27 gru 2012

,,Crank" - Ellen Hopkins

Życie było dobre
zanim
poznałam
                                      Potwora

                                       Później, 
                                       życie

było świetne

Przynajmniej

na chwilę...
 

Crank (Crank, #1)
Tytuł: Crank
Autor: Ellen Hopkins
Wydawnictwo, rok wydania: Margaret K. McElderry Books, 2004
Ilość stron: 537

Polskie wydanie
brak informacji 

~~***~~


Biały pył na lustrze

Kristina jest zwykłą szesnastolatką. Mieszka z matką, ojczymem i rodzeństwem. Jest dobrą uczennicą i nigdy nie sprawiała większych problemów wychowawczych. Złakniona relacji z biologicznym ojcem, odwiedza go w czasie wakacji. Niestety, wizyta, która miała naprawić ich stosunki i wypełnić pustkę w życiu Kristiny, zamieniła się w maraton z Potworem, długoletnim przyjacielem ojca.

Kim jest Potwór?
Ma wiele imion: crank, ice, meth…
Metamfetamina.

Związek z Potworem zaczyna nowy rozdział w życiu Kristiny – pełen bólu i zniszczenia, zakamuflowanych pod chwilami latania pośród kolorów, zalewu emocji i seksu.
Słodkie chwile oderwania od rzeczywistości to nie tylko zasługa Potwora, ale i Bree – przewodniczki w burzliwym świecie i jednocześnie… Alter-ego Kristiny.
Śmiała i wyzwolona Bree reprezentuje wszystko to, czego obawia się Kristina. Sięga po narkotyki, flirtuje z chłopakami i nie krępuje się niczym.

Kristina/ Bree powoli traci kontrolę nad swoim życiem w ślepym pędzie po kolejną działkę.
Czy zdoła zatrzymać się zanim będzie za późno?

Powieść w formie wiersza

Historia Kristiny, mająca swe podłoże w prawdziwych wydarzeniach, które dotknęły rodzinę autorki, nie jest specjalnie wyróżniająca się wśród opowieści o zmaganiach z narkotykami i uzależnieniem. To sposób, w jaki Ellen Hopkins opowiada o życiu Kristiny sprawia, że ,,Crank” jest czymś wyjątkowym.

,,Crank” jednocześnie i jest, i nie jest książką trudną w odbiorze. Autorka używa prostego języka, opowiadając swoją historię, ale sposób, w jaki to robi, grupując słowa w graficzne układy i zamieniając prozę na liryczne strofy, wymaga od czytelnika skupienia. Często każdy wiersz-rozdział można czytać na dwa sposoby, odkrywając nowy sens.

Forma, jaką wybrała Ellen Hopkins sprawia, że wiele rzeczy czytelnik musi sobie dopowiedzieć sam. Możemy zapomnieć o rozwlekłych opisach czy linijkach dialogów. Nie znaczy to, że ,,Crank”  jest powieścią ubogą. Jest raczej pozbawiona zbędnych ozdobników i przegadania; pisarka poszatkowała prozę, jaką znamy i uformowała ją w białe wiersze. Dzięki temu ma w sobie energię, która nomen omen, odurza czytelnika. Sprawność w posługiwaniu się słowem sprawia, że wystarczy pisarce kilka słów by nakreślić wstrząsającą scenę. Niektóre wiersze składają się wyłącznie z rozsypanych na kartkach wyrazów. Tradycyjna proza możliwe, że nie miałaby aż tak silnej wymowy.

