26 lis 2011

,,Biała jak mleko, czerwona jak krew" - Alessandro D'Avenia


Tytuł: Biała jak mleko, czerwona jak krew
Autor: Alessandro D'Avenia
Wydawnictwo i rok wydania: Znak literanova, 2011
Ilość stron: 312
Cena: 31, 90 zł


~~***~~


So lately
I've been wonderin'…

 
Kolory... Otaczają nas każdego dnia. Mamy swój ulubiony kolor, każdy z czymś nam się kojarzy. A czy potrafimy przypisać kolory uczuciom? Czy potrafimy w codziennym życiu zwracać uwagę na barwy?

Kolory mają wielkie znaczenie dla Leo, bohatera powieści ,,Biała jak mleko, czerwona jak krew" autorstwa Alessandro D'Avenia. Już sam tytuł wskazuje, że odgrywają one olbrzymią rolę w książce. Są liniami, które splatają słowa w niezwykłą historię. Jest ona wielobarwnym materiałem, swoistym patchworkiem, w którym każdy może odnaleźć fragment ze swojego życiorysu.

Leo jest śmiałym, energicznym, może nawet nieco bezczelnym nastolatkiem. Przypomina huragan – wszędzie go pełno, skupia na sobie uwagę i nie umie przejść niezauważony. Onieśmiela go i poskramia jego lwią naturę tylko jedna osoba, rudowłosa Beatrice. Śliczna dziewczyna jest obiektem westchnień głównego bohatera, który dyskretnie próbuje zwrócić jej uwagę na siebie. Przy przedstawianiu postaci nie można pominąć Silvie. Przyjaciółka Leo, jego powierniczka i bezpieczna przystań o oczach koloru morza. Pojawia się również Niko, kumpel Leo oraz Naiwniak – nauczyciel, jakiego większość z nas bardzo chciałaby poznać w czasie swojej edukacji szkolnej. Cała plejada barwnych postaci, z rodzicami bohatera na czele, przewija się przez stronice książki. Nikt absolutnie nie jest papierowy i sztuczny. Te osoby żyją, mają mięśnie, skórę, krew, własne problemy i uczucia. Potrafią zirytować, potrafią rozśmieszyć przez łzy. Współczujemy im, albo kibicujemy.

Who will be there to take my place
When I'm gone you'll need love
To light the shadows on your face


Na początku, muszę przyznać, powieść mi się podobała, choć zastanawiałam się, skąd te wszechobecne zachwyty, skoro to zwykła opowiastka o nastolatku zauroczonym ładną dziewczyną. W miarę rozwoju akcji, moje uczucia coraz bardziej skłaniały się w stronę zachwytu. Nie dajcie się zmylić, nastoletnia miłość, którą serwuje nam autor, to pułapka, która potem nie chce nas wypuścić. Naiwnie myślałam, że mam w ręku najzwyklejszy na świecie romans, a zanim się obejrzałam, w kącikach oczu miałam łzy. Autor uśpił moją czujność i zakładam się, że zrobił to z uśmiechem na ustach, by potem zerwać zasłonę i pokazać mi, jak bardzo się myliłam. Bo ta opowieść jest wszystkim, ale nie historyjką o tym, jak chłopak zakochał się na zabój w urodzie dziewczyny. Źle oceniłam Leo, przyznaję. I niby pojawia się w tej historii stary jak świat wątek ,,on, ona i ta trzecia”, ale myślę, że tutaj jest on niezbędny i do tego bardzo dobrze poprowadzony.

And maybe I'll find out
A way to make it back someday
To watch you to guide you
Through the darkest of your days


Powieść pokazuje nam, że nigdy nie należy tracić nadziei, a w każdej, nawet najtrudniejszej chwili, można znaleźć coś pięknego i wartościowego. Beatrice uczy Leo innego patrzenia na świat, jego rodzice pokazują mu, czym jest miłość, a Sylvie jako wierna przyjaciółka pozwala milczeć, gdy ból nie pozwala już wypowiadać słów. Metamorfoza, jaką przechodzi Leo, jest niezwykła. Od irytującego, bezczelnego nastolatka, który ciągle był na ,,nie” i chamsko odzywał się do nauczycieli do dojrzałego młodego mężczyzny. Zaczyna szanować cudzy światopogląd, a nawet szukać w nim pomocy i odpowiedzi na dręczące go pytania. Przechodzi od ,,ja” do ,,ty” by ostatecznie zatrzymać się na ,,my”.

Co mnie jeszcze urzekło, to język, jakim posługuje się autor. Może wydawać się to odrobinę nierealistyczne, bo rzadko kto w codziennym życiu mówi takim, można by rzec, poetyckim językiem. Nie jest on specjalnie trudny, pisarz używa prostych słów, ale łączy je w treściwe, pełne emocji zwroty. Książka jest nie tylko przesycona kolorami, ale i pięknymi metaforami. Często w powieściach w domyśle kierowanych do nastolatków tego mi brakuje.

I know now just quite how
My life and love might still go on
In your heart and your mind
I'll stay with you for all of time

 
Niektórzy mogą zarzucić powieści, że to zwykły wyciskacz łez. Coś w tym jest, bo natężenie emocji w tej książce mogłoby złamać niejednego czytelnika. Ale czy to znaczy, że jest tandetna i ckliwa? Nie! Jest w niej miejsce na radość i na smutek. Na otwarte cierpienie i na intymność. To po prostu opis normalnego życia. Życia, które prowadzi wiele osób. Chyba każdy doświadczył utraty kogoś bliskiego oraz miłości. ,,Biała jak mleko, czerwona jak krew” wyciska łzy nie przez swoją cukierkowatość (bo takowej nie ma), ale przez swoją prawdziwość. Nie dostajemy ugrzecznionego, lukrowanego romansu, który uspokoi sumienie. Dostajemy historię, która uderza w nas kolorami i zostawia z refleksją ,,przecież to mogło być o mnie…”.

