon. Powieść sprzedawała się tak dobrze, że przyciągnęła uwagę wydawnictw. Wytwór selfpublishingu został kupiony przez Crown Publishing Group, wchodzącego w skład słynnego wydawnictwa Random House i wieść niesie, że za sprzedanie praw autor otrzymał sześciocyfrową sumę. Teraz „Marsjanin” przygotowywany jest do podbicia srebrnego ekranu, a za sterami projektu stoi sam Ridley Scott. Od darmowej powieści do wypełnionego hollywoodzkimi gwiazdami potencjalnego blockbustera – czy to nie jest niezwykła podróż?
 
Ha-ha! „Niezwykła podróż” - dobry żart. Ostatni raz się tak uśmiałem, jak mnie samego na Marsie zostawili.*

Słyszeliście ten drwiący śmiech? To Mark Watney. Na nim taka podróż zupełnie nie robi wrażenia. Zupełnie się temu nie dziwię. Jeśli akurat ktoś walczy o przetrwanie na Marsie, to cała reszta wydaje się nieistotna.

Mark Watney kilka dni temu był jednym z pierwszych ludzi, którzy stanęli na Marsie.

Teraz jest pewien, że będzie pierwszym, który tam umrze!

Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, stwierdza, że został na Marsie sam w zdewastowanym przez wichurę obozie, z minimalnymi zapasami powietrza i żywności, a na dodatek bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą, nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabraknie mu powietrza, wody i żywności. Czyżby to był koniec? Nic z tego. Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwanie, w której równie ważną rolę, co naukowa wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość, odgrywają niezłomna determinacja i umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata, który nie zawsze gra fair…

Realizowany na podstawie tej książki film reżyseruje Ridley Scott, a główną rolę gra Matt Damon. 
źródło: wyd. Akurat

Mark dźwiga na swoich barkach ciężar całej historii. Gdyby Weir nie poradził sobie z kreacją głównego bohatera, powieść wiele by straciła. To właśnie on stanowi spoiwo, które łączy razem pozostałe elementy powieści. Watney jest jednocześnie kumplem o zawadiackim poczuciu humoru oraz nauczycielem, który z żywym zainteresowaniem opowiada o kosmosie. Jego orężem w walce o przetrwanie jest piekielnie duża wiedza i inteligencja, logika, analityczny umysł i optymizm. To geniusz, dla którego popełniony błąd nie jest końcem świata – przynajmniej tak długo, jak długo umie go naprawić.

Wpisy z dziennika Marka to najmocniejsza strona „Marsjanina” i nawet jeśli czytelnik domyśla się, dokąd dąży akcja, to i tak niecierpliwie przewraca kolejne kartki. Druga perspektywa - trzecioosobowa, czyli naukowy pracujący w NASA, również jest interesująca, ale nie aż tak jak dziennik Watneya. Wspomniałam też o poczuciu humoru Marka – jest to bardzo ważny element powieści, który nie tylko dodaje kolorytu głównemu bohaterowi, ale i kreuje atmosferę, która jest dość nietypowa jeśli chodzi o tego typu historie. Autor nie wpompował w książkę zastraszających ilości napuszonego patosu, zamiast tego przełamał powagę humorystycznymi wstawkami, których źródłem są przemyślenia Marka i jego niewyparzony język. Mam nadzieję, że ekranizacja „nie zgubi” tej charakterystycznej cechy powieści.

Może to wydać się niepoważną, przesadną ekscytacją, ale podziwiam Weira. Cała wiedza Marka Watneya to tak naprawdę wiedza jego twórcy na temat astronautyki, w skład której wchodzą nauki ścisłe (fizyka, chemia, biologia, astronomia, geografia, informatyka, matematyka), techniczne, biologiczno-medyczne i humanistyczne. Pisarz między innymi sam dokonał obliczeń matematycznych i fizycznych, ułożył szereg reakcji chemicznych, zgłębił mechanikę pojazdów i budowę baz kosmicznych, prześledził funkcjonowanie organizmu ludzkiego poddawanego przeciążeniom, konstruując historię, wziął pod uwagę warunki panujące na czerwonej planecie oraz jej ukształtowanie. Jakby tego było mało, skupił się na prawdopodobnych scenariuszach związanych z walką o przetrwanie - a na Marsie naprawdę wiele możne pójść źle. To staranny, przemyślany i bogaty w naukowe informacje debiut. Dla mnie to zaleta, ale jeśli ktoś nie przepada za rozbudowaną warstwą naukową, to musi się głęboko zastanowić, zanim sięgnie po „Marsjanina”.