Ona + ona + Potwór

Kristina jest naprawdę ciekawą postacią. Biorąc pod uwagę formę powieści, autorce należy się wielki plus za stworzenie tak wielowymiarowej postaci. Główna bohaterka próbuje wyrwać się z więzów uzależnienia, a czytelnik wraz z nią przeżywa narkotyczne wizje i głód kolejnej działki. Choć jest spragniona miłości i chce zapełnić pustkę w sercu, odcina się od rodziny. Zagubiona, w swoich poszukiwaniach najpierw trafia do ojca, później wydaje jej się, że znalazła odpowiedzi w kolejnych chłopcach i Potworze.
Jej destrukcyjna relacja z narkotykami jest fantastycznie opisana, można odnieść wrażenie, że Crank jest kimś w rodzaju żywej osoby. Wydarzenia, w których uczestniczy Kristina niejednokrotnie mną wstrząsnęły, jednocześnie dając do zrozumienia, jak potężne może być uzależnienie – jest się w stanie zrobić absolutnie wszystko, wyłączają się jakiekolwiek hamulce, o zdrowym rozsądku nie wspominając.
Nie do końca rozumiem sens stworzenia podziału na Kristinę i jej drugą twarz Bree, ale to tylko moje odczucie – nie ujmuje to książce w żaden sposób.

Crankcoaster

Powieść wciąga i szokuje, ale nie poucza na siłę (,,narkotyki to zło, bo tak!”). Dostajemy dobrze zobrazowane skutki i szkody zarówno na ciele jak i psychice. ,,Crank” to codzienna obserwacja osoby wciągniętej w narkotykowe bagno. Fakt, że Ellen Hopkins opiera się na swoich przeżyciach (jej córka była uzależniona od Potwora), nadaje temu dodatkową wymowę – zdajemy sobie sprawę, że nie jest to fantazja, historia całkowicie zrodzona w wyobraźni po przeczytaniu jakiejś książki czy artykułu.

Pozostaje mi tylko sięgnąć po dalsze tytuły pióra Ellen Hopkins i wyrazić nadzieję, że jedno z polskich wydawnictw zdecyduje się na zakupienie praw i wydanie tych niesamowitych powieści.

_______________________
Blog poświęcony cytatom z książek Ellen Hopkins; można zobaczyć, jak wyglądają przykładowe strony z wierszami:
 http://fuckyeahellenhopkinsquotes.tumblr.com/

22 gru 2012

,,The fault in our stars" / ,,Gwiazd naszych wina" - John Green

The Fault in Our Stars 

Tytuł: The fault in our stars
Autor: John Green
Wydawnictwo, rok wydania: Penguin Books, 2012
Ilość stron: 313


Polskie wydanie:
Tytuł: Gwiazd naszych wina
Data wydania: zapowiedź
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ilość stron: 312
Cena: 34.90 zł
Strona wydawnictwa:  http://www.bukowylas.pl/ksi%C4%85%C5%BCki/gwiazd-naszych-wina


~~***~~



Są takie dni, pewne dni, kiedy do naszych rąk wpada książka w niepozornej okładce, z nazwiskiem autora, które niewiele nam mówi. Majaczące się w myślach szczątki opinii, na które gdzieś natrafiliśmy, szepczą uparcie, by po ten tytuł sięgnąć.

Ja miałam tak z ,,The fault in our stars”. Gdzieś kiedyś natrafiłam na ten tytuł, dodałam do wirtualnej biblioteczki, ale w zalewie innych książek po prostu się rozpłynął. Później, podczas wizyty w księgarni mój wzrok przykuł błękitny grzbiet wciśnięty pomiędzy młodzieżówki. Wiedziona przeczuciem zlitowałam się nad jedynym egzemplarzem tej powieści i zabrałam go do domu (i pięć innych książek też, przy okazji ;) ).

Po opisie i wiedziałam, i nie wiedziałam, czego się spodziewać. Z książek o tematyce ,,chorobowej” czytałam już ,,Zanim umrę”, ,,Biała jak mleko, czerwona jak krew” i ,,Bez mojej zgody”, więc wiedziałam, że taki temat można opisywać w różny sposób, stawiając na humor, wzruszenie czy kontrowersje.

,,The fault in our stars” zdecydowanie stawia na humor, inteligentny humor, choć nie brakuje wzruszeń i szczypty makabrycznego humoru. Zarówno Hazel, jak i Augustus i Isaac żartują ze swoich chorób w sposób, który może szokować postronnych. Oswajają w ten sposób rzeczywistość, dodając sobie siły. Nie brak również wielu spostrzeżeń z punktu widzenia chory – zdrowy na temat współczucia, wsparcia, leczenia. Hazel chociażby wspomina o małych zaletach bycia chorym. Takie poszukiwanie dobrych stron w złej sytuacji najdobitniej pokazuje, jak wiele jest w niej nadziei.

