19 wrz 2012

,,Yakuza. Bliźniacza krew" - Agata Romaniuk

Spora ilość debiutów przewinęła się przez moje ręce, a w sumie niewielka z tego część to debiuty młodych twórców. Ot, począwszy od serii o ,,Eragonie” Christophera Paoliniego, poprzez ,,Wilka” i ,,Wilczycę” Katarzyny Bereniki Miszczuk, na ,,Dziecku gwiazd: Atlantydzie” Michaliny Olszańskiej kończąc.  Żaden z tych tytułów nie zasłużył na miano lepsze niż średnie czytadło. Teraz na warsztat wzięłam książkę ,,Yakuza. Bliźniacza krew” zaledwie trzynastoletniej autorki. Czy tym razem możemy liczyć na obiecujące odkrycie?


Tytuł: Yakuza. Bliźniacza krew
Autor: Agata Romaniuk
Wydawnictwo, rok wydania: Bellona, 2012
Ilość stron: 472 
Cena: 33,00 zł

_+_+_

Najpierw rzut oka na materiały promocyjne wydawnictwa:

Życie płatnej zabójczyni jest pełne nienawiści i przelanej krwi. To wszystko stało się nieodłącznym elementem życia Namidy, która jako jedyna kobieta zabiła więcej ludzi niż większość mężczyzn w Yamaguchi-gumi - najpotężniejszym gangu Yakuzy. 
Podczas jednego ze zleceń ledwo uchodzi z życiem. Teraz jej celem jest odkrycie tożsamości tymczasowego pracodawcy, który wystawił ją na pewną śmierć. Niestety, nikt nie wie, kim on jest.
Yakuza jest najliczniejszą na świecie organizacją przestępczą, głęboko wrośniętą w kulturę Japonii, z wielowiekową tradycją, sięgającą XVII wieku. Zajmuje się ona biznesem, nielegalnym hazardem, handlem narkotykami, przekupstwami, przemytem, handlem bronią oraz wypełnianiem "zleceń".
Większość z tych elementów odnajdziemy w pasjonującym debiucie trzynastoletniej autorki Agaty Romaniuk, która w swej powieści niezwykle wnikliwie przedstawiła świat japońskiej mafii.
Świetny debiut, wyjątkowo dojrzała literacko narracja. Trzynastoletnia, utalentowana autorka odsłania mroki tajemniczego, japońskiego świata, w którym liczą się pieniądze i układy, przemoc jest codziennością, a litość
i współczucie - nie istnieją.


Niech tradycji stanie się zadość, zaczynam od pozytywnych stron. Po pierwsze: są momenty, kiedy kiwałam głową z aprobatą, głownie były to sceny walki, ale nie tylko. Naprawdę, potencjał, choć nieśmiało, to wyglądał zza kurtyny.  Również sama historia jest dość ciekawa (choć miejscami niedopracowana, o czym później). To mało wymagająca, dość dynamiczna powieść w stylu filmów akcji ,,zabili go i uciekł” na deszczowe, leniwe popołudnie. Krew się leje, trupy padają jak muchy, flaki po pokoju latają – znaczy się, przemoc faktycznie jest. Można też znaleźć kilka przekleństw, ale nic, co byłoby bardzo gorszące ;)

Wpadki? Oj sporo ich. Osobiście powstrzymałam się przed parsknięciem śmiechem, gdy nasza Czarna Mamba wpadła na refleksję w stylu ,,uwielbiała deszcz, w którym nie widać było jej łez”. Po prostu... Serio? Od razu przypomina się kabaret Słuchajcie i ich hit ,,Teraz płaczę”:
Na ulicy ludzie pytają mnie
Hej... człowieku!
Dlaczego chodzisz tu kiedy niebo płacze
A ja odpowiadam im:
Lubię, kiedy pada deszcz
Bo nie widać moich łez