Jest w „Marsjaninie” pewna sztampowość dotycząca bohaterów drugoplanowych. Naukowy z NASA to taka typowa dekoracja, którą znamy z innych filmów z kosmosem w tle. Siedzą przed komputerami, przemykają korytarzami, prowadzą supertajne spotkania wysokiego szczebla, czyli mówiąc krótko: robią wszystko, by misja się udała. Praca jest pierwszą i ostatnią cechą ich charakterów, więc wypadają naprawdę blado przy głównym bohaterze oraz pojawiających się sporadycznie kosmonautach. Również język powieści nie jest wybitny. Autor buduje proste, krótkie zdania, którymi próbuje okiełznać przekazywaną wiedzę. Najczęściej mu się to udaje, choć pojawiło się kilka topornych literacko fragmentów.

„Marsjanin” jest rewelacyjną, inteligentną rozrywką. Jeśli słowa „self-publishing” i „bestseller” budzą w waszych umysłach niezbyt pozytywne skojarzenia, to w tym wypadku powinniście odłożyć obawy na bok. Andy Weir stworzył powieść z miłości do nauki, włożył w proces twórczy sporo wysiłku i w pełni zasłużył na swój sukces. A że w trakcie lektury znalazłam kilka potknięć? Powiem tak: moglibyśmy sobie tylko życzyć, by wszyscy debiutanci potykali się i podnosili tak sprawnie, jak zrobił to Andy Weir, dzięki sile swoich pomysłów.
_______________
*To nie jest cytat z książki. To Mark Watney.

12 gru 2014

,,Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" - Mark Helprin


Tytuł: Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety
Autor: Mark Helprin
Wydawnictwo, rok wydania: Otwarte, 2014
Ilość stron: 560
Cena: 49,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Otwarte
Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać

http://lubimyczytac.pl/


Życiorys pełen gorzkich ziaren


Zwyczajowo na wstępie wspomnę o kawie, bo to przecież ona jest jednocześnie przekleństwem i motywem przewodnim życia głównego bohatera i narratora „Pamiętnika z mrówkoszczelnej kasety”, Oscara Progresso. Wynalazek samego diabła, zło powszechnie spożywane i przez wielu uwielbiane, zamknięte w pozornie niegroźnych ziarnach, trafiło do Marka Helprina, który wyhodował z niego coś naprawdę niezwykłego.

Czym tak naprawdę jest „Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety”? Dobre pytanie. To historia ułożona ze znanych nam elementów, które w rękach pisarza nabierają nowego znaczenia. Któż z nas nie zna barwnych opowieści o dorastaniu, historii z cyklu „od pucybuta do milionera”, wojennych wspomnień czy zapisków o miłości, którą pamięta się przez całe życie? Ta książka to istna mieszanka gatunkowa: znajdziemy w niej ślady powieści łotrzykowskiej, inicjacyjnej, sensacyjno-awanturniczej, obyczajowej, a także sporą dozę humoru i historii, bo życie Oscara to w dużej mierze przekrój XX wieku.

Autor splótł ze sobą tyle wątków, tyle motywów, że w pewnym momencie obawiałam się, że może on ugrzęznąć we własnej opowieści. Historia Oscara jest tak misterną konstrukcją, że jedno potknięcie mogłoby zepsuć cały jej klimat. Nie ukrywam – to nie jest lekka powieść, po stronach której można prześlizgnąć się wzrokiem. U Helprina to tak nie działa. Wymaga on uwagi i czytelniczego wysiłku, by móc zagłębić się w opowieść Oscara i śledzić bieg wspomnień, które często mieszają się, wybiegają w czasy dorosłości bohatera, by potem wrócić do jego dzieciństwa. Mężczyzna snuje historię, która wielokrotnie zaskakuje. Pamiętnikowe zapiski początkowo mogą wydawać się chaotyczne, bowiem poszczególne historie kroczą odrębnymi ścieżkami, połączone przez Oscara i jego chorobliwą awersję do kawy. Jednak gdy ścieżki zaczęły splatać się we wspólną drogę, a zakończenie coraz wyraźniej rysowało się na horyzoncie – ja byłam coraz bliżej zauroczenia się tą powieścią. Tak naprawdę niełatwo ocenić „Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety”, dopóki nie dotrze się do finału. W pewnym sensie to właśnie on wywraca wszystko do góry nogami. Nagle okazuje się, że nie ma w powieści żadnego chaosu ani odrębnych ścieżek. Wszystko zostaje wyjaśnione, wątki rozwiązane, a każdy, nawet najmniejszy element spełnia swoje zadanie. Zdradzę, że wątek nienawiści do kawy chyba nie mógłby być lepiej rozwinięty i wyjaśniony. Sposób poprowadzenia tej powieści to prawdziwy majstersztyk. Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak powinna wyglądać dbałość o opowiadaną historię, to śmiało może sięgnąć po „Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety”.

