31 lip 2013

,,The Girl in the Steel Corset/ Dziewczyna w stalowym gorsecie" - Kady Cross

The Girl in the Steel Corset (Steampunk Chronicles, #1)

Tytuł: The Girl in the Steel Corset
Autor: Kady Cross
Wydawnictwo, rok wydania: Harlequin Teen, 2012
Ilość stron: 476

Polskie wydanie
Tytuł: Dziewczyna w stalowym gorsecie
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 30 sierpnia 2013 (zapowiedź)


~~***~~


,,Dziewczyna w stalowym gorsecie”, czyli jak po raz kolejny czytanie przyczyniło się do zgrzytania zębów

Ten podtytuł to nie żart. Z bólem serca przyznaję, że to kicha przez wielgachne K. Leży i kwiczy wszystko, co tylko w powieści leżeć i kwiczeć może. Zmordowałam się niemiłosiernie w trakcie lektury i tylko żałuję straconego czasu. A tak na panią liczyłam, Kady Cross; nieładnie, oj nieładnie tak słać czytelnika w diabły.

Szef kuchni (nie)poleca: Nocny Łowca ,,na ubogo” w cudzym sosie

Powieść strasznie mocno przypomina mi trylogię ,,Piekielne maszyny” Cassandry Clare, w szczególności mam tutaj na myśli pierwszy tom, czyli ,,Mechanicznego anioła”. Mamy bowiem, oprócz oczywistego podobieństwa jeśli chodzi o epokę, wzmianki o myślących automatach wyglądających jak ludzie, nad którymi pracuje Główny Zły Charakter. Automaty te służą mu do popełniania przestępstw. Nie raz i nie dwa pojawiają się tatuaże zwane ,,runami”, które wzmacniają pewne cechy i zdolności postaci. Główną bohaterkę – damę w opałach posiadającą tajemniczą moc, ratuje chłopak, który mieszka z m.in. najlepszym przyjacielem, genialną wynalazczynią oraz pochodzącym zza oceanu wojownikiem; wspomniani przyjaciele nie chcą pomóc damie w opałach, bo ,,nie jest jedną z nich”, a oni z kolei czuwają nad bezpieczeństwem miasta, dzięki swoim mocom próbując namierzyć wspomnianego złoczyńcę. Czy muszę wspominać o tym, że jedna z postaci okazuje się być, mniej lub bardziej świadomie, zdrajcą…? Cóż, raczej nie można powiedzieć, że dostajemy coś oryginalnego, prawda? Nawet gdybym chciała, to nie mogę przestać łączyć ze sobą ,,Dziewczynę w stalowym gorsecie” i ,,Mechanicznego anioła”. Autorka co prawda wprowadziła trochę własnych pomysłów, jednakże giną one w tym morzu wtórności. Czasem wręcz można odnieść wrażenie, że czyta się fanfick rozgrywający się w świecie wiktoriańskich Nocnych Łowców i niestety, ale nie zdecydowanie nie jest to plusem.

X-menów też podobno mamy? Tak przynajmniej głosi polski opis książki. Ci superbohaterowie pewnie by się załamali, że w jakikolwiek sposób życiowe łamagi z ,,Dziewczyny w stalowym gorsecie” są z nimi kojarzeni. Nie szukajcie ich tam zatem, bo ich tam nie ma.

Cała intryga, wokół której kręci się fabuła pierwszego tomu, jest prosta jak budowa cepa. Finezji i polotu w niej za grosz. Pomijając fakt, że autorka rzuciła w kąt z jakieś dwa, trzy wątki i totalnie olała próbę rozwiązania ich, to pierwsza myśl, jak przyjdzie wam do głowy na temat rozwiązania głównej zagadki, na pewno będzie tą dobrą.