Hazel i Augustus to nietuzinkowi bohaterowie z charakterkiem, mający swój mały świat. Polubiłam ich, ich optymizm i spojrzenie na świat, które pozwala przetrwać najgorsze burze. Ich dowcipne dialogi przeplatają się z głębszymi spostrzeżeniami oraz refleksjami na temat choroby. Hazel jest mądrą i dojrzałą szesnastolatką, a rok starszy Gus w niczym jej nie ustępuje. Pomimo trudnej sytuacji rozwijają swoje zainteresowania, spotykają się z rówieśnikami a nawet decydują się na szaloną eskapadę.

Mimo wszystko nie jest to powieść wyłącznie o chorobie, pojawiają się również inne wątki, w tym zakręcona historia z ulubionym pisarzem Hazel czy relacja dziewczyny z Augustusem. To barwna historia, poruszająca wiele problemów, ale niczego nie gloryfikująca. Tutaj choroba jest chorobą, z całą fizjologią, której autor ani nie ukrywa, ani nie opisuje zbyt szczegółowo. Postacie nie są superbohaterami, ich ciała odmawiają posłuszeństwa, ale o tym się pisze, nie milczy. Urzekający również jest pomysł dzielenia marzenia, które jak nic zbliża do siebie dwie osoby. Właściwie to chyba jest motor napędowy powieści – marzenie.

Powieść przypadła mi do gustu ze względu na humor oraz język, którym posługuje się autor. Jego wnikliwe obserwacje oraz kreacja bohaterów tworzą trzon naprawdę wciągającej historii. Powinna trafić do nastolatków, jako że potencjalnie to oni są grupą docelową, ale na pewno spora część dorosłych znajdzie w ,,The fault in our stars” coś dla siebie.

Wiem już na pewno, że sięgnę po dalszą twórczość Johna Greena, ponieważ to pierwsze spotkanie uważam za bardzo owocne, a znajomość wartą kontynuowania ;)

,,The fault in our stars” serdecznie polecam każdemu.

6 gru 2012

,,Pandemonium" - Lauren Oliver



Pandemonium - Lauren Oliver


Tytuł: Pandemonium
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo, rok wydania: Otwarte, 2012
Ilość stron: 376
Cena: 34, 90 zł


*_*_*


Po lekturze ,,Delirium” miałam na tyle pozytywne odczucia, że z nutką niecierpliwości czekałam, aż dostanę w swoje ręce drugi tom. Po obiecującej, choć niepozbawionej wad części pierwszej, wiedziałam już, czego  mogę się spodziewać. Wiedziałam? Cóż, teraz, po lekturze ,,Pandemonium”, powinnam raczej napisać ,,wydawało mi się, że wiem czego mogę się spodziewać”. Oto okazało się, że powieść przerosła moje oczekiwania, a szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Lauren Oliver.

Pierwszy tom zakończył się dramatycznie – Lena i Alex w trakcie ucieczki zostali rozdzieleni, chłopak został śmiertelnie ranny, a dziewczyna uciekła do Głuszy. W tym tomie dowiemy się, co się stało po ucieczce (przeszłość) oraz co się dzieje obecnie w życiu Leny (teraźniejszość). Rozdziały podzielone na ,,wtedy” i ,,teraz” przeplatają się, dzięki czemu akcja jest dynamiczna a powieść trzyma w napięciu. Będziemy świadkami wielu dramatycznych wydarzeń i poznamy życie po obydwu stronach barykady – zmagania Odmieńców w Głuszy i działania opozycji kontra działania w AWD (Ameryka Wolna od Delirii). Pojawiają się również nowe strony konfliktu – niejakie Hieny oraz mieszkańcy kanałów. Ten tom jest zdecydowanie ciekawszy i bogatszy pod względem wykreowanego świata.