Osoby szukające klimatu Japonii czy chcące zagłębić się w mafijny świat, mogą się rozczarować. O yakuzie napisano niewiele, pojawia się raptem zarys z kilkoma szczegółami, które znamy z filmów lub Wikipedii. Co do wspomnianej Japonii, jest ona tylko makietą, która pozwala na umiejscowienie akcji. Tak więc ta zapowiadana ,,wnikliwość” jest dość na wyrost. Na dobrą sprawę, autorka nam się trochę pogubiła. Niby sporo się dzieje, ale tak naprawdę nic z tego ,,dziania” nie wynika. Wątki rwą się i kończą ślepymi uliczkami. Nie spodobało mi się takie zaczynanie poszczególnych historii i porzucanie ich; wystarczy wymienić chociażby całą płaszczyznę nadprzyrodzoną, próby pomszczenia przez Namidę zamordowanych rodziców i dążenie do spotkania z Shiro, poszukiwania rodziny prowadzone przez Arashiego czy nagłe pojawienie się Yupiteru. Czy to rodzaj furtki prowadzący do kontynuacji? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć.
Wątek romantyczny jest słabiutki. Kuleje, a czasem wręcz pełznie. Nasi bohaterowie to podobno dorośli ludzie (najmłodszy ma bodajże 23 lata), a przy byle dotyku rumienią się i wstydzą jak gimnazjaliści. ,,Miłość”, o ile można to tak nazwać, bierze się znikąd i właściwie nie ma ani śladu jakiegokolwiek przyciągania między naszą parą. Również cała płaszczyzna paranormalna poniewiera się przez całą powieść i właściwie jest ,,bo tak", nie ma konkretnego umiejscowienia w fabule ani sensu.
Nieszczególnie do gustu przypadli mi też nieco sztampowi i infantylni bohaterowie. Namida, Arashi, Axel i pozostali z założenia mieli budzić strach, ale ja miałam wrażenie, że oglądam anime z nastolatkami w roli głównej. Są wybitnie niedopracowani i gdyby nie imiona, tudzież nagminnie powtarzane kolory włosów, to nie bardzo wiedziałabym, z kim mam do czynienia. Cóż, nasza główna bohaterka to taka młodociana Elektra, która wyrywa sobie shurikeny z pleców, otrzepuje się i jak gdyby nigdy nic, idzie dalej. Właściwie to wszyscy są nieśmiertelnymi herosami – wpadają we trójkę do pomieszczenia pełnego członków wrogiej grupy i po pięciu minutach wychodzą. Mogą mieć z pięć strzał w klatce piersiowej, ranę postrzałową uda, ucięte palce, ale i tak zgrabnie odchodzą w stronę zachodzącego słońca.

Pod względem językowym jest przeciętnie i niespecjalnie bogato. Rekord to zdanie na siedem linijek, opisujące zdobienia na fotelu. Jest sporo niepotrzebnych powtórzeń (szef był wściekły, co było widać od razu, na pierwszy rzut oka (...)posiada nieograniczona moc i może jej używać bez żadnych ograniczeń (...) powtarzająca się irytująca cisza i złote światło ). Czepiam się? Ano, czepiam się, ale jak mi wydawca na okładce umieszcza, że ,,wyjątkowo dojrzała literacko narracja” jest, to nie ma zmiłuj.  Wiem, że można to zrzucić na karb wieku, ale powtórzę to, co pisałam przy trylogii ,, Fifty shades/ Pięćdziesiąt odcieni” – im szumniejsze hasła reklamowe, tym bardziej surowa ocena końcowa. Niestety, ale taka jest prawda. Siłą rzeczy to wydawcy narzucają punkt widzenia; jeśli ktoś pisze, że oto literackie odkrycie roku/ objawienie epoki, to chcąc nie chcąc, szukamy w powieści tej obiecanej genialności.
Zakończenie jest, wybaczcie, do chrzanu. Z oczywistych względów nie będę się teraz rozwodzić o co chodzi, bo jeśli ktoś ma zamiar sięgnąć po ten tytuł to wszystko zepsuję. Powiem tylko, że strasznie mi się nie podobało – trochę taka brazylijska opera mydlana (czy jak te tasiemce się nazywają), trochę komedia romantyczna.

Książka nie jest tragiczna, powinna przypaść do gustu młodszym (plus minus wiek autorki), mniej wyrobionym czytelnikom. Starsi mogą się po prostu znudzić.* Autorka powinna dać sobie czas na doszlifowanie pióra i stworzenie powieści z bardziej przemyślaną fabułą. Możliwe, że za kilka lat czymś nas zaskoczy. W końcu mówią, że pierwszy krok jest najtrudniejszy, a przecież szlak został już przetarty. Jeśli ujarzmi swój talent i znajdzie pomysł na siebie to z wiekiem jej pisanie powinno być tylko lepsze.

_______________
*generalizuję, żeby nie było. Może się okazać, że powieść rozkocha w sobie czterdziestoletniego intelektualistę z czarnym pasem w karate, więc powyższe traktujcie tylko jak osobistą, delikatną sugestię ;)

6 komentarzy:

  1. Nie, nie ma mowy, nie sięgnę. Ja już znam te debiuty literackie od siedmiu boleści. I znam język jakim posługują się osoby młode. A język literacki to to nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, a ja się poważnie zastanawiałam nad przeczytaniem tej książki, licząc właśnie na klimat Japonii. Ale ponieważ piszesz, że go praktycznie nie ma, a w dodatku do wieku autorki mi daleko, dam sobie spokój ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. niestety ale to nie moje klimaty, zatem nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba tym razem dam sobie odpuszczę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka to plagiat obszernych fragmentów z bloga mojej koleżanki
    dobre fragmenty należą pewnie do niej, reszta to dopisana na kolanie dziwna papka tej złodziejki
    zapewniam ze blog jest lepszy, nadal trwa i dlatego zakończenie książki nie ma sensu

    więcej info na
    http://akrylove.blogspot.com/2014/10/breakin-law.html

    OdpowiedzUsuń