Liga Opornych Dżentelmenów

Bohaterowie są wyjątkowo oporni w myśleniu. Rozwiązanie jednej zagadki jest oczywiste właściwie na samym początku, tuż po jej pojawieniu się, ale oni muszą biegać jak kurczaki z uciętymi głowami, by w końcu doznać olśnienia i zakrzyknąć ,,eureka!”. Jeden z bohaterów jest głupszy niż but i naprawdę nie wiem, jakim cudem, autorka zdecydowała się na stworzenie kogoś tak ograniczonego. Wiedząc, że niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku, on zwierza się dopiero co napotkanej osobie i ślepo słucha jej rad, co, a jakże by inaczej, kończy się tragedią. Finley, która z założenia jest czymś pomiędzy Hulkiem a Dr. Jekyllem i Mr. Hyde’em, jest… Miałka. Nudna. Nijaka. Jak wszyscy zresztą w tej książce. Ich perypetie były mi zupełnie obojętne; szumnie tak zwany wątek romantyczny budził odruch ziewania. Zresztą, trudno się angażować w śledzenie losów jakiejkolwiek postaci, skoro jest ona jak wycięta z kartonu. Ani Finley, ani Emily, ani Jasper, ani Sam, ani Griffin, ani Jack… słowem: nikt nie jest na tyle interesujący, by przyciągnąć do siebie czytelnika na dłużej. Myślałam, że walka dobrej i złej strony Finley będzie zdecydowanie ciekawsza, że dostaniemy zmagania dziewczyny z naprawdę Czymś Złym, a tak naprawdę nie było żadnej złej strony. Była nieco inna i do tego aktywowała się ona jedynie, gdy Fin była w niebezpieczeństwie.

,,Rozwodniony steampunk” tylko dla wytrwałych

Steampunku w tej książce jest jak na lekarstwo. Składa się on głównie z automatów, gorsetów i wzmiance o królowej Wiktorii. W innych książkach epoka wiktoriańska była ukazana zdecydowanie lepiej, tutaj niestety dostaliśmy kolejne popłuczyny.

Jeśli polubiliście wiktoriańską trylogię Cassandry Clare, to ,,Dziewczyna w stalowym gorsecie” może do was trafić, ale wcale nie musi. W dużej mierze zależy to od tego, jak bardzo cenicie sobie oryginalność i czy chcecie po raz kolejny poznawać dość podobną historię. Mnie, szczerze mówiąc, irytowała sterta podobieństw. ,,Dziewczyna w stalowym gorsecie” to uboższa i nudniejsza siostra ,,Mechanicznego anioła”, która raczej nie zyska tak samo dużej rzeszy fanów i z pewnością nie zapadnie w pamięci na dłużej, chyba że jako denerwujący twór – kameleon, żerujący na cudzej popularności.

Może kolejne tomy są lepsze, jednak po tym, co w pierwszej książce zaserwowała mi Kady Cross, nie mam zamiaru spędzić ani minuty dłużej z jej twórczością. Wielka szkoda, bo naprawdę liczyłam na coś porządniejszego.

24 lip 2013

,,Night school/ Wybrani" - C.J. Daugherty

Night School (Night School, #1)

 Tytuł: Night School
Autor: C.J. Daugherty
Wydawnictwo, rok wydania: Atom, 2012
Ilość stron: 454

 Polskie wydanie
 Tytuł: Wybrani
Wydawnictwo, rok wydania: Otwarte, 2013
Ilość stron: 440
Cena: 34,90


~~***~~


Night School (Night School, #1)
USA
Szkoła z internatem to wdzięczna lokacja dla sporej ilości młodzieżowych książek jak i filmów. Niezapomniana Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart z ,,Harry’ego Pottera”, Akademia Świętego Władimira z serii ,,Akademia wampirów”, Dom Nocy z serii ,,Naznaczona” czy filmowa szkoła St. Trinian; nie możemy też zapomnieć o Akademii Cross z mangi i anime ,,Vampire Knight”. Są to szkoły bardzo, ale to bardzo nietypowe – jedna z nich uczy magii, druga jest schronieniem dla młodych wampirów, a w trzeciej dzikie imprezy czy gry w karty na zajęciach są na porządku dziennym. Jak widać, pomysły na życie w fikcyjnej szkole oraz jej prowadzenie mogłyby doprowadzić do zawału co niektórych, statecznych dyrektorów. 