Nie porównujmy ,,Białej jak mleko, czerwonej jak krew” do ,,Love story”. ,,Biała…” ma w sobie tyle lirycznego uroku i magii, że grzechem jest ją stawiać w czyimkolwiek cieniu. Niech będzie klasą samą w sobie, bez czyjejkolwiek rekomendacji.

Piękna książka.

----------
Cytaty pochodzą z utworu The Calling - Wherever You Will Go.

18 lis 2011

,,Zbuntowane anioły" - Libba Bray


Autorka: Libba Bray
Wydawnictwo i data wydania: Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010
Ilość stron: 488
Cena: 29, 90 zł


~~***~~


Na wstępie powiem otwarcie: jeśli ktoś po ,,Mrocznym sekrecie” spodziewa się w kontynuacji mrożącej krew w żyłach powieści grozy osadzonej w wiktoriańskiej Anglii (skądinąd szalenie ostatnio popularny temat w książkach spod znaku paranormal romance), to niech ominie ,,Zbuntowane anioły” a może i nawet moją recenzję, i poszuka czegoś innego. Jeśli jednak ktoś jest ciekaw, co przydarzyło się damom ze Spence, zapraszam do dalszej części tekstu.

W drugim tomie trylogii ,,Magiczny krąg” dalej poznajemy losy Gemmy, Ann i Felicity. Dziewczęta poza nauką w Akademii Spence, przygotowaniami do debiutu oraz zmyślaniem dla jednej z nich nowej tożsamości, muszą również radzić sobie z magią. Po jej uwolnieniu, o czym była mowa w tomie pierwszym, w Międzyświecie zapanował chaos. Nieposkromiona siła kusi zarówno stronę dobra jak i stronę zła. Podstępem próbują one wkraść się w łaski jedynej osoby, która może odnaleźć mityczną Świątynię – źródło wszelkiej magii. Osoba będąca kluczem do Świątyni może przekazać władzę wybranej osobie. Kluczem tym, jak nietrudno zgadnąć, jest Gemma. Tajemnicza Kirke Seryjna Morderczyni, Zakon-jest-ale-jakby-go-nie-było oraz stowarzyszenie Rakshana Siejemy Grozę i Zniszczenie Spółka Z.O.O stają do wyścigu o władzę nad Świątynią. Jednak by ją zdobyć muszą najpierw przeciągnąć na swoją stronę Gemmę. Dziewczynę nawiedzają dziwne wizje, duchy oraz... Kartik, którego jedynym zadaniem jest rzucanie przez całą powieść ,,pełnego grozy” rozkazu o poskromieniu magii.

Ciężar akcji przesuwa się z Akademii na wiktoriański Londyn. Co prawda, autorka nie zagłębiła się opisywanie miasta, więc osoby spragnione bogatej w szczegóły londyńskiej panoramy będą zawiedzione. Z kolei nieco więcej niż w tomie pierwszym dowiadujemy się o Międzyświecie. Autorka wprowadza kolejne krainy oraz żyjące w nich istoty, jednak nie poświęca zbyt wiele uwagi na ich opisy. Wielka szkoda, bo magiczna kraina jest ledwie nakreślona. Wspomnienie nazwy plemienia czy obszaru to zdecydowanie za mało. Pomysł pani Bray ma w sobie wielki potencjał, ale jak na razie nie jest on wykorzystywany.

O Gemmie można powiedzieć, że jest dość wyrazistą postacią, ale za to Felicity i Ann – już nie. Wtapiają się w korowód postaci razem z Pippą, Simonem, Kartikiem i resztą. Żaden z bohaterów nie wzbudził we mnie większej sympatii ani niechęci, nawet złowieszcza Kirke. Wracając do Gemmy – dziewczyna zmienia się, dorasta i to widać. Przestaje być naiwną panienką, myślącą tylko o małżeństwie i udanym debiucie na salonach. Troszczy się o ojca, zdaje sobie sprawę z tego, że jej bliskim grozi niebezpieczeństwo. Nie traktuje magii z lekceważeniem, nie pozwala sobą manipulować. Można nawet powiedzieć, że poświęca własne szczęście dla innych.

Mam wrażenie, że autorka chce spróbować wszystkiego po trochu i próba złożenia tego w całość wymknęła się jej z rąk. Mam tutaj na myśli nieszczęsne romanse Gemmy. O ile ten z Kartikiem można jeszcze przełknąć, o tyle flirt z Simonem wprowadza niepotrzebne zamieszanie, niczego nie wnosi i jest zupełnie nieprzekonujący. Takie ,,rozmienianie wątków na drobne” nie służy powieści.

Mimo kilku wad, powieść podobała mi się bardziej niż jej poprzedniczka. Zdecydowanie bardziej wciąga, świat przedstawiony nie jest może skonstruowany w pełni, ale na pewno jest bogatszy od tego w tomie pierwszym. Sięgnę po ostatnią część trylogii, jeśli będę miała okazję, bo naprawdę ciekawią mnie dalsze losy bohaterek, mimo niedociągnięć.

Komu mogę polecić ,,Zbuntowane anioły”? Na pewno osobom, które zauroczyła pierwsza część. Czytelnikom, którym ,,Mroczny sekret” nie przypadł do gustu mogę doradzić, aby się nie zniechęcali, bo druga część ,,Magicznego kręgu” jest lepsza od poprzedniczki.

