20 mar 2012

,,W otchłani" - Beth Revis


Tytuł: W otchłani
Autor: Beth Revis
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012
Ilość stron: 392
Cena: 37 zł


~~***~~


Sol-Ziemia/ Centauri-Ziemia

Przyszłość.

Amy ma siedemnaście lat. Spotyka się z chłopakiem o imieniu Jason i uwielbia biegać. Ma kochających rodziców i przyjaciół. Najprawdopodobniej prowadzi normalne życie nastolatki.

I ma polecieć w kosmos.

Jej matka, będąca naukowcem oraz ojciec-wojskowy, dostali kontrakt. Dzięki swoim umiejętnościom mają lecieć wraz z innymi na nową planetę, oddaloną od Ziemi o trzysta lat. Amy dostaje szanse, by udać się razem z nimi w kosmiczną podróż. Pożegnanie ze znanym życiem nie jest łatwe, ale zwycięża miłość do rodziców. Zostają zahibernowani  i mają spędzić tak całą drogę na pokładzie statku o dumnej nazwie ,,Błogosławiony”. Jednak misterny plan upada, gdy Amy zostaje niewprawnie wybudzona w trakcie podróży, przez co prawie umiera. Nie wie kto, ani po co ją obudził. Nie może zostać ponownie zamrożona. Odkrywa, że na statku oprócz niej i innych uśpionych, jest ktoś jeszcze. Dowiaduje się rzeczy, które powodują, że wielki statek staje się klaustrofobiczną klatką, a szlachetna wizja budowania nowej cywilizacji - kłamstwem. Od tej pory Amy staje się wrogiem numer jeden, a dążenie do prawdy zaczyna być dążeniem do śmierci.

Świat bez inności, świat zmodyfikowany

W książce spotykamy się ze znanym już motywem ,,Wielkiego brata”, który wszystko widzi, wszystko wie, a na dodatek steruje innymi. Mało tego, mamy również do czynienia z fałszowaniem historii oraz dbaniem o czystość rasy! Jeśli do tego dołączymy człowieka z żądzą władzy, który uczynił z siebie pana życia i śmierci oraz nie znosi sprzeciwu i inności, dostajemy, jak to określiła sama bohaterka powieści, Amy – kogoś na kształt Hitlera.

Pisarka skupiła się na opisywaniu życia społeczeństwa, które od kilku pokoleń jest, na dobrą sprawę, uwięzione w statku kosmicznym. Konstruowanie ich świata w taki sposób, by był w miarę wiarygodny dla czytelnika, nie jest  łatwym zadaniem. Jednak wydaje mi się, że pani Revis dobrze z tego wybrnęła. Pozornie idealne i działające jak w zegarku społeczeństwo ma swoje tajemnice, od których włos się jeży na głowie. Praktycznie wszystko podporządkowane jest ,,wyższemu dobru”. A jednostki? Jednostki to bezwolne marionetki, które muszą być produktywne. Na dobrą sprawę na ,,Błogosławionym” nie znano pojęcia indywidualności. Interesujące było na przykład to, kto trafiał do szpitala dla psychicznie chorych i dlaczego istniał taki, a nie inny podział. Jeśli już przy zwyczajach jesteśmy, szczególnie przerażające były ,,Gody” czy używanie substancji zwanej fidusem. Nie zdradzę, o co chodzi, do tego czytelnik musi już dotrzeć sam.

,,W otchłani” między innymi ukazano, jak łatwo ze skrajności uczynić światopogląd. Zły i wypaczony światopogląd, dodajmy. Bezrefleksyjne podążanie za hasłami może być, dosłownie, zabójcze.

Zagubieni w czasie

Całą opowieść poznajemy z dwóch perspektyw: wspomnianej już Amy oraz przyszłego dowódcy statku, zwanego Starszym. Ich rozdziały wzajemnie przeplatają się i uzupełniają, dając nam pełny obraz sytuacji. Oprócz nich poznajemy jeszcze Harley’a, przyjaciela Starszego; Najstarszego, który jest dowódcą statku, Doktora oraz innych mieszkańców ,,Błogosławionego”. Ciekawostką może być fakt, że Amy i Starszego dzieli teoretycznie prawie trzysta lat.