Il segreto del bosco: Night School (Night School, #1)
WŁOCHY
W książce ,,Wybrani” C.J. Daugherty również mamy do czynienia ze szkołą z internatem i jak się pewnie słusznie domyślacie, tylko z pozoru jest to placówka, jaką możemy znać z realnego życia. Do Akademii Cimmeria, bo tak zwie się ta szkoła, trafia Allie, zbuntowana nastolatka, z którą nie radzą sobie rodzice. Próbując odnaleźć się wśród surowych zasad panujących w szkole, dziewczyna natrafia na ślad tajemnicy uwięzionej w murach Cimmerii. Z pomocą nowych przyjaciół dowiaduje się o istnieniu elitarnej grupy, zwanej Nocną Szkołą, a po serii tragicznych wypadków odkrywa, że za jej obecnością w akademii kryje się więcej, niż początkowo myślała…

Gece Okulu (Night School, #1)
TURCJA
Ta powieść jeszcze nie tak dawno temu zelektryzowała czytelników i blogerów. Tuż po premierze posypało się mnóstwo pozytywnych recenzji, z których wiele oceniało ją maksymalnie. Ponieważ ja nie lubię szafować szóstkami (10 gwiazdek) czy mocnymi piątkami (8, 9 gwiazdek) w ocenie, zainteresowałam się książką, która spokojnie zgarnia osiem gwiazdek z dziesięciu możliwych. Przy takich notowaniach spodziewałam się barwnego świata, dynamicznej akcji, przyzwoicie wykreowanych bohaterów i sporą dawkę napięcia, jak na powieść z tajemnicą przystało. Teraz się zastanawiam, czy ten ,,gwiazdkowy” licznik się przypadkiem nie zaciął. Dlaczego? Cóż, najodpowiedniej chyba będzie powiedzieć, że jestem rozczarowana. Dostałam przeciętne na każdym polu, miłe, łatwe i średnioprzyjemne czytadło, które niczym się nie wyróżnia.

Night School. Du darfst keinem trauen (Night School #1)
NIEMCY
,,Wybrani” stanowią nieco przydługawe wprowadzenie do… do czego właściwie?  Po przeczytaniu tej powieści wiem niewiele więcej niż po zapoznaniu się z opisem z tyłu okładki. Autorka rzuciła nam garść luźno powiązanych ze sobą zagadek, ale poskąpiła jakichkolwiek wyjaśnień. Po lekturze książki takiej objętości spodziewałam się lepszego wprowadzenia i zagłębienia w świat Akademii Cimmeria. Akcja toczy się powoli, przez ponad połowę książki trudno o choćby najmniejszy zwrot w biegu wydarzeń, za to wysłuchujemy chichotów Allie i jej przyjaciółki na temat pana S. czy pana C., śledzimy plan dnia polegający na śniadaniu, lekcjach i śnie. Druga połowa nie jest już tak niemrawa, ale daleko jej do trzymania w napięciu do ostatniej strony. Niestety, budowanie napięcia autorce nie wyszło, za to sporo czasu poświęciła nastoletnim westchnieniom.

Νυχτερινό σχολείο (Night School, #1)
GRECJA
Bywają książki, w których trójkąty miłosne czy innego rodzaju romanse są szyte na miarę, tak dobrze współgrają z resztą fabuły. Niestety, istnieje też rzesza powieści, w których miłości i miłostki są wymuszone i totalnie się nie sprawdzają. Tak jest właśnie w przypadku ,,Wybranych”. Rozterki Allie w związku z Carterem i Sylvainem tak na dobrą sprawę przyćmiewają pozostałe elementy. Ich relacje są sztuczne i płytkie, a kolejne schadzki sceny z romantycznym powiewem budzą u czytelnika odruch ziewania. Nie ma pomiędzy nimi żadnej chemii, która obudziłaby w czytającym chęć kibicowania jednej albo drugiej stronie.

