26 wrz 2012

,,Zazdrość" - Gregg Olsen

Śmierć w małym miasteczku to bardzo wdzięczny temat w... książkach dla nastolatków. Wystarczy choćby rzut oka na ,,Ukryte” Kimberly Derting, ,,Wejście w zbrodnię” Jill Hathaway czy popularną serię ,,Pretty Little Liars” Sary Shepard. ,,Zazdrość” Gregga Olsena to kolejna powieść, która wpasowała się w ten na poły kryminalny nurt. 


Tytuł: Zazdrość
Autor: Gregg Olsen
Wydawnictwo, data wydania: Bukowy las, 2012
Ilość stron: 328
Cena: 36, 90 zł



~~***~~

Dziwne rzeczy dzieją się w uroczym miasteczku Port Gamble w stanie Washington. Nastoletnia Katelyn zostaje znaleziona martwa w wannie. Czy to był nieszczęśliwy wypadek, czy samobójstwo? A może doszło do morderstwa? Kto jest winny? Mieszkańcy miasteczka są do głębi wstrząśnięci.

Niezadowolone z oficjalnych ustaleń, piętnastoletnie bliźniaczki Hayley i Taylor postanawiają na własną rękę odkryć prawdę o śmierci koleżanki z klasy. W trakcie swego samozwańczego śledztwa odkrywają prawdę, która jest znacznie bardziej niepokojąca, niż mogły sobie wyobrażać. Poznają też inny sekret – dotyczącą ich tajemnicę z przeszłości, o której nie miały pojęcia.[bukowylas.pl]

Lubię dreszczyk emocji, lubię inteligentne zagadki i wodzenie za nos w poszukiwaniu odpowiedzi. Muszę przyznać, że nie pogardzę też makabrą i wstrzymywaniem oddechu między przewróceniem jednej a drugiej strony. Spodziewałam się, że ,,Zazdrość”, z góry oznaczona jako powieść dla nastolatków, raczej nie będzie epatować przemocą, ale ciągle liczyłam na kryminalną łamigłówkę. Nie do końca dostałam to, czego oczekiwałam i jestem trochę rozczarowana.

Owszem, są momenty mroczne, przesycone chłodem i trzymające w napięciu. Największe ich natężenie jest w początkowej części powieści. Są sceny, które sprawiają, że włos się jeży na głowie. Autor stara się odmalować niespokojną atmosferę małego miasteczka, z różnym skutkiem. Postacie są całkiem nieźle wykreowane i różnorodne, nie zlewają się w jednolicie szare tło, mają swoje zainteresowania i sposób bycia. Może nie do końca udany jest schematyczny do bólu podział na dobrych i złych (czy naprawdę w każdej książce cheerleaderka musi być złem wcielonym z blond kudłami, za które ma się ochotę złapać i szarpnąć?).

Pojawiło się kilku bohaterów, którym miałam ochotę skręcić karki, byli tak niemożliwie irytujący. Na szczęście autor wysłuchał błagań i wykończył jednego z bohaterów, za co chwała mu. Choć zarówno powód jak i ,,wykonanie egzekucji” są bardzo naciągane. Skoro autor pisze kryminały oparte na faktach, powinien zaserwować coś bardziej wiarygodnego niż to, że policja i koroner nie widzieli różnicy w obrażeniach między przypadkowym upadkiem z urwiska, a celowym uderzeniu samochodem w człowieka i zepchnięciu go. Swoją drogą jak już przy tej niefortunnej scenie jestem, to muszę, brzydko mówiąc, wytknąć jedną rzecz, mianowicie: która osoba, będąca świadkiem/uczestnikiem zabójstwa potrafi przejść nad tym do porządku dziennego? To dość nieprawdopodobne, by psychika tak po prostu otrzepała się z wyrzutów sumienia i strachu.

Wątek paranormalny nie jest ani wybitny, ani specjalnie tragiczny. Mało o nim wiadomo, podejrzewam, że w dalszych częściach autor zagłębi się w genezę niezwykłych zdolności bohaterek. Wnioskuję to w oparciu o wiele niedopowiedzeń i związanych z nimi pytaniami. Choć z drugiej strony, uważam, że pozbawienie powieści tej nadnaturalnej otoczki wyszłoby jej na dobre. Zamiast wprowadzania swego rodzaju deus ex machina, autor mógłby skupić się na dopracowaniu intrygi, która niestety ma kilka luk.