Burza oklasków należy się autorce za opisanie ponownych narodzin Leny. Transformacja dziewczyny metaforycznie ukazana poprzez przedzieranie się przez las jest chyba jedną z najlepszych scen w książce. Gdy Lena brnie wraz z przyjaciółmi przez śnieg i mróz w lesie, czytelnik czuje jak mroźne powietrze rani mu gardło. Gdy Lena ucieka przed oprawcą bądź walczy z nim, w żyłach tak samo krąży niepokój i adrenalina, a płuca palą żywym ogniem. Gdy między Leną a Julianem iskrzy, nawet serce czytelnika bije szybciej. Pisarce udała się niełatwa sztuka – poprzez książkę splotła ona swoje postacie i czytelnika więzią współodczuwania. Sprawiła, że nie jest nam obojętne, co się dzieje z bohaterami, nie przewracamy kolejnych stron tylko po to, żeby dobrnąć do końca.

Jak już tak słodzę, to pozachwycam się jeszcze kreacją bohaterów. Pisarka w tym tomie zdecydowanie odrobiła lekcje – stworzone przez nią postacie są zupełnym przeciwieństwem nijakich marionetek. Oni są jak najbardziej realni. Szczególnie zwracam tutaj uwagę na Lenę. Jest ona wielowymiarową postacią, którą aż chce się słuchać i poznawać, czego nie można powiedzieć o niektórych bohaterkach innych książek. Jeśli zaglądacie do książek kierowanych do młodzieży, w których narratorką jest nastoletnia dziewczyna, to wiecie dobrze, że spora część monologów skupia się na zachwytach nad rzeźbą mięśni brzucha absolutnie boskiego chłopaka nawet jeśli aktualnie świat jej się wali, a do drzwi puka seryjny morderca. W przypadku ,,Pandemonium” nie musimy się tego obawiać. Tutaj najważniejsze są emocje, skomplikowane uczucia w świecie, który tych uczuć chce każdego pozbawić. Autorka zapoznaje nas z rozterkami Leny związanymi z działaniem w opozycji, jej tęsknotę za Aleksem, pragnienie zemsty oraz próbami okiełznania świata, gdy dla każdej osoby trzeba zakładać inną maskę. Lena jest dojrzała, próbuje znaleźć cel w życiu, ale nie brakuje jej również dystansu i autorefleksji związanej z tym, jak postępuje.
Pozostali bohaterowie nie są ani kryształowi, ani zepsuci do szpiku kości. Jedyna zdecydowanie zła postać to Thomas Fineman, ojciec Juliana, człowiek zaślepiony władzą i uprzedzeniami, który w imię słusznej (według niego) idei jest w stanie poświęcić wszystko, nawet własne dzieci. Z kolei działacze opozycji, w tym tomie reprezentowani przez Tacka i Raven, wydają się być tymi dobrymi, choć wojna wymusza na nich postępowanie, które stawia pod znakiem zapytania ich dobroć. Autorka naprawdę starała się unikać wyłącznie czerni i bieli, oddzielania grubą krechą dobra od zła.

Powieść jest iście piekielnie wciągająca – odłożenie jej wymaga naprawdę silnej woli, a i tak trudno rozstać się z nią na dłużej. Sama za każdym razem dziwiłam się, gdy widziałam, jak szybko część ,,przeczytane” robi się coraz grubsza. ,,Pandemonium” całkowicie zatarło niedociągnięcia ,,Delirium” i przywróciło moją wiarę w to, że powieści dla nastolatków można pisać mądrze i z polotem, kreując własny świat i opisując go z lirycznym zacięciem.

Jeśli dobrze kojarzę, ostatni raz takie emocje towarzyszyły mi podczas czytania ,,Igrzysk śmierci” i ,,Harry’ego Pottera” . Pewnie nie jest to tytuł, który wywoła takie rewolucje jak wspomniane przed chwilą serie, jednak nie znaczy to, że jest od nich gorszy. Na tle książek przeznaczonych dla młodych czytelników ,,Pandemonium” trzyma naprawdę wysoki poziom. I tylko jednego Lauren Oliver nie wybaczę, mianowicie zakończenia. To prawie jak tortury, szczególnie, że premiera trzeciego tomu przewidziana jest dopiero na wiosnę 2013 roku. Założę się, że i wy się z tym zgodzicie, gdy już przeczytacie ,,Pandemonium”. Tak jak i ja będziecie podekscytowani oczekiwać na dalsze losy Leny.