Wybrani (Nocna szkoła, #1)
POLSKA
Bohaterowie również nie są jakoś perfekcyjnie wykreowani. Al – buntowniczka przestaje nią być po kilku pierwszych stronach, a swój najostrzejszy pazur pokazuje, spóźniając się na lekcje. To ci dopiero demoralizacja najgorszego stopnia! Do tego błyskawicznie wciela się w rolę kujona, lepiej niż dobrze odnajdując się w nowym świecie. Jak widać, trudno też mówić tutaj o jakiejkolwiek metamorfozie. Od jej cimmerianych psiapsiółek odróżnia ją tylko jeden mały sekrecik i związane z nim liczenie. Oleju w głowie ma dość, by nie zatarły się jej trybiki przy myśleniu, do czego i tak od czasu do czasu dochodzi. Myślę tutaj głównie o rozbrajającym wyznaniu pewnego chłopaka, że upił ją i miał zamiar wykorzystać. Co ona na to? ,,Okej, wyjaśniliśmy sobie wszystko, już się nie gniewam i dalej cię bardzo lubię”. Jasne Allie, potencjalny gwałciciel to nowa wersja księcia z bajki. Uwodziciele w postaci Cartera i Sylvaina powstali w ramach tego, że byli potrzebni do trójkąta. Są więc przystojni, mądrzy, tajemniczy a jeden z nich ma francuski akcent. Wnioskując po ich zachowaniach, najwyraźniej cierpią na rozdwojenie jaźni z cyklu ,,chcę cię/nie chcę”. Szalenie bogata charakterystyka, nieprawdaż? Pozostali są bandą zwyczajnie sympatycznych nastolatków, wypieczeni ze sztampowych foremek ,,zołza wróg”, ,,przyjaciółka”, ,,przyjaciel” z typowymi do bólu cechami tychże.

Het Genootschap van de Nacht
DANIA
Mam też problem z dopasowaniem gatunku do tej powieści. Zdecydowanie nie jest to romans paranormalny, bo brak w nim nadnaturalnych zdarzeń; na kryminał czy thriller jest za bardzo ,,rozwodniony” w słodkim sosie młodzieżowo-romansowym. Niby bohaterowie próbują rozwikłać zagadkę morderstwa, ale właściwie niewiele robią w tym celu, aż zagadka rozwiązuje się sama. Zakończenie może wskazywać na to, że w drugim tomie ,,coś się ruszy”, ale nie byłabym tego taka pewna.

Powieść pióra C.J. Daugherty to lekkie, młodzieżowe czytadło z wyraźnie zarysowanym wątkiem romansowym i intrygą w tle; wiem, że spora ilość czytelników ocenia ,,Wybranych” o wiele lepiej niż ja, więc nie zrażajcie się moją średnio zachęcającą recenzją. Mnie nieszczególnie się podobało, ale może wy znajdziecie w ,,Wybranych” to, czego ja nie dostrzegłam?

12 lip 2013

,,Deadline" - Mira Grant

Deadline (Newsflesh Trilogy, #2)

Tytuł: Deadline
Autor: Mira Grant
Wydawnictwo, rok wydania: Orbit,  2011
Ilość stron: 584 (+ 24 strony dodatków)

Polskie wydanie
 Druga część Przeglądu Końca Świata już na jesieni!
tom pierwszy wydało wydawnictwo Sine Qua Non


~~***~~


Czytanie ,,Deadline” jest jak maraton, który trzeba pokonać sprintem, z powodu grupy zombie chcących ugryźć w d… dolną połowę pleców. A potem okazuje się, że to, co mieliśmy za metę, jest tak naprawdę punktem kontrolnym w połowie drogi. Cóż, pozostaje tylko wyciągnąć rękę, by mogli pobrać krew i poczekać, aż czujnik zaświeci na zielono.