Powieść jest ciekawa, ale (tak, znów to mityczne ale) nie jest perfekcyjna. Odniosłam wrażenie, że autor wszystko potraktował nieco ,,płytko”, zupełnie jakby powieść dla młodzieży mogła przedstawiać zło tylko w wersji light. Pojawia się kilka trudnych zagadnień, ale są one zaledwie napoczęte, nawet z założenia główny wątek cyberprzemocy jest cienką nicią wpleciony w fabułę. Muszę przyznać, że również rozwiązanie całej zagadki nie było dla mnie dość satysfakcjonujące. Właściwie okazuje się, że śledztwo sióstr... jakby nie miało sensu. Nie mogłam też pozbyć się z głowy natrętnej myśli ,, właściwie co ta pewna rzecz* robiła w łazience?” Czyżby pisarzowi brakowało weny i zrobił ,,ciach!”, wplatając w fabułę pierwszą rzecz, na którą padł jego wzrok, gdy robił przerwę w pisaniu?


,,Zazdrość” jest w porządku, ale w zalewie książek dla młodzieży, taki średni poziom nie wystarczy. Jeśli lubicie powieści młodzieżowe z kryminalną żyłką, możecie sięgnąć po ten tytuł. W ogólnym rozrachunku mam zamiar sięgnąć po kontynuację, choć nie powiem, żebym jakoś specjalnie spieszyła się do przeczytania drugiego tomu. Dam książkom pana Olsena jeszcze jedną szansę, jako że lubię taką tematykę ;)

___________
* Wiem, że to brzmi dość pociesznie, ale bronię się przed spoilerami jak tylko mogę.

19 wrz 2012

,,Yakuza. Bliźniacza krew" - Agata Romaniuk

Spora ilość debiutów przewinęła się przez moje ręce, a w sumie niewielka z tego część to debiuty młodych twórców. Ot, począwszy od serii o ,,Eragonie” Christophera Paoliniego, poprzez ,,Wilka” i ,,Wilczycę” Katarzyny Bereniki Miszczuk, na ,,Dziecku gwiazd: Atlantydzie” Michaliny Olszańskiej kończąc.  Żaden z tych tytułów nie zasłużył na miano lepsze niż średnie czytadło. Teraz na warsztat wzięłam książkę ,,Yakuza. Bliźniacza krew” zaledwie trzynastoletniej autorki. Czy tym razem możemy liczyć na obiecujące odkrycie?


Tytuł: Yakuza. Bliźniacza krew
Autor: Agata Romaniuk
Wydawnictwo, rok wydania: Bellona, 2012
Ilość stron: 472 
Cena: 33,00 zł

_+_+_

Najpierw rzut oka na materiały promocyjne wydawnictwa:

Życie płatnej zabójczyni jest pełne nienawiści i przelanej krwi. To wszystko stało się nieodłącznym elementem życia Namidy, która jako jedyna kobieta zabiła więcej ludzi niż większość mężczyzn w Yamaguchi-gumi - najpotężniejszym gangu Yakuzy. 
Podczas jednego ze zleceń ledwo uchodzi z życiem. Teraz jej celem jest odkrycie tożsamości tymczasowego pracodawcy, który wystawił ją na pewną śmierć. Niestety, nikt nie wie, kim on jest.
Yakuza jest najliczniejszą na świecie organizacją przestępczą, głęboko wrośniętą w kulturę Japonii, z wielowiekową tradycją, sięgającą XVII wieku. Zajmuje się ona biznesem, nielegalnym hazardem, handlem narkotykami, przekupstwami, przemytem, handlem bronią oraz wypełnianiem "zleceń".
Większość z tych elementów odnajdziemy w pasjonującym debiucie trzynastoletniej autorki Agaty Romaniuk, która w swej powieści niezwykle wnikliwie przedstawiła świat japońskiej mafii.
Świetny debiut, wyjątkowo dojrzała literacko narracja. Trzynastoletnia, utalentowana autorka odsłania mroki tajemniczego, japońskiego świata, w którym liczą się pieniądze i układy, przemoc jest codziennością, a litość
i współczucie - nie istnieją.


