18 kwi 2019

Krwawa pomarańcza - Harriet Tyce

Tytuł: Krwawa pomarańcza
Autor: Harriet Tyce
Wydawnictwo, rok wydania: Świat Książki, 2019
Ilość stron: 288
Cena: 36,90 zł



~~***~~




Niekończąca się droga w dół

Mamy słabość do słabości, ulegamy pokusom i lubimy balansować na krawędzi. Przynajmniej jeśli chodzi o literaturę. Z bezpiecznej odległości podglądamy cudze życie, a literackie podglądactwo pozwala nam poznać całą paletę ludzkich słabości, pokus i emocji związanych z przekraczaniem granicy. Romans, podczas gdy w domu czekają partner z dziećmi. Jeden kieliszek, jedna kreska, choć na jednym nigdy się nie kończy. Powtarzanie błędów, bo nie możemy się powstrzymać, bo potrzebujemy tego zastrzyku adrenaliny, chwili zapomnienia, czegokolwiek, co zmieni tu i teraz.

Thrillery psychologiczne lubią ludzką słabość do różnie rozumianego zła. Bez tego nie zaistniałaby żadna z tych historii; dzięki temu pojawiają się tajemnice i desperackie próby zachowania sekretów, przesuwanie kolejnych granic i kolejne akty zła. Zdrady, uzależnienia, manipulacje i kłamstwa, a nawet zabójstwa – wszystko zaczyna się od jednego aktu słabości. A słabość ma jeszcze jedną, uwielbianą przez thrillery właściwość – sprawia, że przestajemy ufać sobie.

„Wiem, że to, co robię, jest złe. Ale nie umiem się powstrzymać”. Widniejący na okładce cytat to jednocześnie motto „Krwawej pomarańczy”, debiutu brytyjskiej adwokat Harriet Tyce. Debiutu, co warto dodać, na podstawie którego powstanie serial. Po części thriller psychologiczny, po części thriller prawniczy, ukazuje losy adwokatki, która otrzymuje pierwszą sprawę o morderstwo – kobieta z zimną krwią zamordowała męża. Alison musi rozwikłać zagadkę śmierci mężczyzny i poznać rodzinę, której życie zmieniło się w koszmar. Sama też wie coś o koszmarach, skrywa niejeden pod pozorami kruszącej się perfekcyjności. Alison ma śliczną córeczkę, piękny dom, przystojnego męża, a jej kariera się rozwija. Wielu oddałoby za to wszystko – Alison może za to wszystko stracić. Ktoś zna jej tajemnice i grzechy i chce, by za nie odpokutowała, a jej słabości oplątują ją niczym sznur i powoli ciągną w dół. Życie, w którym nie można by pragnąć niczego więcej, staje się wstępem do ryzykownej gry.

Perypetie Alison można zamknąć w porównaniu, które w różnych wariacjach jest stosowane przez anglojęzycznych autorów oraz czytelników opisujących tę powieść: „to jak wypadek samochodowy. Jest tak okropny, że nie możesz oderwać wzroku”. Czytelnik, niczym postronny świadek, obserwuje w zwolnionym tempie rozpisany na 288 stronach wypadek. Od początku wiadomo, że coś jest nie tak i że będzie tylko gorzej. Alison przestaje panować nad swoim życiem i wydaje się, że zderzenie z rzeczywistością jest jedynie kwestią czasu. Bohaterka nie ufa sobie, bo górę biorą jej słabości. I to zaufanie, albo jego brak, stanowi podstawę „Krwawej pomarańczy”. To dotyczy nie tylko bohaterów, lecz także czytelników. Autorka buduje intrygę, bazując na tym, jaka relacja łączy nas z fikcyjnymi osobami. Czy ich perspektywa i przedstawiane wersje wydarzeń są przekonujące? Komu uwierzymy? A komu nie? Od tego zależy, jaki ładunek będzie miało rozwiązanie intrygi dla każdego czytelnika.