,,Jeśli zostanę" - Gayle Forman



Autorka: Gayle Forman
Wydawnictwo i rok wydania: Nasza Księgarnia, 2010
Ilość stron: 248
Cena: 24, 90 zł


~~***~~


Nastoletnia Mia prowadzi życie normalnej nastolatki. Ma oryginalną, kochającą się rodzinę, pasję, wiernych znajomych i chłopaka, który gra w rockowym zespole. Niedawno złożyła papiery na prestiżową muzyczną uczelnię. Mimo problemów, z którymi każdy musi się uporać, jej życie jest warte tego, by je przeżyć. Jednak gdy wszystko legnie w gruzach, czy decyzja o życiu nadal będzie taka łatwa? Zacznijmy od początku...

Książkę otwiera scena rodzinnego śniadania, która pozwala nam poznać członków rodziny. Ojciec, niegdyś szalony rockman, teraz jest (w miarę) ustatkowanym nauczycielem, z kolei mama nadal ma w sobie iskrę z młodzieżowych lat, jest energiczna, szczera do bólu i pyskata, co jednocześnie nie przeszkadza jej w byciu troskliwą i kochającą rodzicielką. Najmłodszym członkiem rodziny jest Teddy, który również aspiruje do bycia gwiazdą rocka, jak niegdyś jego tata. Mia z kolei odnosi sukcesy na polu muzycznym - jest utalentowaną wiolonczelistką. To ona jest narratorką powieści. Dzięki niej poznajemy historię związku z Adamem oraz jej życie.
 
Gdy rodzina Mii ulega wypadkowi, tylko dziewczyna nie umiera natychmiast. Niczym duch obserwuje wszystko z boku. Widzi ciała zmarłych bliskich, widzi jak służby ratunkowe próbują wyrwać ją ze szponów śmierci. Trwając w zawieszeniu między życiem a śmiercią, wspomina niektóre fragmenty z życia oraz plany, które wypadek najwyraźniej zniszczył. Uświadamia sobie, że ma dwa wyjścia: odejść, nie czuć bólu związanego z ranami i utratą rodziny albo zostać, zmierzyć się z tym, co pozostało,z cierpieniem i niepewnym losem. W podjęciu decyzji pomagają jej bliscy. Mówią do niej, słusznie przekonani, że ich słyszy. Mia widzi, jak jej ukochany Adam walczy o to, by ją zatrzymać. W końcu dzieje się coś, co pomaga jej podjąć decyzję.

Niewątpliwym plusem książki są emocje, które budzi ona w czytelniku. Jest pisana prostym, ale ładnym językiem. Historia uderza w czułe punkty, zmusza do refleksji. Nikt przecież nie wyobraża sobie utraty rodziny, opuszczenia i cierpienia. Mia pokazuje, że wokół każdego są osoby, które w tak trudnych chwilach są gotowe pomóc, którym na nas zależy. Zawsze mamy wybór, choć jest on okupiony konsekwencjami. Kolejnym plusem są główni bohaterowie. Niebanalni rodzice Mii, jej chłopak i przyjaciółka mają własne, różniące się charaktery. Również ona sama, stojąc nieco w opozycji do rodziny, wyróżnia się. Reszta bohaterów została zepchnięta do roli niezbyt wyrazistej masy. Trzecim plusem jest tematyka powieści. Autorka porusza trudny temat, ale robi to umiejętnie. Nie zalewa czytelnika potokiem patosu, dramatyzmu czy ckliwego pseudofilozofowania. Nie ubarwia. Pokazuje tylko (i aż) prostą historię o ciężkich wyborach, o dojrzałości, o wsparciu i miłości. O tym, że czasem trzeba się pogodzić z odejściem bliskiej osoby.

Z minusami, muszę przyznać, miałam problem. Powieść spełnia swoje zadanie. Wzrusza i zmusza do refleksji. Chciałam napisać, że czułam niedosyt z powodu ilości stron, ale z drugiej strony, czy książka miałaby tak silny ładunek emocji, gdyby rozłożono go na 400 stronach? Czy historia przemówiłaby do mnie tak mocno, gdyby była dłuższa i dokładniej opisana, a może rozpisywanie się o życiu Mii zaszkodziłoby powieści? Na te pytania nie potrafię odpowiedzieć. Żałuję tylko, że niektórzy bohaterowie byli, w moim odczuciu, zbyt ogólnie nakreśleni.

Do tej książki trzeba podejść z odpowiednim nastawieniem, przynajmniej tak mi się wydaje. To nie jest przyjemna książka na wakacje, choć, paradoksalnie, nie jest to dramatyzm w pigułce trudny do przełknięcia.

To jest niezwykła opowieść o zwyczajnym życiu i o sytuacji, która, niestety, może się przytrafić każdemu z nas. Pokazuje, że nawet po takiej tragedii istnieje życie. Może właśnie na tym polega jej siła.

,,Nazwanie Bestii" - Mike Carey


,,I'd rather go to hell.
Than be in a purgatory
Cut my hair, gag and bore me, pull this pin, 
Let this world explode!”





Autor: Mike Carey
Wydawnictwo i rok wydania: Wydawnictwo MAG, 2011
Ilość stron: 480
Cena: 37 zł


~~***~~


It's time to do it now, and do it loud!