Niech tradycji stanie się zadość, zaczynam od pozytywnych stron. Po pierwsze: są momenty, kiedy kiwałam głową z aprobatą, głownie były to sceny walki, ale nie tylko. Naprawdę, potencjał, choć nieśmiało, to wyglądał zza kurtyny.  Również sama historia jest dość ciekawa (choć miejscami niedopracowana, o czym później). To mało wymagająca, dość dynamiczna powieść w stylu filmów akcji ,,zabili go i uciekł” na deszczowe, leniwe popołudnie. Krew się leje, trupy padają jak muchy, flaki po pokoju latają – znaczy się, przemoc faktycznie jest. Można też znaleźć kilka przekleństw, ale nic, co byłoby bardzo gorszące ;)

Wpadki? Oj sporo ich. Osobiście powstrzymałam się przed parsknięciem śmiechem, gdy nasza Czarna Mamba wpadła na refleksję w stylu ,,uwielbiała deszcz, w którym nie widać było jej łez”. Po prostu... Serio? Od razu przypomina się kabaret Słuchajcie i ich hit ,,Teraz płaczę”:
Na ulicy ludzie pytają mnie
Hej... człowieku!
Dlaczego chodzisz tu kiedy niebo płacze
A ja odpowiadam im:
Lubię, kiedy pada deszcz
Bo nie widać moich łez

Osoby szukające klimatu Japonii czy chcące zagłębić się w mafijny świat, mogą się rozczarować. O yakuzie napisano niewiele, pojawia się raptem zarys z kilkoma szczegółami, które znamy z filmów lub Wikipedii. Co do wspomnianej Japonii, jest ona tylko makietą, która pozwala na umiejscowienie akcji. Tak więc ta zapowiadana ,,wnikliwość” jest dość na wyrost. Na dobrą sprawę, autorka nam się trochę pogubiła. Niby sporo się dzieje, ale tak naprawdę nic z tego ,,dziania” nie wynika. Wątki rwą się i kończą ślepymi uliczkami. Nie spodobało mi się takie zaczynanie poszczególnych historii i porzucanie ich; wystarczy wymienić chociażby całą płaszczyznę nadprzyrodzoną, próby pomszczenia przez Namidę zamordowanych rodziców i dążenie do spotkania z Shiro, poszukiwania rodziny prowadzone przez Arashiego czy nagłe pojawienie się Yupiteru. Czy to rodzaj furtki prowadzący do kontynuacji? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć.
Wątek romantyczny jest słabiutki. Kuleje, a czasem wręcz pełznie. Nasi bohaterowie to podobno dorośli ludzie (najmłodszy ma bodajże 23 lata), a przy byle dotyku rumienią się i wstydzą jak gimnazjaliści. ,,Miłość”, o ile można to tak nazwać, bierze się znikąd i właściwie nie ma ani śladu jakiegokolwiek przyciągania między naszą parą. Również cała płaszczyzna paranormalna poniewiera się przez całą powieść i właściwie jest ,,bo tak", nie ma konkretnego umiejscowienia w fabule ani sensu.
Nieszczególnie do gustu przypadli mi też nieco sztampowi i infantylni bohaterowie. Namida, Arashi, Axel i pozostali z założenia mieli budzić strach, ale ja miałam wrażenie, że oglądam anime z nastolatkami w roli głównej. Są wybitnie niedopracowani i gdyby nie imiona, tudzież nagminnie powtarzane kolory włosów, to nie bardzo wiedziałabym, z kim mam do czynienia. Cóż, nasza główna bohaterka to taka młodociana Elektra, która wyrywa sobie shurikeny z pleców, otrzepuje się i jak gdyby nigdy nic, idzie dalej. Właściwie to wszyscy są nieśmiertelnymi herosami – wpadają we trójkę do pomieszczenia pełnego członków wrogiej grupy i po pięciu minutach wychodzą. Mogą mieć z pięć strzał w klatce piersiowej, ranę postrzałową uda, ucięte palce, ale i tak zgrabnie odchodzą w stronę zachodzącego słońca.