Myślałam, że po ,,FEED” nic mnie już nie zaskoczy. Okazało się jednak, że znów zostałam zaskoczona i to tak potrójnie. 


,,Deadline” podejmuje opowieść rok po wydarzeniach opisanych w ,,FEED”. Ekipa After The End Times [Przegląd Końca Świata] nadal nie do końca pozbierała się po tragicznym w skutkach asystowaniu przy kampanii prezydenckiej. 
Gdy jeden z pracowników Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom pozoruje własną śmierć i pojawia się w domu Shauna Masona wraz z plikiem ściśle tajnych informacji, blogerzy zaczynają mobilizować siły. To, co odkryli przed rokiem było tylko wierzchołkiem góry lodowej. Teraz, gdy otrzymali ważny trop, mogą wrócić do poszukiwań i dorwać tych, którzy wydali na nich wyrok śmierci.

To luźne i skrócone tłumaczenie opisu z okładki, zaledwie przebłysk tego, co czeka na czytelników w drugim tomie trylogii Newsflesh. Wirus Kellis – Amberlee nadal szaleje, testy na krew robią się coraz bardziej zaawansowane, notowania After The End Times rosną, a Shaun wypija litry coli. Spisek staje się żarłoczniejszy, sięgając po kolejne życia i wysadzając w diabły coraz większe obszary. Kolejny etap zombie – apokalipsy jest bliżej, niż można by się było tego spodziewać. Jak widzicie, to już nie są przelewki. ,,Deadline” nie ma kompleksu środkowego tomu, a wręcz przeciwnie – udowadnia ,,starszakowi”, że można być jeszcze lepszym. W czym? We wszystkim.

Osoby, które czytały ,,FEED” wiedzą dobrze, że nie jest to krwawy horror, w którym zombie grają pierwsze skrzypce. Zdecydowanie ważniejszy jest spisek sięgający najwyższych władz oraz dążenia bohaterów, by go ujawnić. Reszta to otoczka, która zdecydowanie ubarwia świat, ot co.
Dlaczego o tym piszę? Bo wiele osób zarzucało pisarce, że za mało miejsca poświęciła zombie. To niby co jeszcze Mira Grant miałaby wymyślić?  Stworzyła całą historię związaną z powstaniem wirusa oraz jego działaniem na organizm.  Nie ominęła kwestii bezpieczeństwa oraz zasad funkcjonowania świata ,,po”. Wykreowała fascynującą rzeczywistość, w której apokalipsa trwa od trzydziestu lat, a pośród niej toczy się prawie normalne życie. To również oznacza kampanie polityczne czy pogoń dziennikarzy za smakowitym newsem. Gdyby wyjęto te spiskowo-polityczne zawirowania to przydomek ,,oryginalna” już nie należałby do tej powieści*. To przeżycia zdrowych ludzi w takim świecie są ciekawe, bo bez nich… co właściwie? Jest człowiek, jest wirus, człowiek umiera, wirus budzi się i KABOOOM!  Mamy zombie!  Co tu więcej o umarlakach pisać? Wlokące się po ulicy żywe trupy to… wlokące się po ulicy żywe trupy.  Po drugiej stronie barykady jest o wiele ciekawiej.  Przecież tam jest Shaun Mason i jego nieustraszona ekipa od zadań niemożliwych.