O właścicielu tytułowego pamiętnika można ostrożnie powiedzieć, że jest… równie barwny, jak jego losy i tak samo nietypowy. Nie jest to nic nadzwyczajnego, biorąc pod uwagę to, co przeżył. Niesamowitymi wydarzeniami ze swojego życia mógłby obdarzyć mieszkańców małego miasteczka. Oscar niektórym może wydawać się arogancki, bo wszelakie konwenanse i zasady traktuje jak zbiór, z którego może korzystać, ale wcale nie musi. On ma własną filozofię życiową. Może nie jest to bohater, którego można pokochać czy nawet polubić, ale jego niezłomność fascynuje. Nie można też odmówić mu inteligencji i - przede wszystkim – pasji. Cokolwiek czuje, czuje to całym sobą, co dość często przysparza mu kłopotów. Najważniejsze jest to, że z jego słów wprost biją te uczucia. Gdy opowiada o miłościach swojego życia – w tym o lataniu, czytelnik musi uzbroić się w cierpliwość, bo dla osoby nieobeznanej w lotnictwie te fragmenty powieści mogą być największymi przeszkodami w lekturze. Z jednej strony to element, który wiele wnosi do postaci Oscara, z drugiej jednak - nie każdy przepada za technicznymi wynurzeniami.

„Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety” jest barwny, ekscentryczny i niełatwo okiełznać zawartą w nim historię. Troskliwie przechowywane zapiski miały ocalić od zapomnienia niezwykłe życie i pozwolę sobie nie zgodzić się z Oscarem, który napisał: Moje życie pewnie mogłoby być ciekawsze i bogatsze w wydarzenia.

Uwierz mi Oscarze – nie mogłoby.

5 gru 2014

Stos bardzo przedświąteczny

Koniec roku bywa pracowity, co niestety owocuje zaniedbaniem bloga. Na szczęście cisza blogowa wieczna nie będzie - choć potrwa jeszcze przez chwilę. Tymczasem zostawiam was z czymś, co tygryski książkowe lubią najbardziej, czyli stos :).


Oto całokształt, który miał być choinką, ale stwierdził że, i tu cytuję ,,nie wygłupiaj się, nie jesteś Lidlem ani Tesco, czy inną galerią handlową, na akcenty świąteczne masz jeszcze czas". Fakt, poczekam z tydzień.

Tak prezentuje się ,,Revival" UK w pełnej krasie.
Tymczasem zaczynając od góry niedbałego stosu... Genialny ,,Marsjanin", którego już przeczytałam i będę chwalić w recenzji - już niedługo. Niżej ,,After", które w Polsce pojawi się w lutym 2015 roku pod tytułem ,,After. Płomień pod moją skórą". Za prawa do wydania powieści autorka zgarnęła niezłą sumkę, a ja, jako wytrwały tropiciel bestsellerowych fenomenów, po raz kolejny chcę się przekonać, czy to jeno rozreklamowana wydmuszka jest, czy coś naprawdę godnego uwagi. ,,Revival" to nasze polskie ,,Przebudzenie". Zastanawiałam się, którą edycję kupić, aż stanęło na brytyjskiej. Łatwo zgadnąć, że przy niezmienionej treści, po prostu chodziło o okładkę - a moim skromnym zdaniem, właśnie to wydanie najbardziej cieszy oko. Jeszcze niżej widnieje ,,Miniaturzystka", o której czytałam wiele dobrego i postanowiłam po nią sięgnąć. Trzy tomy ,,Sabriel", ,,Lirael" i ,,Abhorsen" wraz z magnetyczną zakładką, otrzymałam od Wydawnictwa Literackiego. Ha, to prawie jak prezent od Mikołaja :). Moje zdanie o ,,Sabriel" możecie poznać [TUTAJ]. Tuż pod nimi rozsiadł się ,,Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety", który właśnie czytam. Na razie nic wam nie zdradzę na temat swoich odczuć ;). ,,The Retribution of Mara Dyer" to bardzo przeze mnie oczekiwany finał historii Mary. Nie jestem nim zachwycona, o czym możecie przeczytać [TUTAJ], ale samo wydanie ze specjalnym bonusem całkiem nieźle prezentuje się na półce. Ostatni, ale wcale nie mniej ważny jest tom wierszy ,,Noce waniliowych myszy", który będzie moim pierwszym spotkaniem z poezją Bukowskiego.

A tutaj mamy pierwszą edycję amerykańską w twardej oprawie. Wraz z autografem.