Pod względem językowym jest przeciętnie i niespecjalnie bogato. Rekord to zdanie na siedem linijek, opisujące zdobienia na fotelu. Jest sporo niepotrzebnych powtórzeń (szef był wściekły, co było widać od razu, na pierwszy rzut oka (...)posiada nieograniczona moc i może jej używać bez żadnych ograniczeń (...) powtarzająca się irytująca cisza i złote światło ). Czepiam się? Ano, czepiam się, ale jak mi wydawca na okładce umieszcza, że ,,wyjątkowo dojrzała literacko narracja” jest, to nie ma zmiłuj.  Wiem, że można to zrzucić na karb wieku, ale powtórzę to, co pisałam przy trylogii ,, Fifty shades/ Pięćdziesiąt odcieni” – im szumniejsze hasła reklamowe, tym bardziej surowa ocena końcowa. Niestety, ale taka jest prawda. Siłą rzeczy to wydawcy narzucają punkt widzenia; jeśli ktoś pisze, że oto literackie odkrycie roku/ objawienie epoki, to chcąc nie chcąc, szukamy w powieści tej obiecanej genialności.
Zakończenie jest, wybaczcie, do chrzanu. Z oczywistych względów nie będę się teraz rozwodzić o co chodzi, bo jeśli ktoś ma zamiar sięgnąć po ten tytuł to wszystko zepsuję. Powiem tylko, że strasznie mi się nie podobało – trochę taka brazylijska opera mydlana (czy jak te tasiemce się nazywają), trochę komedia romantyczna.

Książka nie jest tragiczna, powinna przypaść do gustu młodszym (plus minus wiek autorki), mniej wyrobionym czytelnikom. Starsi mogą się po prostu znudzić.* Autorka powinna dać sobie czas na doszlifowanie pióra i stworzenie powieści z bardziej przemyślaną fabułą. Możliwe, że za kilka lat czymś nas zaskoczy. W końcu mówią, że pierwszy krok jest najtrudniejszy, a przecież szlak został już przetarty. Jeśli ujarzmi swój talent i znajdzie pomysł na siebie to z wiekiem jej pisanie powinno być tylko lepsze.

_______________
*generalizuję, żeby nie było. Może się okazać, że powieść rozkocha w sobie czterdziestoletniego intelektualistę z czarnym pasem w karate, więc powyższe traktujcie tylko jak osobistą, delikatną sugestię ;)

10 wrz 2012

,,Magiczne lata" - Robert McCammon


Tytuł: Magiczne lata
Autor: Robert McCammon
Wydawnictwo, data wydania: Papierowy Księżyc, 2012 r.
Ilość stron: 652
Cena: 44, 90 zł

~~***~~



Witajcie w Zephyr.

Tutaj po ulicach hasa Lucyfer, w rzece mruczy Stary Mojżesz, rewolwerowiec mówi ci dzień dobry a większość mieszkańców truchleje ze strachu przed Damą i Księżycowym Człowiekiem. Szklanki grają na instrumentach w czasie mszy, w lesie z kolei możecie znaleźć grot należący do Wielkiego Wodza.

Zapomniałabym o trupie w samochodzie, który spoczywa na dnie jeziora – bezimienna ofiara tajemniczego morderstwa.

Witajcie w Zephyr.

Waszym przewodnikiem zostanie Cory Mackenson.

,,Magiczne lata” to właściwie kronika Zephyr, po brzegi wypełniona niezwykłymi wydarzeniami i intrygującymi bohaterami. Jeśli chcecie wiedzieć więcej – zerknijcie na tylną część okładki. Ale uprzedzam – tak naprawdę mało się dowiecie. Jakakolwiek próba opisania fabuły to dość trudne zadanie. Praktycznie nie da się jej okiełznać i zamknąć w kilku zdaniach.

O ,,Magicznych latach” słyszałam wiele dobrego. Czytając kolejne recenzje, utwierdzałam się nieśmiało w przekonaniu, że nie pożałuję zakupu tej książki. Powieść odstała swoje w kolejce na półce i w końcu trafiła w moje ręce.

Bawiłam się ze Zbójem na trawie, grałam z chłopcami na boisku, ścigaliśmy się wspólnie na rowerach, przeżywaliśmy kinowy seans i pozwoliliśmy się ponieść wyobraźni - powieść tak mnie pochłonęła, że nie zauważyłam umykających stron. Kolejne rozdziały szeleściły pod palcami i niepostrzeżenie dotarłam do podziękowań. Wiecie co? Uwierzcie na słowo, że łzy zakręciły mi się w oczach. ,,Koniec? Jak to? Już? Nie... Tak się nie robi. Nie! Nie! Nie!” – aż miałam ochotę tupnąć nogą. Pożałowałam wręcz swojej łapczywości, która sprawiła, że spędziłam w Zephyr niecałe dwa dni. Z drugiej strony, myślę, że ,,Magiczne lata” to nie jest powieść, którą można sobie rozkładać na raty. Wiecie, coś w stylu ,,dziś przeczytam dziesięć stron, jutro kolejne dziesięć”. Wir wydarzeń i klimat miasteczka wciągają jak Stary Mojżesz (Stary Mojżesz jak już wciągnie, to nie wypuści. Chyba, że... Tss! Nic wam nie zdradzę! Sami szukajcie odpowiedzi, Cory wam pomoże).