28 lis 2012

,,Alice in Zombieland" - Gena Showalter

Chciałabym wrócić i zrobić tysiąc rzeczy inaczej
Powiedziałabym mojej siostrze nie
Nigdy nie poprosiłabym mojej mamy, by porozmawiała z moim tatą
Zamknęłabym swoje usta i połknęła te nienawistne słowa
Albo, pomijając to wszystko, chciałabym przytulić moją siostrę, moja mamę i mojego tatę po raz ostatni
Chciałabym im powiedzieć, że ich kocham
Chciałabym...
Tak, chciałabym.


Tytuł: Alice in Zombieland
Autor: Gena Showalter
Wydawnictwo, data wydania: Mira Ink, 2012
Ilość stron: 409

~~***~~
 

Na dźwięk słów Alice In Zombieland oczyma wyobraźni ujrzałam sceny rodem z American McGee’s Alice i Alice Madness Returns pomieszane ze szczyptą Resident Evil, okraszone niepokojącymi klimatami i mrocznymi barwami.  (Dla tych, którzy mogą nie kojarzyć wymienionych gier i filmu, zamieszczam pod recenzja kilka linków, które pomogą zorientować się w sytuacji  ;) )

Początek był obiecujący. Sielanka z młodszą siostrą, którą łatwo sobie wyobrazić w pastelowych, delikatnych kolorach. Niepokój wpełzający na scenę pod postacią zachowania ojca. Akcja, jak na razie, rozgrywająca się w nieznanym miejscu i czasie.  Las, cmentarz i zagrożenie czyhające nocą.

Groza, groza wszędzie, co to będzie, co to będzie…?

Niestety, kiedy potem okazało się, że nasza Alice żyje sobie w czasach jak najbardziej nam współczesnych i idzie właśnie do liceum, zaczęłam mieć złe przeczucia. Niewiele się pomyliłam. Zderzenie z książkową rzeczywistością i bolesny guz na czole zapieczętowało spotkanie Alice z KOLEJNYM złym chłopcem. Wierzę, że jesteście domyślni i nie muszę streszczać, jak się sytuacja rozwinie. Dla tych, którzy przespali zajęcia z Romansu paranormalnego dla nastolatków 101, pokazuję i tłumaczę na schemacie poniżej:

Nastoletnia bohaterka + tajemniczy/ przystojny/ nieznajomy chłopak z zabójczym spojrzeniem + potwory latające w tle - romans

Alice, zabójczyni zombie, przypomina kropka w kropkę inne nastoletnie bohaterki romansów paranormalnych – zakochuje się w złym chłopcu i odkrywa u siebie znienacka super-hiper-pro-niezwykłe moce. To by było na tyle. Wątek romansowy nawet nie próbuje być oryginalny. To koszmarnie zajeżdżony schemat, który tłuką (bo wykorzystują to za delikatnie powiedziane) autorki/autorzy średnio poczytnych romansideł ze szczyptą paranormalną. O chłoptasiu imieniem Cole się nawet nie będę rozpisywać – tatuaże, enigmatyczna osobowość, skłonność do kontroli – zajrzyjcie sobie do Szeptem, Beautiful Disaster, Miasta Kości. Tyle, że tam wykreowano ich o niebo lepiej (co nie znaczy, że nie działają na nerwy i nie są własnymi kopiami).Właściwie wątek romansowy to skóra zdjęcia z Szeptem, jest równie miałki i mdły, że nawet czytelnik nie ma siły się irytować.

W ramach udawania, że Alice in Zombieland to nie tylko romans, ale i akcja, pojawia się Ten Zły, który chce wykorzystać zombie do swoich celów i tradycyjnie robi wszystko by przeszkodzić Naszym Dobrym, czyli Alice i spółce.  Mamy ze dwa starcia, trochę treningów, krew się leje, siniaki rozkwitają na skórze. Nasza biedna bohaterka, jak na nowicjuszkę przystało, co rusz jest łatana kolejnymi metrami szwów. Żeby nie było, że jest tak do końca tragicznie, mamy aż jeden zwrot akcji, który dźwiga na swoich barkach całą fabułę.