,,Nazwanie bestii” to już piąty (ale nie ostatni, jeśli wierzyć zapowiedziom) tom o przygodach egzorcysty Felixa ,,Fixa” Castora. W poprzednim tomie byliśmy świadkami krwawej jatki, w wyniki której na wolność wydostał się demon Asmodeusz. Stwór rzecz jasna nie opuścił przy tym ciała Rafiego Ditko, a wręcz przeciwnie – zaczął przerabiać je na swoją modłę. Jednak ziemskie życie musiało mu obrzydnąć, bo ,,sympatyczny inaczej” Asmodeusz postanawia wrócić do domu.

Tak, tego domu.

Piekła.

Sam fakt, że chce wrócić do Otchłani nie byłby taki straszny, ale nie może zrobić tego tak łatwo. Felix niegdyś pokrzyżował mu szyki, splatając demona z duszą Rafiego. Teraz na biednego Ditko polują, co następuje: Anathemata, stowarzyszenie niegdyś z hukiem wyrzucone z kościoła katolickiego, ale zaopatrzone w dość dużą ilość pieniędzy by prowadzić dalszą działalność polegającą na gromieniu stworzeń nadprzyrodzonych; doktor Jenna – Jane, namiętnie torturująca nadludzi w imię ,,wyższego dobra nauki”, dla której Rafael i jego pasażer na gapę są cennym obiektem do badań tudzież wiwisekcji, no i… Fix Castor. Nasz biedny egzorcysta z kolei nie radzi sobie z wyrzutami sumienia i topi smutki w alkoholu.

Również Asmodeusz ma własny plan na powrót i pożegnanie z pompą, niestety przy okazji nie oszczędzając Rafiego. Postanawia wykorzystać do tego kogoś z kręgu Castora, w wyniku czego na włosku zawiśnie jedno małżeństwo, a mnóstwo osób stanie jedną nogą w grobie.


Everybody wants to change the world, but no one, no one, wants to die.

W tym tomie nasi bohaterowie muszą nieźle szarpać się z siłami zła, by móc przeżyć. Autor nikogo nie oszczędza, a i Castor obrywa z nawiązką. Krew tryska w sporych ilościach, nie mówiąc o latających częściach ciała czy narządach.

Na scenie pojawiają się nowe postacie i więcej miejsca poświęcono dotychczas epizodycznym m.in. Trudie Pax, doktor Jenna – Jane, Gilbert McClennan. Oczywiście nie zabraknie też starej gwardii: sukuba Juliet Salazar, Susan Book, Pen Bruckner czy policjanta Gary’ego Coldwooda. Jednak scenę we władanie tak naprawdę przejął Asmodeusz aka Rafi Ditko, który raz na kilka stron wyskakuje spektakularnie niczym diabeł z pudełka. Co można autorowi zarzucić to to, że poza Fixem i Asmodeuszem reszta jest potraktowana jak statyści, którzy stanowią tło. Szkoda, bo odniosłam wrażenie, że w poprzednich częściach postacie były bardziej wyraziste, ,,z charakterkiem”. Teraz Mike Carey skupił się na konstruowaniu akcji i armii przeciwko demonowi jak całości. Juliet straciła na drapieżności (i to nie tylko wina… a zresztą, sami przeczytajcie i przekonajcie się), Pen nie ma w sobie tyle z wiedźmy co niegdyś, a Susan… Właściwie tylko sobie jest. Z imienia i nazwiska. W sumie… Nawet Felix nie jest już tak sarkastyczny.


Scream out! "What will save us?" And the sky opened up.

Przyznaję, na początku ciężko było mi się wciągnąć. Od przeczytania czwartego tomu minęło trochę czasu i musiałam przypomnieć sobie, w jakiej sytuacji rozstałam się z bohaterami. Gdy już zaświtało mi w głowie jak mają się sprawy w nawiedzonym Londynie, ostrzyłam zęby na powieściową jazdę rollercoasterem. Trochę się rozczarowałam. Nawet więcej niż trochę. Akcja po prostu momentami wlecze się niemiłosiernie. Jednak zauważyłam w poprzednich tomach, że to poniekąd znak firmowy Carey’a. Najpierw biedny Fix lata po całym Londynie, tudzież Anglii tudzież… świecie, by nagle stanąć twarzą w twarz z bandą krwiożerczych ludzi czy demonów. Stopniowanie napięcia to nie jest zbyt mocna strona pisarza. Również walka, na którą czytelnicy właściwie czekali od pierwszego tomu, nie jest może tragiczna, ale czułam pewien niedosyt. Szczególnie, że przez cały piąty tom na podstawie wypowiedzi bohaterów w mojej głowie powstał obraz całkowitego końca świata, walki nieba z piekłem, zagładą, przed którą ocaleniem będzie Fix grający na flecie… Uh, fakt, wyobraźnia mnie poniosła.

Mimo wszystko fabuła jest na plus. Każdy wątek początkowo może wydawać się zupełnie bez związku z pozostałymi, ale autor zgrabnie łączy je w jedno. Pisarz unika rozdrabniania wątków, raczej skupia się na rozbudowywaniu już istniejących (czasem robi to aż do przesady, przez co czytelnik zaczyna się niecierpliwić, jak już wyżej zaznaczyłam).

Pozytywne wrażenia robią również opisy. Londyn jest mroczny, chłodny, zupełnie jakby odzwierciedlał niebezpieczną sytuację Feliksa i jego przyjaciół. Lokacje różnią się od siebie, każda ma swoją niepowtarzalną atmosferę. O tak, budowanie nastroju Carey’owi wychodzi całkiem dobrze. Gdyby tylko nie rozwlekał czasem akcji aż do przesady, otrzymalibyśmy prawdziwy zastrzyk adrenaliny.