Powiedzieć, że w powieści dużo się dzieje, to nie powiedzieć nic. W tym miejscu muszę wyrazić podziw dla kunsztu pisarza – wpleść tak wiele barwnych wydarzeń w rok życia i równie umiejętnie nimi balansować, to wielka sztuka. Łatwo jest przedobrzyć i zaniedbać stare wątki na rzecz tworzenia nowych czy kosztem kreacji bohaterów skupić się na intrydze. Autor perfekcyjnie utrzymuje rozbrykane wątki w ryzach. Również bohaterowie to w większości przesympatyczne postacie, dopracowane i wielowymiarowe. Cory to kumpel jakiego wielu z nas pamięta z dzieciństwa, a jeśli nie – to na pewno chciałoby się mieć takiego przyjaciela. Jest inteligentny, wrażliwy i pełen fantazji, a do tego utalentowany.

Krótko mówiąc: w ,,Magicznych latach” mamy wszystko: namacalnie realny świat, różnorodnych i ciekawych bohaterów oraz wartką akcję.

W powieści nie brakuje również tak zwanych trudnych tematów. Pojawia się przemoc, rasizm, znęcanie nad zwierzętami, depresja, śmierć, rozliczenie z przeszłością oraz próba odnalezienia się w zmieniających się czasach. Można pomyśleć, że przy takim miszmaszu nie da się wpleść już niczego więcej, a jeśli ktoś spróbuje – to zostanie to bardzo pobieżnie potraktowane. Błąd. Pisarz pokazał, że da się to zrobić i to zrobić dobrze.

Niejako naturalną konsekwencją dorastania Cory’ego jest coraz większa świadomość otaczającego go dorosłego świata. Autor wykorzystuje to, by z perspektywy chłopca pokazać na małomiasteczkowej płaszczyźnie problemy dotyczące każdego. Pojedyncze sytuacje stanowią tylko przykłady, wycinki większych problemów, ale mają swoją siłę przebicia i idealnie wpasowują się w fabułę.

,,Magiczne lata” mają kilka punktów wspólnych z ,,TO” Kinga. Na szczęście te elementy stanowią punkty, na których zbudowano dwie odmienne historie. Bardzo pobieżnie rzecz ujmując, ,,TO” zdecydowanie skłania się w stronę horroru, więcej w nim makabrycznych scen. Nie ma jako takiej zagadki do rozwiązania i nie da się ukryć, że większość osób jest zainfekowana złem. Dorastanie bohaterów umyka pod naporem strachu i przemocy, która jest wyeksponowana. ,,Magiczne lata” stoją w pewnym sensie po drugiej stronie barykady. Kryminalne zacięcie i elementy grozy nie kłócą się z pozytywnym ładunkiem emocji i ciepła. Jeśli patrzeć przez pryzmat powieści o dorastaniu, to książka McCammona według mnie jest lepsza. Autor perfekcyjnie zrównoważył chwile grozy z dziecięcą beztroską, szalone przygody z zadumą i powagą. Po prostu stworzył życie.

Wady? Przepraszam, co? Nie natrafiłam nawet na ich najmniejszy okruch (wcale tak nie mówię, bo się obawiam Damy, co to, to nie!). To jest naprawdę powieść dopracowana od A do Z, niczego już chyba nie można dodać, by była pełniejsza.

Zdecydowanie nie jest to powieść ,,na raz”. Może sięgnę po nią za rok, dwa lata albo dziesięć. Wiem jedno – wrócę nad jezioro, na polanę czy do pokoju o ścianach wyklejonych podobiznami słynnych potworów. I to nie jeden raz. Do książki dołączono zapowiedź kolejnej powieści McCammona ,,Łabędzia pieśń”. Mam zamiar sięgnąć po nią nawet w ciemno.

Gorąco polecam. Wpadnijcie koniecznie do Zephyr i ,,Wirującego koła” na koktajl.