Starszy, zaledwie szesnastoletni, jest uczniem Najstarszego i przyszłym dowódcą. Urodził się na statku i o ziemskim życiu uczy się z materiałów dostępnych w bazie danych. Stara się być posłuszny dowódcy, szanować jego autorytet oraz pilnie się uczyć. Jednak pojawienie się Amy sprawia, że autorytet staje pod znakiem zapytania, a pytania kłębiące się w głowie zostają wypowiedziane na głos. Starszy jest nieźle wykreowaną postacią.  Jednak ,,nieźle” nie znaczy ,,dobrze”. Wypada on blado w porównaniu z Amy, która wydaje się być o wiele bogatszą postacią. Może on spokojnie stanąć w jednym rządku z bohaterami drugoplanowymi. Brak mu charakterystycznych rys, jest mało wyrazisty, przez co ani go nie polubiłam ani nie znienawidziłam.

Postać Amy zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu. Ona broni się dzielnie przed byciem papierową kukiełką. W niektórych momentach nie mogłam powstrzymać skojarzeń z Katniss Everdeen, znanej pewnie wielu czytelnikom z trylogii ,,Igrzyska śmierci”. Amy potrafi być tak samo odważna, dociekliwa i waleczna.  Jest przy tym barwną i ciekawą postacią, jej przeżycia sprawiają, że jej los nie jest nam obojętny.

Wśród postaci budzących sympatię jest artysta Harley. Z kolei do zdecydowanie negatywnych postaci zaliczyłabym Najstarszego.

Dziennik pokładowy

,,Śmiertelna odyseja. Miłość w świecie tyranii i kłamstwa” – to brzmi dumnie, nieprawdaż?  Hasło na okładce może być nieco mylące. Śmierć? Jest. Tyrania? Też. Kłamstwo? W dużych ilościach. Miłość? Tutaj można by polemizować. Wątek romansowy jest tylko cienkim kabelkiem w plątaninie historii. Autorka skupiła się bardziej na budowaniu akcji i napięcia. Osoby spragnione romansu i miłosnych wyznań mogą czuć się rozczarowane, ale szczerze mówiąc – do tej powieści nie pasują uniesienia i westchnienia. Miłość, o której szumnie mówi okładka, nie jest  głównym tematem historii.

,,W otchłani” nie jest idealną powieścią, ale jej plusy zdecydowanie maskują drobne wady.  Jest dobrze napisana, ma klimat, choć zrezygnowano z bogatych portretów postaci na rzecz poprowadzenia historii. Spędziłam z powieścią naprawdę fantastyczny czas. Pochłonęłam ją praktycznie w jeden dzień i już wiem, że nie przegapię premiery drugiego tomu.

14 mar 2012

,,Ocaleni. Życie, które znaliśmy" - Susan Beth Pfeffer


Tytuł: Ocaleni. Życie, które znaliśmy
Autor: Susan Beth Pfeffer
Wydawnictwo i data wydania: Wydawnictwo Jaguar, 2012
Ilość stron: 351
Cena: 34, 90 zł


~~***~~

Życie nastoletniej Mirandy toczy się zwyczajnym torem. Dziewczyna chodzi do szkoły, spotyka się z przyjaciółkami, zajmuje się swoim hobby i przeżywa zauroczenia. Martwi się egzaminami końcowymi i balem. Po rozwodzie rodziców mieszka z matką i braćmi. Jak to w rodzinie – czasem dochodzi do kłótni i nieporozumień.

Jej życie pewnie dalej by tak wyglądało, gdyby nie pewne wydarzenie. Osiemnastego maja w Księżyc uderza asteroida. Początkowo, według uczonych, nie miało to nikomu zagrozić, toteż mieszkańcu tłumnie wyszli wieczorem na ulicę, by zaobserwować ciekawe zjawisko.

Jednak okazuje się, że naukowcy popełnili błąd. Według ich obliczeń, skutki nie powinny być wyczuwalne. Nie powinny, ale tsunami, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, niebo zasnute pyłem i wahania temperatur pokazują, że stało się coś bardzo, bardzo złego.

Zaczyna brakować elektryczności, nie ma jedzenia, komunikacji , benzyny i oleju opałowego. Studnie wysychają i coraz trudniej zdobyć wodę. Rozprzestrzeniają się epidemie, atakuje śmiertelny szczep grypy.

A o tym wszystkich czytelnik dowiaduje się z pamiętnika szesnastolatki.