Trudno też o sympatię dla kogokolwiek – irytacja, złość, niechęć to filary charakterów. W moim odczuciu dość przewidywalne jest to, jak w „Krwawej pomarańczy” kreowane są postaci, bo zamiast wątpliwości miałam raczej pewność, jak ocenić daną osobę i tego trzymałam się od początku powieści. Nauczona doświadczeniem przy poznawaniu innych popularnych ostatnio thrillerów psychologicznych, jestem powściągliwa, jeśli chodzi o ufanie bohaterom, a co za tym idzie – podążanie pierwszymi fałszywymi tropami, a poza tym podskórnie czułam, że nie powinnam była tego robić. Autorka podrzuca tropy, które w założeniu mają być fałszywe, ale raczej nietrudno je właściwie odczytać. Wpływa to również na odbiór historii, bo jeśli nie damy się zwieść bohaterom, nie damy się też zwieść całej reszcie. Spowodowało to spadek napięcia i zaskoczenia, ale częściowo wynagrodził mi to inny element powieści.

W „Krwawej pomarańczy” nie brakuje niepokojących, a nawet odstręczających scen. Nie są one najbardziej brutalne, ohydne czy przerażające, jakie można znaleźć w thrillerach, ale i tutaj złowieszcza atmosfera oblepia niczym brud. Uczucie, że coś jest nie w porządku, nie opuszcza ani na chwilę, a nawet niewinne sceny wydają się kryć coś mrocznego pod pozorami zwyczajności. Trudno się nie wzdrygnąć w trakcie czytania „Krwawej pomarańczy”, gdy kolejne sceny ukazują bohaterów w najgorszych z możliwych chwil, budząc negatywne odczucia, z których dyskomfort jest chyba najłagodniejszym. Uważam, że Tyce spisała się w tym względzie całkiem nieźle, bo nie była zachowawcza, potrafiła tak skonstruować sceny, by wywołać pożądane emocje. Gdyby to, o czym czytałam, pozostawiło mnie obojętną, znudziło lub w jakikolwiek sposób było „wygodne”, wtedy byłabym rozczarowana.

Brytyjski wydawca użył w swoim opisie książki określenia toxic i w tym słowie można zamknąć całą historię. Toksyczne relacje łączą osoby, które albo są toksyczne, albo są ich ofiarami. Nie ma niczego pomiędzy, co nie brzmi zbyt wiarygodnie, choć Tyce stara się osadzić powieść w rzeczywistości, korzystając ze swego wieloletniego doświadczenia w pracy adwokatki. Zagęszczenie wszelakiej „toksyczności” wynika ze skumulowania problemów, którymi obarczono niewielką grupę osób w krótkim czasie – jeśli rozłożymy „Krwawą pomarańczę” na cząstki, w każdej z nich będzie osobna historia i osobisty dramat bohatera. Można uznać to za nierealistyczne, ale też zastanowić się nad siecią powiązań i konsekwencjami aktu przemocy, które wykraczają daleko poza oprawcę i ofiarę. Każdego dotyka to w jakimś stopniu, bo – jak pokazuje Tyce – takie akty mogą tworzyć mechanizmy, według których myśli i działa wiele osób postronnych (np. obwinianie ofiar, usprawiedliwianie przemocy i umniejszanie jej znaczenia). „Krwawa pomarańcza” buduje napięcie poprzez skondensowanie dramatycznych sytuacji, może mało realistyczne w tym scenariuszu, jaki opisano, ale mające uświadomić skalę problemu – uzależnienia, przemoc psychiczna i fizyczna w pracy i w domu dotykają wielu osób.

„Krwawa pomarańcza” to opowieść o zgniliźnie, o dramacie wciągniętych w nią osób oraz o złu rozwijającym się na oczach wszystkich, którzy na nie przyzwalają. Opisując przesuwanie granic, upodlenie, poniżenie, zniewolenie przez słabości i zabójczą naturę zaufania, Harriet Tyce stworzyła powieść dla czytelników, którzy nie boją się spojrzeć w mrok ludzkiego umysłu poprzez jego najbardziej intymne, wstydliwe, dramatyczne i trudne chwile.

16 kwi 2019

Pod wodą - Catherine Steadman

Tytuł: Pod wodą
Autor: Catherine Steadman
Wydawnictwo, rok wydania: Burda, 2018
Ilość stron: 350
Cena: 39,90 zł


~~***~~




Czy zastanawiałeś się kiedyś, ile czasu zajmuje wykopanie grobu?*

Są takie pytania, które pobudzają wyobraźnię. Wymagają, by nie tylko znaleźć na nie odpowiedź, ale i pochylić się nad okolicznościami ich powstania. Dlaczego ktoś zadaje takie pytania? Co go do tego skłoniło? Rozmyślamy nad konsekwencjami udzielenia odpowiedzi, ale i nad przyczynami powstania pytania. Tak rodzi się cała historia. Bohaterka debiutanckiej powieści „Pod wodą” aktorki Catherine Steadman zadaje nam jedno z takich pytań już na początku swojej opowieści. „Czy zastanawiałeś się kiedyś, ile czasu zajmuje wykopanie grobu?” – zdanie otwierające „Pod wodą” to jednocześnie bomba, która eksploduje na pierwszej stronie, i obietnica trzymającej w napięciu opowieści. Czy obietnica zostanie dotrzymana?