Jasnym jak kwarcówka jest, że podziwiam pisarkę za drobiazgowość przy tworzeniu świata i połączeniu elementów, które mają ze sobą mało wspólnego. Nie lada sztuki wymagało stworzenie wiarygodnej historii, która byłaby dla nich spoiwem. Mirze Grant to się udało. 
Dodatkowo nie skupiła się wyłącznie na snuciu intrygi, ale także zadbała o to, by połączone nią elementy były rozwinięte we własnym zakresie. Tak oto z zombie wiąże się całe medyczne zaplecze od urządzeń wykrywających aktywnego wirusa do mechanizmów neutralizujących aż po sieć instytucji zajmujących się badaniami. Dodatkowo sam wirus Kellis – Amberlee ma rozmaite rodzaje, o czym szerzej można dowiedzieć się właśnie w ,,Deadline”. Również świat blogerów – dziennikarzy niczym nie ustępuje swoim rozbudowaniem. Mamy działy fikcji, informacji czy mrożących krew w żyłach relacji z najniebezpieczniejszych części kraju, które stanowią survivalowe przewodniki po świecie zombie. Jeśli do tego dodamy stertę mniej lub bardziej skomplikowanych urządzeń elektronicznych oraz broni, którą posługują się bohaterowie powieści, to dostajemy naprawdę porządnie rozwinięty świat. To jeszcze nie koniec! Pozostało przecież najważniejsze: bohaterowie oraz związane z nimi wątki.
 
W tym tomie pisarka bardziej skupiła się na przeżyciach i odczuciach postaci. Poznajemy ich dylematy moralne i etyczne związane z zombizmem i prowadzonymi nad nim badaniami, nie zawsze legalnymi. Pojawia się też więcej interakcji, których w ,,FEED” brakowało – mamy zaledwie okruch romansu i związków, postacie przestają być superbohaterami, a zaczynają wątpić, mieć załamania i zmagają się z kolejnymi stratami.
Szczególnie warto wspomnieć tutaj o Shaunie, który z jednej strony czuje ciężar przewodzenia ekipie, wiedząc, że na niego liczą, a z drugiej zmaga się z poczuciem straty, która zżera go od środka. Pozostali borykają się z nieodwzajemnionymi uczuciami, żałobą, oszustwem i życiem na krawędzi, czego skutki dotykają ich prędzej czy później. Oni wiedzą, że stwierdzenie ,,gorzej już być nie może”, to wyzwanie, którego lepiej losowi nie rzucać.

Autorka nieźle namieszała w książce, dla niej jeden zwrot akcji to za mało. Dwa? Toż to dopiero początek. Pod tym względem nie daje czytelnikowi wytchnienia. Sytuacja naszych bohaterów może się diametralnie zmienić ze strony na stronę. Przy takiej ilości zawirowań nie sposób przewidzieć zakończenie. Dobrze, że mam już pod ręką ,,Blackout”, czyli trzeci i tym samym finalny tom ,,Newsflesh”. Choć tak szczerze mówiąc, to obawiam się, co też na mnie tam czeka.

,,Deadline”  chwyci was w żelazny uścisk niczym stado zombie i zainfekuje wirusem, który sprawi, że nie odłożycie książki, dopóki nie poznacie zakończenia. Jeśli podobało wam się ,,FEED”, to ,,Deadline” powinno całkowicie podbić wasze serca. Ma więcej zwrotów akcji i mocniej balansuje nad przepaścią pełną zombie.

Nie wiem, jakimi pokręconymi ścieżkami chadza umysł Miry Grant, ale totalnie nadał on nowe znaczenie cliffhangerowi. Jest straszny, przepotworny, zawał-budzący i do przekleństw zmuszający. Mam nadzieję, że w trzecim tomie pojawi się dobre dla niego wyjaśnienie, bo jeśli nie – to niestety, ale będę musiała pogrozić autorce palcem.  Tym zakończeniem postawiła wszystko na jedną kartę i albo ma jeszcze asa w rękawie, który zbierze wszystko do kupy, albo pozostawi w czytelnikach niesmak.
 
Twój ruch, Miro Grant.

______________________
* To w dużej mierze dotyczy ,,FEED”, jako że ,,Deadline” usunął wątek polityczny nieco w cień.

grafiki:
http://hildaglitz.tumblr.com/post/12741302584/omigosh
http://letmebeasong.tumblr.com/post/36053707270/the-difference-between-the-truth-and-a-lie-is