Alice stara się obronić przed byciem papierową kukiełką, ale za to reszta bohaterów jest jednowymiarowa i ze wszech miar nudna. Żadnych cech indywidualnych, nie różnią się między sobą i nic ich nie odróżnia od postaci z innych książek. Tam, gdzie jest Cole mógłby być przykładowo Patch – żadnej różnicy. Znajomi Alice i Cole’a istnieją jako odrębne jednostki tylko dzięki imionom, inaczej byli by jednolitą masą.
Wracając do głównego tematu: moje nadzieje na horror i historię Alice opowiedzianą na nowo pękły niczym bańki mydlane.  Na tej płaszczyźnie to najzwyklejszy, schematyczny i fabularnie prosty jak drut romans paranormalny dla nastolatków. Dobry na totalne odmóżdżenie, jeśli nie macie nic przeciwko brakach w oryginalności.
Sytuację nieco ratuje sposób, w jaki autorka kreuje zombie. Nie są one tak do końca bezmyślnymi zwłokami, które polują na ludzkie ciała. Nie spotkałam się z tym wcześniej. Autorka wplotła w to sprawy materii duchowej, starając się ubarwić historię i wnieść coś nowego. Również na plus można zaliczyć nieśmiałe próby stworzenia nowej zombie-mitologii, całej otoczki związanej z walką, ich powstaniem i magią.

Czy jest to zła powieść? Aż tak źle jej nie oceniam. Spodziewałam się, że książka inspirowana Alicją w Krainie Czarów będzie barwniejsza i bardziej zakręcona. Szkoda, że potencjał i tak dobry pomysł nie zostały wykorzystane. Gdyby zamiast Alice wstawić inne imię, historia potoczyłaby się tym samym torem, jednocześnie mając tyle samo wspólnego z Alicją w Krainie Czarów. Niewiele mamy nawiązań do oryginału – możemy próbować je wyłuskać z fabuły, ale będzie to raczej doszukiwanie się na siłę. Liczyłam na większe wpływy Carrolla w inspiracji autorki. Poza tytułową Alice, sceną otwierającą powieść oraz motywem królika, trudno znaleźć  inne tropy prowadzące do Krainy Czarów. Nasuwa się również pytanie, po co autorka nawiązała do postaci Alicji z Krainy Czarów, skoro tak naprawdę trudno się czegokolwiek doszukać? Cóż, prawdopodobnie chodziło o coś na kształt chwytu reklamowego – gdyby nie chwytliwy tytuł i popularna,  znana wszystkim postać, książka pewnie utonęłaby w zalewie innych tytułów. Szkoda, że wybija się tylko ładną okładką i intrygującym opisem. Tylko.

Muszę przyznać, że oczekiwałam czegoś lepszego i bardziej oryginalnego. Alice In Zombieland niestety brakuje klimatu grozy, jak w Lesie Zębów i Rąk czy dynamiki i lekkości Miasta Kości chociażby. Jeden zwrot akcji to zdecydowanie za mało by utkwić w pamięci na dłużej i wyróżnić się ze stosu książek o tematyce paranormalnej dla nastolatków. Nie wiem, czy sięgnę po kontynuację. Właściwie cała ta historia mogła zostać zamknięta w jednym tomie. Może jeśli nie będę miała w planach czegoś ciekawszego a opis drugiego tomu będzie naprawdę zachęcający. 

___________________________________________________
 http://pl.wikipedia.org/wiki/American_McGee%27s_Alice
 http://pl.wikipedia.org/wiki/Alice:_Madness_Returns
 http://4.bp.blogspot.com/-BpyvIJvXWvU/TdAlFS4R2-I/AAAAAAAAAMk/lyZxqaSJhaQ/s1600/american-mcgees-alice.jpg
http://2.bp.blogspot.com/-p9GNAfdqY54/UE6zW8S7_KI/AAAAAAAAAI4/u6rOliMbUKw/s1600/alice-madness-returns.jpg