„Pod wodą” ukazuje losy narzeczeństwa, a później młodego małżeństwa, Erin i Marka. Ona jest dokumentalistką, on pracuje w bankowości. Kochają się, wspólnie cieszą ze wzlotów i wspierają przy upadkach. Podczas bajkowej podróży poślubnej para podejmuje pewną decyzję, której konsekwencje nieodwracalnie wpłyną na ich wspólną przyszłość. Po powrocie z miesiąca miodowego mieli wkroczyć na nową drogę życia, nie spodziewali się jednak, że oprócz węzła małżeńskiego połączy ich coś jeszcze… Coś złowieszczego, coś zabójczo niebezpiecznego…

Ile trzeba, by przeciętny człowiek przeszedł na ciemną stronę? Czy w każdym z nas tkwi ciemność, która potrzebuje jedynie okazji, by wyjść na światło dnia? Steadman w osobie bohaterów przedstawia sylwetki zwyczajnych osób, które nie budzą początkowo skojarzeń z hasłem „zło”. Normalne małżeństwo zmagające się, jak wielu, z kryzysem finansowym czy tym na rynku pracy, nieporozumieniami, własnymi ambicjami, wiecznym brakiem czasu, ale i kochające się, wspierające, ciągle próbujące się dotrzeć. W rutynie codzienności raczej nie poświęcałoby wiele czasu takim pojęciom, jak „dobro” i „zło”, gdyby nie nowy projekt Erin.

Bohaterka pracuje nad dokumentem poświęconym więźniom, którzy niedługo wyjdą na wolność i rozpoczną nowe życie. Gdy zatrzaskują się za nią kraty i patrzy skazanym w oczy, granice są jasne: dobro – zło, prawo – bezprawie, przykładna obywatelka – przestępca. Po rozmowie oni wracają do celi, a ona do ukochanego męża i przyjaciół. Gdy granice są jasne, jasne jest też, kiedy je przekraczamy. Ale czy na pewno? Zestawienie perypetii Erin z losami więźniów jest ciekawym zabiegiem i najmocniejszą stroną „Pod wodą”, razem z widniejącym na okładce cytatem z powieści („Nie jestem złym człowiekiem. A może jestem. Może to ty powinieneś zdecydować?”), stanowiąc dla autorki punkt wyjścia do przedstawienia tego, jak zwyczajne życie prowadzi do aktu zła i co się dzieje później. Steadman stawia przed bohaterami kolejne wyzwania, a to, jak sobie z nimi radzą i jakie decyzje podejmują, stopniowo odsłania ich prawdziwe twarze. Pozwala zaobserwować narodziny ciemności, która wpełza na ślubne zdjęcie Erin i Marka.

W „Pod wodą” bardzo łatwo można przewidzieć zwrot akcji, nawet jeśli ktoś nie jest wielbicielem thrillerów małżeńskich czy domestic noir. Odniosłam wrażenie, że nawet osoby stroniące od tego gatunku byłyby w stanie powiedzieć, dokąd zmierza większość wątków i jakie „niespodzianki” czekają na nas po drodze. Autorka, prawdopodobnie w dobrej wierze, podrzuca bowiem czytelnikom różne wskazówki, dlatego energia obecna na pierwszych stronach powieści nieco zanika.

Pod powierzchnią można ukryć wiele tajemnic i żyć tak, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Można też pod spokojnym lustrem wody natknąć się na pułapki i pójść na dno razem ze swoimi sekretami, prosto w stronę mroku. Literacki debiut brytyjskiej aktorki Catherine Steadman to kolejna próba opowiedzenia o meandrach małżeństwa i tajemnicach, które łączą aż po grób. Tylko najpierw trzeba go wykopać.

________
* Cytat z książki, s. 9.