 

It's death or victory.

,,Nazwanie bestii” nie jest najlepszą powieścią z cyklu, co jednak nie znaczy, że jest to powieść zła. Ma swoje plusy jak i minusy. Fanom bez wahania mogę ją polecić, a osobom, które jeszcze nie czytały żadnego tomu o Castorze radzę zacząć od ,,Mojego własnego diabła”. Książki są ze sobą mocno powiązane i przegapienie którejś części może popsuć całą przyjemność z czytania. Serię mogę polecić również tym, którym do gustu przypadł film ,,Constantine”.

Przeglądając źródła znalazłam informację o tym, że w przygotowaniu jest kolejny, szósty już tom przygód egzorcysty. Trochę mnie to dziwi, bo zakończenie ,,Nazwania bestii” raczej nie pozostawiło większego pola do manewru. Może jednak Mike Carey czymś nas zaskoczy?

---------------------------------------------------------------------------------

Anglojęzyczne cytaty pochodzą z utworu ,,Na na na” My Chemical Romance.

,,Król Demon" - Cinda Williams Chima

Dawno, dawno temu...
...za siedmioma górami, za siedmioma lasami...
Znacie? Znamy!
A za ,,siedmioma królestwami znacie”?
Nie? To poznacie!



Autorka: Cinda Williams Chima
Wydawnictwo i rok wydania: Galeria Książki, 2011
Ilość stron: 560
Cena: 39, 90 zł

 
~~***~~

W jednym z siedmiu królestw zwanym Fells mieszka księżniczka Raisa i drobny złodziejaszek Han. Arystokratka, dziewczę rozumne i dociekliwe, ma rychło zostać wydana za mąż, co jest dla niej iście przerażającą perspektywą. Gdy próbuje przekonać swoją matkę, królową Mariannę, do porzucenia planów matrymonialnych, docierają do niej wieści o niepokojach w królestwie. Rezolutna księżniczka postanawia wyściubić nos z komanty i wziąć sprawy w swoje ręce. Wychowywana do tej pory pod kloszem, poznaje smak prawdziwego życia swoich poddanych i wpada na trop wielkiego spisku, który może zniszczyć królestwo.

Z kolei Han, mieszkaniec ubogiej części miasta, walczy o przetrwanie swoje, swojej matki i siostry. Niedawno porzucił złodziejski fach i przywództwo w gangu Łachmaniarzy, i chwyta się każdej drobnej pracy by zarobić trochę grosza. Próbuje przy tym bezskutecznie ściągnąć i sprzedać srebrne, magiczne bransolety, które posiada od niemowlęctwa i które rosną razem z nim. Pewnego dnia w lesie należącym do Kolonii, napotyka młodocianego maga Micaha. Wywiązuje się między nimi kłótnia, w wyniku której Han wchodzi w posiadanie magicznego amuletu. Amuletu, można by rzec, przeklętego. Bowiem ojciec Micaha, Wielki Mag, zrobi absolutnie wszystko by potężny artefakt odzyskać.

Od tej pory dwójka głównych bohaterów wpada w wir wydarzeń, porzucając znane dotychczas życie.

Tyle słowem wstępu. Teraz jest ten moment, kiedy w baśni pojawia się wiedźma. Czyli sobie ponarzekam.

Recykling zawsze w modzie

Pierwsze, co się rzuca w oczy po przeczytaniu książki to przewidywalność i wtórność.

Zaskoczyła mnie przeszłość tylko jednego bohatera. Losy reszty bohaterów są boleśnie utartym schematem, którego autorka niczym nie próbuje ratować. Od początku wiadomo co zrobi księżniczka Raisa, kto umrze, kto zostanie porwany, czy, rodem z kryminału ,,kto zabił?!" Chociażby w przypadku Hana mamy do czynienia z ,,od zera do bohatera”. Nie byłoby to takie złe, bo na takiej metamorfozie opiera się większość powieści dla młodzieży, gdyby nie fakt, że fajerwerki na koniec powieści bledną znacząco w oczach czytelnika, który przeczytał w życiu więcej niż jedną książkę. W tym przypadku Hana można porównać do Eragona. Obawiam się, że w następnych tomach Bransoleciarz będzie, niestety, kopią Smoczego Jeźdźcy.

Również kreacja miasta nie zachwyca. Stylizowane na średniowieczne, lokacje były już do znudzenia eksploatowane w ,,Atramentowej trylogii” Cornelii Funke czy ,,Kłamstwach Locke’a Lamory” Scotta Lyncha, tyle że w tych powieściach zrobiono to umiejętniej, barwniej. W ,,Królu demonie” Han i Raisa mogliby równie dobrze biegać po szklanym wieżowcu czy rozbijać się mercedesami na autostradach. Autorka nie ,,traciła” czasu na opis miasta.

Książka jest wstępem do dalszym tomów, i to wstępem przydługim. Na dobrą sprawę, dowiadujemy się wszystkiego i niczego. Świat jest dość ogólnie nakreślony, postacie przerzucają się nazwami geograficznymi czy imionami świętych, ale nic ponadto. O pozostałych królestwach wiemy na razie tylko tyle, że istnieją.


W książce wystąpili

Bohaterowie – punkt obowiązkowy. Nie uświadczymy bogatych portretów psychologicznych, tak dla jasności. Han wzbudza sympatię czytelnika i jest chyba najciekawszą postacią w powieści. Czytelnik kibicuje mu w walce z gwardią czy realizacji kolejnych karkołomnych pomysłów. Raisa z kolei czasem irytuje i choć nie jest czarnym charakterem, to ciężko było mi ją polubić. Resztę podzielono grubą krechą na tych dobrych i złych. Mimo to bohaterowie nie zlewają się w jedno, choć jest ich całkiem sporo. Plus dla autorki, że nie zdecydowała się na wprowadzenie do książki nadmiaru magicznych stworzeń. Są tylko magowie. Nie spotkamy smoków, elfów czy krasnoludów.