Przyznaję, po pobieżnym przekartkowaniu książki i zorientowaniu się w formie powieści, zaczęłam się obawiać. Czego? Tego, że dowiem się niewiele o wspomnianej wyżej sytuacji, za to zostanę uraczona przemyśleniami na temat nieszczęśliwej miłości, westchnieniami na temat przystojnego pana X czy Y, narzekaniem na szkołę i podobnymi. Na szczęście Miranda to nie Bella, jak się okazało po lekturze, i dostajemy całkiem ciekawy dziennik z końca świata.

Dziennik jest napisany prostym językiem, niektóre wpisy maja po kilka stron, inne zaledwie jedno zdanie. Historia też nie jest skomplikowana. Poznajemy codzienne życie Mirandy i jej rodziny. Nie ma zwrotów akcji, złych charakterów czy rycerza na białym koniu, który ratuje damę z opresji. Ot kolejna-książka-dla-nastolatków chciałoby się rzec.

Tyle tylko, że ta powieść piekielnie wciąga. Ja osobiście niecierpliwie wypatruję kolejnych tomów na horyzoncie.

Co jest w niej takiego niezwykłego? Dobre pytanie. Ani historia nie jest zbytnio oryginalna, bo temat końca świata był, jest i pewnie będzie opisywany dopóki komuś starczy wyobraźni. Ani forma – bo dziennik był już sukcesywnie wykorzystywany chociażby w serii o Adrianie Mole’u. Język? Już wcześniej wspomniałam – prosty, codzienny. Trudno również powiedzieć, by fascynujące było czytanie setnego wpisu o tym, jak starszy brat poszedł rąbać drewno. Mimo to strony przewraca się z zaciekawieniem. Sądzę, że przyczyną tego jest realność książki. Poznajemy świat u progu zagłady, ale nie tak jak w hollywoodzkich produkcjach – z fajerwerkami , pościgami i idealnym głównym bohaterem. Widzimy go oczami nastolatki, która początkowo nie radzi sobie z nową sytuacją. Poznajemy życie ocalonych z pierwszej ręki. Zresztą, jest w nas pewna ciekawość tego, jak może wyglądać koniec świata i jak sobie z nim radzić. Jest ona wodą na młyn tej książki.

Panika, strach, pogrążenie w modlitwie, walka o przetrwanie z jednoczesnymi próbami utrzymania dawnego życia – każdy z bohaterów próbuje uporać się z nowym życiem na swój sposób. Niektórzy podejmują trudne decyzje i opuszczają rodziny w poszukiwaniu lepszego i bezpieczniejszego miejsca. Wygasająca nadzieja zmusza do trudnych wyborów – ten, kto ma największe szanse na przetrwanie, dostaje żywność kosztem innych.

Jak widać, niewiele w tej książce słodyczy. Jest śmierć, jest strach, jest walka. Zachowanie bohaterów czasem sprawiało, że oczy wychodziły mi z orbit. Potrafią oni być w pewien sposób brutalni czy bezpośredni. W tej książce mamy ludzi z krwi i kości, a człowiek w sytuacji ekstremalnej przekracza niektóre granice.

Nie wspomniałam jeszcze o bohaterach. Z oczywistych względów najlepiej poznajemy Mirandę, ale i jej rodzina nie będzie nam obca. Głowna bohaterka to sympatyczna nastolatka, taka dziewczyna z sąsiedztwa. Z kolejnymi wpisami obserwujemy jej przemianę. Z irytującej chwilami dziewczyny zmienia się w dojrzałą osobę, która dźwiga na swoich barkach odpowiedzialność za rodzinę. Przestaje narzekać i użalać się nad sobą, zamiast tego stara się godnie żyć i zaczyna rozumieć. O pozostałych członkach rodziny można powiedzieć podobnie. Interesująca była postać matki Mirandy, pisarki. Kobieta, chcąc ratować siebie i trójkę dzieci, musiała podjąć wiele dramatycznych decyzji. W tej sytuacji matka była w stanie naprawdę wiele poświęcić dla swoich synów i córki. Kreacji bohaterów nie mogę nic zarzucić.

Podsumowując, ,,Ocaleni” to sprawnie napisana książka, która może przypaść do gustu nie tylko nastolatkom. Może nie wnosi ona nic nowego do poruszanego tematu, ale jest naprawdę ciekawa. Ja ze swojej strony jak najbardziej polecam; warto zapoznać się z codziennym niecodziennym życiem.