I wszyscy żyli długo i szczęśliwie

Co mamy więc w ,,Królu demonie”? Dworskie romanse i intrygi, pojedynki gangów, pościgi a wszystko podszyte magią. Mimo wyświechtanych pomysłów powieść czyta się całkiem przyjemnie, jest wciągająca. Mam nadzieję, że autorka zaskoczy nas czymś w kolejnych tomach.

,,Sekretny język kwiatów" - Vanessa Diffenbaugh

,,Jestem nieufna jak lawenda,
Samotna jak biała róża.
Boję się, dlatego pozwalam, by moim głosem były kwiaty.”

Autorka: Diffenbaugh Vanessa
Wydawnictwo, rok wydania: Świat Książki, 2011
Ilość stron: 400
Cena: 39, 90 zł



Glicynia - Witaj

,,Sekretny język kwiatów” zakupiłam kilka dni po premierze, gdy z dumą piastował całą półkę w dziale ,,Literatura zagraniczna”. Jakie było moje zdziwienie, gdy przy następnej wizycie spostrzegłam, że książkę przeniesiono do działu ,,romanse”. Znając treść książki, uważam, że taka etykietka jest myląca, bo ,,Sekretny język kwiatów” nie traktuje o romansie jako temacie głównym. Owszem, pojawia się on, ale jest dość... nietypowy.


Hiacynt biały – piękno

Zacznę jednak od wspomnienia o wydaniu książki. Tutaj ukłon w stronę osób odpowiedzialnych za oprawę graficzną. Pominę już okładkę, która byłaby jeszcze ładniejsza gdyby kwiat trzymany przez dziewczynę był bardziej realistyczny. Wewnętrzna strona okładki stylizowana jest na wzór papieru czerpanego z wtopionymi suszonymi kwiatami. Biorąc pod uwagę tematykę książki, taki zabieg to strzał w wizualną dziesiątkę. Eleganckie wydanie wprowadza w atmosferę historii i niewątpliwie uprzyjemnia czytanie.


Biała róża – serce nienawykłe do miłości

Fabule książki również nie można niczego zarzucić. Książka opowiada historię osieroconej Victorii. Jest ona narratorką powieści. W jej opowieści wspomnienia z przeszłości przeplatają się z wydarzeniami ze współczesności. Dzięki temu dowiadujemy się, że dziewczyna od niemowlęcia tułała się po rodzinach zastępczych i domach dziecka. Prawie nigdzie nie zaznała miłości, ciepła rodzinnego i spokoju. Z tego powodu stała się nieufna, zamknięta w sobie, niezdolna do okazywania uczuć. Gdy Victoria była dzieckiem, w czasie tułaczki jej los splótł się z losem samotnej Elizabeth, właścicielki winnicy. Ona jedna dotarła do dziewczyny, ucząc ją mowy kwiatów. Jednak na drodze do stworzenia normalnego domu stanął zatarg z przeszłości oraz sama Victoria... Współcześnie osiemnastoletnia Victoria staje u progu dorosłości ze sporym bagażem życiowych doświadczeń, ale bez wsparcia jakiejkolwiek osoby. Nie ma domu, rodziny ani pracy. Jej jedynymi towarzyszami są kwiaty oraz niezwykły talent do układania bukietów. To za ich pośrednictwem zostaną odbudowane rodziny, wykiełkuje miłość a wiele osób odnajdzie szczęście. Niemożliwe? A jednak! W tej książce kwiaty, a raczej pokładane w ich znaczeniu nadzieje, mają magiczną moc.


Jemioła – pokonam wszystkie przeszkody

,,Sekretny język kwiatów” porusza wiele historii, które płynnie splatają się w jedną, a wszystko za sprawą roślin. I tak: mamy zamkniętą w sobie, nieufną i nienawykłą do okazywania uczuć sierotę, skłócone siostry, mężczyznę z trudną przeszłością, właścicielkę kwiaciarni oraz jej rozlicznych klientów. Jak już wspomniałam, stworzona przez panią Diffenbaugh opowieść jest ciekawa i niebanalna. Choć ktoś może powiedzieć : ot, to taki wycinek z życia grupy ludzi, których możemy spotkać na ulicy. Ale za to jaki wycinek! Może i jest to debiutancka powieść i nie powinno się chwalić dnia przed zachodem słońca, ale ja powiem, że autorka ma talent do opisywania rzeczy trudnych i często ,,zamiatanych pod dywan”. Nie upiększa i nie ubarwia, przedstawia rzeczy takie, jakimi są. Fakt, wstrząsające może być to, jak traktowano Victorię w dzieciństwie, ale czy nie słyszymy o podobnych przypadkach codziennie? Przecież takich osób poturbowanych przez życie tak samo jak główna bohaterka, jest mnóstwo.


Dzwonek pokrzywolistny – zaniedbane piękno

Fabuła na plus, a jak jest z bohaterami? Oni również są dość ciekawie skonstruowani. Najbardziej wyrazistą postacią jest Victoria, co jest rzeczą dość oczywistą, biorąc pod uwagę fakt, że jest ona narratorką. Również Elizabeth, jej siostrzeniec Grant oraz właścicielka kwiaciarni Renata, nie są papierowymi kukiełkami potrzebnymi tylko po to, by zapełnić tło. Mają swoje uczucia, problemy, historie. Każdy z bohaterów jest inny, to prawdziwi ludzie z krwi i kości. Nie są idealni, oszałamiająco piękni, mądrzy i co tam jeszcze można dorzucić. Nie, oni popełniają błędy i przyjmują ich konsekwencje. Podejmują decyzje, które mogą się wydawać kontrowersyjne i niezrozumiałe, ale są tylko ludźmi, których los często okrutnie doświadczył i nie potrafią inaczej.


Narcyz – nowe początki

Dużo ważniejsze w tej powieści jest przesłanie, które mówi, że na naprawienie błędu nigdy nie jest za późno. Zawsze można wrócić, porozmawiać, pogodzić się. Zawsze należy podać rękę komuś, kto znalazł się w trudnej sytuacji. ,,Sekretny język kwiatów” nie jest książką wybitną, ale dobrą. Czasem może przeszkadzać nieco niewprawne pióro pani Diffenbaugh, ale naprawdę nie ma tragedii, płaczu i zgrzytania zębów. Ciekawym rozwiązaniem jest dołączony do powieści słownik języka kwiatów. Dzięki temu czytelnicy mogą tak samo jak Victoria układać własne bukiety z przesłaniem, co w dobie Internetu, e-maili i smsów jest niezwykle oryginalnym i romantycznym rozwiązaniem.

----------

Znaczenia kwiatów oraz cytat na początku recenzji pochodzą z książki ,,Sekretny język kwiatów".

,,Nevermore. Kruk" - Kelly Creagh

Chodź ze mną w obłęd…
…czyli Poe i romans paranormalny dla nastolatków.



Autorka: Kelly Creagh
Wydawnictwo, rok wydania: Jaguar, 2011
Ilość stron: 453
Cena: 39, 90 zł

~~***~~



Powieść spod znaku czarnego eyelinera i różowych pomponów

Edgar Allan Poe i paranormal romance z gotem i czirliderką. Gdy przeczytałam opis ,,Nevermore. Kruk” pomyślałam, że ktoś nieźle ryzykuje. Choć z drugiej strony, czy można być jeszcze czymś zaskoczonym w literaturze młodzieżowej? Był romans z wampirem, z wilkołakiem, z duchem, z wróżem, z syreną… Można w nieskończoność wymieniać. Ale Poe?

Po skończonej lekturze stwierdzam, że to eksperyment całkiem udany, choć nie bez wad. ,,Nevermore” jest dość obiecującym debiutem, choć połączenie różowym pomponów i czarnego kruka może się wydać karkołomnym zadaniem.

W skrócie: jest to historia czirliderki Isobel i gota Varena. Nastolatkowie pochodzą, dosłownie i w przenośni, z różnych światów. Na lekcji języka angielskiego zostają przydzieleni do wykonania referatu. Izzy, która musi zdobyć dobrą ocenę, by móc uczestniczyć w zawodach, niechętnie zgadza się na współpracę. Got zupełnie nie jest w jej typie, podświadomie wyczuwa, że on coś ukrywa. Jednak jak wszyscy wiedzą, serce nie sługa. Niewinna z początku znajomość zaczyna rozwijać się w stronę czegoś poważniejszego, a tajemnica Varena wyrywa się spod jego kontroli. Świat chłopaka zaczyna osaczać Isobel, która zdaje sobie sprawę, że wcale nie trzeba śnić by znaleźć się w koszmarze.

Banalny opis? Możliwe. Jednak w powieści ta banalność jest niewidoczna. Nie ma zgrzytania zębów nad głupotą bohaterów (bo takowej po prostu nie ma), nie ma chęci rzucenia książką o ścianę. A co jest? Całkiem dobre czytadło z kilkoma minusami na koncie.


Wszystko to, co widzę
Poziom książki jest strasznie nierówny. Są chwile, gdy nudziłam się niemiłosiernie, mając wrażenie, że czytam kolejną obyczajówkę dla młodzieży, a z kolei później działo się tak dużo, że nie wiadomo było, o co chodzi. Pani Creagh najwyraźniej założyła, że każdy z jej czytelników zna twórczość Poego na wylot i wystarczą wzmianki, by odnaleźć się w lokacji. Z tego powodu świat nadnaturalny nie jest zbyt dobrze rozbudowany, swoją kreacją przypomina ten, który dostaliśmy w ,,Pomiędzy” Tary Hudson. Jednak nie jest tak do końca tragicznie, autorka zasługuję na pochwałę za sceny nawiązujące do ,,Maski Śmierci Szkarłatnej”, gdzie przenikanie się światów zostało całkiem nieźle opisane. W sumie książkę można podzielić: ¾ to bardziej romans, obyczajówka, ¼ to z kolei paranormal. Odniosłam nieco negatywne odczucie, że pani Creagh w trakcie pisania spostrzegła, że powoli zbliża się do umówionej z wydawcą ilości stron i nagle zaczęła wplatać wątek paranormalny. Mimo tego, uważam, że nadnaturalne elementy w opowieści, atmosfera grozy jest całkiem nieźle odmalowana, mimo dość ubogiego opisu świata. Im bliżej końca, tym bardziej powieść zaczyna być ,,z dreszczykiem”.

Autorka, chcąc uciec od jednego stereotypu wpada w następny i mości sobie w nim uroczy kącik. Bo oto otrzymujemy nastolatka z despotycznym ojcem i jego partnerką. Wspomniany młodzieniec buntuje się, farbując włosy na czarny kolor, maluje się, nosi gotycką biżuterię i piercing. Można się domyśleć ,jaką postawę przybiera w stosunku do świata. I to naprawdę nie jest wspomniana w opisie książki charakterystyka, jakoby był on: ,, Wesoły jak cmentarzysko, ciepły jak granitowa płyta, a na dodatek potwornie zgryźliwy.” Nic z tych rzeczy. Varen jest co najwyżej dość tajemniczy, choć z drugiej strony brakuje mu ikry. Sarkazm, sardonizm i ironia w jego wykonaniu ma w sobie tyle życia co trupy na cmentarzu. Na szczęście nie jest ,,papierowy”, z odrobiną dobrej woli można wyłuskać jego postać z kartek powieści. Już zupełnie inną historią jest to, czy zbolały, robiący z siebie tajemniczego do granic egzaltacji bohater jest w jakikolwiek atrakcyjny dla czytelników. Sama nie wiem, co jest gorsze – brak jakichkolwiek cech i kompletna przeźroczystość czy niebezpiecznie skłanianie się w stronę śmieszności. Z kolei jego partnerka i na dobrą sprawę, główna bohaterka powieści, Isobel, to złote dziecko amerykańskich komedii. Śliczna, blondwłosa czirliderka, z uwielbieniem do różu. Znany obrazek? Oczywiście. Nie brakuje również pseudoprzyjaciół i umięśnionego chłopaka. Na szczęście Izzy broni się całkiem normalnym zachowaniem. Nie chichocze jak idiotka, by przypodobać się grupie. Jest w stanie postawić się, gdy widzi, że znęcają się nad kimś i nie traktuje flirtowania jako sensu życia. To całkiem miła odskocznia od typowego wizerunku czirliderki. Isobel nie jest może najlepiej skonstruowaną postacią w całej historii paranormalnych romansów, ale ma poukładane w głowie, potrafi pokazać pazur i raczej budzi w czytelniku sympatię.

Gdzie tu stereotyp, zapytacie? Jak widać. Jeśli mroczny got, buntujący się przed rodzicami to oczywiście: czarne włosy, enigmatyczność, tona biżuterii, piercing i reszta wesołej menażerii. Argument, że ma takie a nie inne zainteresowania i stworzył taką a nie inną historię, do mnie nie trafia. Bronił się przed tworami, którego powołał do życia, a sam zaczął przypominać jednego z nich. Czirliderka Isobel uwielbiająca róż, z typowymi nastoletnimi problemami, posiadająca Najprzystojniejszego I Najbardziej wysportowanego Faceta Za Którym Wzdycha Cała Szkoła – fakt, nic stereotypowego. Ależ zupełnie nie. Maski, wspomniane w jednym z opisów książki – nie opadają. Isobel od początku jest taka sama, ani miła, ani wredna. Varen również nie przechodzi wielkiej metamorfozy. To, że otwierają się na siebie nawzajem, a w efekcie zakochują, nie zmienia ich.

W tym momencie trzeba się zatrzymać i wspomnieć o miłości naszych bohaterów. Ona rodzi się gdzieś poza kartami książki. Kilka spotkań, kilka rozmów – nigdzie tam nie pojawia się energetyzujący wybuch romansu. To Isobel gdzieś po ponad połowie opowieści stwierdza, że chyba się w Varenie zakochała. Dość dobrze obrazuje to, że więcej tam rozmyślań i wzdychania niż samej miłości. A skoro już przy westchnieniach jesteśmy, pozwolę sobie rzucić okiem na to, jakimi słowami zwracają się do siebie w ,,podniosłych” chwilach nasi bohaterowie. Uwierzcie, pisarka popełniła w tym miejscu egzaltację godną ,,Zmierzchu”, podam tutaj małą próbkę: ,,Jego oddech owiewał ją ciepłem i miała ochotę znowu mu się poddać, poczuć jego dotyk, poczuć jego pocałunek, miękki jak płatki kwiatów i palący zarazem. Nigdy wcześniej tak jej nie całowano. Miała poczucie, jakby skorupa jej duszy wyparowała.” Pomimo tych kilku wpadek, historia jest napisana ładnym, choć prostym językiem.

Nigdy więcej?

,,Nevermore. Kruk” żadną miarą nie jest arcydziełem, choć do takowego nawiązuje. Odwołanie do postaci Edgara Allana Poego i jego twórczości było dość ryzykownym przedsięwzięciem. Jednak chwała autorce za to, że wplotła w swoją różową makatkę czarną, atłasową wstążkę grozy. Bo to właśnie unoszący się nad fabułą duch Poego sprawia, że książka z ciężkostrawnego romansidła staje się zgrabnym romansem paranormalnym dla nastolatków, jednym z lepszych. Niestety, tylko tyle i aż tyle. Za to należy pogratulować wydawcy za dobrą kampanię promocyjną, bo byłam skłonna uwierzyć, że ,,Nevermore. Kruk” to perełka, jakiej do tej pory na rynku wydawniczym brakowało.

W zapowiedziach widnieje już kontynuacja ,,Nevermore” - ,,Enshadowed”, która brzmi całkiem obiecująco. Liczę na to, że autorka poświęci zdecydowanie więcej miejsca na opisanie krainy snu. W końcu tematyka oniryczna daje gigantyczne pole do popisu i popuszczenia wodzów wyobraźni. Do tego odwołania do Poego. Pomysł pani Creagh już ma. Talentu też jej nie brakuje, wnioskuję po pierwszym tomie. Na pewno sięgnę po kontynuację, z nadzieją na to, że będzie ona lepsza od poprzedniczki.